niedziela, 29 września 2013

XXIII - Ile jeszcze...?

*Charlie*
- Gdzie ty mnie prowadzisz? - zapiszczałam kiedy Luke schwycił mnie za rękę i przesłonił oczy. Zupełnie nic nie widziałam!
- Zobaczysz. - zaśmiał się i dalej prowadził mnie po jakimś piaszczystym wzniesieniu. - Otwórz oczy. - szepnął.
Widok był nieziemski. Plaża, zachód słońca... Czego chcieć więcej?
- Pięknie tu jest. - wyszeptałam siadając na jeszcze gorącym piasku. Luke poszedł w moje ślady.
- Czy to jest nasza pierwsza randka? - zapytał nagle. Zastanowiłam się chwilę.
- Można to tak ująć. - wyszczerzył się od ucha do ucha po czym objął mnie ramieniem.
- Chciałbym ci coś dać. - wystawił przed siebie zamkniętą dłoń. Bez słowa wyciągnęłam po owe coś rękę. - Chciałbym, żebyś to miała.
Zerknęłam na owy przedmiot. Był to delikatny wisiorek w kształcie jajka.
- Otwórz. - rozkazał Brooksy.
W środku było malutkie zdjęcie Luke. Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Chciałbym, żebyś zawsze o mnie pamiętała. - wyszeptał. Ukryłam twarz w jego ramieniu.
- Nie zginiesz tam Luke. Przyjedziesz tutaj i nic ci się nie stanie. Rozumiesz? - rękami objęłam jego twarz i złożyłam na jego ustach pocałunek. Uśmiechnął się.
- Rozumiem. Ale mogłabyś częściej mi to mówić z "efektami specjalnymi". - zaśmiałam się. Zawsze dowcipny! - No, wstawaj!
Podał mi rękę i pomógł się podnieść.
- Gdzie znowu mnie ciągniesz? - zapytałam wzdychając ciężko i powłócząc nogami. 
- Nie marudź tylko chodź. - stanęliśmy na brzegu morza. Zdjęłam buty i zanurzyłam stopy w lodowatej wodzie.
Brr! Ale takie orzeźwienie się przyda.
Luke stanął za mną i przytulił mnie od tyłu. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Oboje rozłożyliśmy ramiona kiedy zaczął wiać wiatr.
Mmm! Titanic! - krzyknął Brooksy. Wybuchnęłam śmiechem. - A teraz do wody!
Zaczęłam się wyrywać piszcząc i mówiąc, że nie chcę. Luke mocno trzymał mnie w ramionach.
- Nie puszczę cię. - cmoknął mnie w policzek.
- Ale nie wrzucisz mnie? - upewniłam się.
- Nie wrzucę. - obiecał.
*Beau*
Dzień spędziłem na basenie - najpierw sam. Jednak potem dołączył do mnie Jai.
- Jak się trzymasz? - zapytałem w przebieralni.
- Trzeba iść przed siebie Beau. - powiedział po czym westchnął. Przypomniawszy sobie o czymś odskoczył do tyłu i spojrzał na mnie. - I jak? Udała się randka?
W pierwszym momencie nie wiedziałem co powiedzieć. To przecież nie była zwyczajna randka...
- Chyba dobrze... Była bardzo ładna. - dodałem szybko.
Jai spojrzał na mnie po czym powiedział:
- Beau. Przede mną nie musisz kłamać. Widziałem cię z tym kolesiem.
No to klops.
- Widziałem jak się całowaliście. - zaczerpnął oddechu. - Jak wolisz facetów to powiedz to wszystkim. Ukrywasz to tak jakbyś się wstydził własnej orientacji.
Na chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami, a w gardle urosła wielka kula. Jak on? Dlaczego? Śledził mnie?
*Luke*
Kiedy wróciliśmy Lie zabrała się do książki, a ja oglądałem przy niej telewizję. Swoją drogą dziwię
jej się, że nie przeszkadza jej warkot telewizora...
Nagle, zupełnie znikąd z nosa Charlie zaczęła kapać krew wprost na książkę. Sięgnęła po chusteczkę.
- Wszystko w porządku? - zapytałem odkładając książkę na bok i obejmując Lie ramieniem.
- Tak, tak. - odpowiedziała bez przekonania przyciskając chusteczkę do noska. Zauważyłem, że dziewczyna ma też parę siniaków na ramieniu.
- Co ci się stało? - spytałem lekko zaniepokojony. Charlie wzdrygnęła się i przez dłuższą chwilę słychać było tylko nasze oddechy.
- Ch... Chyba się uderzyłam.  wyjąkała niepewnie. - Luke, niedobrze mi.
Pobiegła do łazienki, a ja jak piesek na sznurku za nią. Była strasznie blada - jak wampir.
Pogłaskałem ją po głowie.
- Spokojnie, już spokojnie. - mówiłem do niej kojącym głosem.
- Luke...? - powiedziała cicho. - A jeśli coś mi jest?
Przeraziła mnie myśl, że mojej księżniczce mogłoby się coś stać. Odruchowo sięgnąłem po jej dłoń.
- Dość często pojawiają się u mnie siniaki. - ciągnęła dalej. - Jestem strasznie blada.
- Luke, co się ze mną dzieje? - wyjąkała w końcu, a ja przestraszony nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na jej pytanie.
*Gina*
Zebrało się liczne grono - Ja, Luke, Jai, Ariana, Doctor z całą rodziną, Beau, koledzy chłopców, brat Charlie, Daniel, Veronica, James... Byli wszyscy.
- Nie zabiorę was wszystkich na raz. - oznajmiłam wkładając na siebie ciepły sweter. Charlie była gotowa do wyjścia...
Wyglądała bardziej krucho niż zwykle - była cała blada i ledwo trzymała się na nogach. Podtrzymywana z obu stron przez bliźniaków dotarła do samochodu. Luke jako jej stały opiekun zapiął jej pasy. Jai usadowił się na tylnym siedzeniu. Mieliśmy jeszcze jedno miejsce...
Przybiegł jakiś chłopak. Miał kręcone włosy, jasną cerę... Pytał co się stało, a potem zabrał się z nami. W drodze opowiadał nam, że jest kolegą Lie i jak się poznali.

Przybyliśmy na miejsce. Każdy uwijał się jak mógł - to tutaj coś poprawić, pobiec do recepcji... Dostaliśmy nawet wózek, by dziewczyna tak bardzo się nie przemęczała.
Najpierw skierowano nas na pobranie krwi. Widziałam jak bardzo Mia nie znosiła igieł i jak przymykała co chwilę oczy i spazmatycznie oddychała.
Kiedy było już po wszystkim obejrzał ją doktor. Poczciwy staruszek u którego zawsze się leczymy badał dziewczynę, aż do skutku.
- Niestety na razie nic. Czekamy na wyniki badania krwi. - orzekł  końcu, a my opadliśmy zdenerwowani na krzesła.
- Ile jeszcze? - mówił do siebie zdenerwowany Luke. - Czy oni nie mogą wcześniej?!
Nie mogą syneczku... Niestety. 

sobota, 28 września 2013

XXII - Cisza

*Charlie*
- Zrób do tyłu krok! A do przodu zrób dwa! I rozejrzyj się w bok, przyjaciela już masz! - wydzierał się Luke. I tak było od samego rana.
- Luke! - prosiłam raz za razem ale to nie pomagało.
Stał na środku pokoju wywijając nogami i śpiewając wciąż tę samą piosenkę.
Kiedy w końcu łaskawie przestał śpiewać klęknął przede mną i wpychając swoją głowę pomiędzy moją, a lekturą którą właśnie czytałam popatrzał mi w oczy.
- Czyli jesteśmy oficjalnie parą? - spytał uśmiechając się zawadiacko. Przygryzłam dolną wargę, a Luke wykorzystał moment i pocałował mnie czule w usta. Nie byłam do tego przyzwyczajona - w końcu dopiero 36 godzin temu wyznałam mu prawdę...
- A chciałbyś? - zapytałam, bojąc się odpowiedzi. Cmoknął zniecierpliwiony.
- To zależy czy ty byś chciała...
- Chcę.
Oboje uśmiechnęliśmy się, a ja odgoniłam Luke na bok - ważniejsza jest moja "edukacja".
*Luke*
- Co czytasz?
- Luke... - powiedziała lekko zniecierpliwiona.
- Co? - miałem dzisiaj dobry dzień. No i - nie ukrywam - liczyłem, że dane mi będzie pójść z Charlie na pierwszą randkę. Ale taką prawdziwą randkę.
- Proszę cię... Już kończę rozdział!
- A potem masz następny i następny i jeszcze jeden! - kategorycznie odmawiałem dalszego siedzenia w domu. Moja dziewczyna (kurczę, świetnie jest użyć tego słowa) oderwała wzrok od koślawych literek wydrukowanych na papierze i z hukiem zamknęła kolejny tomik "Zmierzchu".
- Skończyłam. - oznajmiła i sięgnęła po pilot od telewizora.
- O nie! - wprost wyszarpałem jej tego cholernego pilota i zawlokłem aż pod same drzwi wejściowe.
Poczekałem, aż dziewczyna ubierze swoje podniszczone trampki i wybiegliśmy trzymając się za ręce.
Kupić Lie nowe trampki, zanotowałem w pamięci pierwszą rzecz do zrobienia jako chłopak. Jakie to dziwne uczucie mieć dziewczynę po tylu latach...
- Luke! - Charlie pomachała mi przed nosem ręką. - Ziemia do Luke, żyjesz?
- Tak. Żyję, żyję.
- Więc gdzie mnie ciągniesz? - uśmiechnąłem się mimowolnie.
- Zobaczysz.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, jeśli cyfry itd. są źle napisane... :)

czwartek, 26 września 2013

Zapowiedź - Super, co nie?

*Charlie*
Cały czas nie dociera to do mnie. Czy to naprawdę możliwe?
Wojna... Ludzie będą ginąć. A w tej całej rzezi Luke...
Nie, to tylko sen, myślę. Tylko sen... Głupi sen. Czy noc nie mogła wybrać innej zakładki? Nie mogła.
Do rana pozostało jeszcze tylko kilka godzin. Luke śpi niespokojnie przytulając mnie ręką do swojej nagiej piersi. Słyszę jak pracuje jego serce... Czy kiedykolwiek mogłoby przestać bić?
Kiedyś dostałam SMS-a od Brooksa - "Moje serce bije tylko dla ciebie".
W takim razie Luke... Moje bije tylko dla ciebie.
Postanawiam nie wzruszać się przy każdej możliwej okazji - muszę sprawić, by Luke poczuł, że ma do czego wracać. Bo przecież wróci...

Rano staram się zachowywać pozory. Make - up, ubrania i poranna toaleta.
Wygląda w miarę normalnie, myślę i postanawiam pokazać się ludziom.
Luke dopiero się obudził. Przyciąga mnie jedną ręką do siebie i daje buziaka w policzek. Chciałabym
mu krzyknąć "Nie traktuj tego wszystkiego jak drogi do grobu!", ale nie ma odwagi.
*Jai*
Przy śniadaniu wszyscy jesteśmy przybici - w większości tą wojną. Mój mały braciszek... Właściwie mój starszy braciszek... Na wojnie? Nie, to nie jest możliwe. On nas wkręca.
Ta... Chciałoby się. Irak. Potężna walka.
Już nie przejmuję się Arianą i Nathanem chociaż dalej boli. Trudno. Trzeba iść dalej. Tak myślę.
*Luke*
Wszyscy nie jesteśmy w dobrych humorach. I chociaż Lie stara się o "porządek" to i tak jej to nie wychodzi. Dlaczego nie mogę się nią nacieszyć? Teraz kiedy właśnie powiedziała mi to magiczne słowo, teraz kiedy jest tylko moja...

Teraz już nikt nie chce udawać, że nic się nie stało. Nawet Lie zrezygnowała z "codzienności" i siedzi z nami w ciszy w gościnnym. Nic nie robimy. Tak jest chyba najłatwiej. Bo co mam im mówić?
"Mamo... Idę na wojnę. Super, co nie? Będę walczył, oglądał jak leje się krew. Będzie rzeka krwi! Tak jak w tych grach, wiesz? I ja się z tego cieszę. No, bo w końcu was zostawiam! Ciebie, Jai, Beau no i Charlie... Jamesa i Daniela. W końcu ty tylko wojna, tylko śmierć... Czym się tak przejmować? Za miesiąc mnie już tu nie będzie - najpierw przejdę szkolenie, a potem to już wiadomo. Podzielacie mój entuzjazm, prawda?"
To bez sensu...

XXI - To chyba tylko tyle mi pozostało.

*Charlie*
Wróciłam do domu przedtem odprowadzając JJ do rodziców.
- Odprowadzę cię. - zaofiarował się Allan. Była to niespodziewana propozycja z jego strony lecz zgodziłam się. - Lubisz muzykę? - spytał po chwili namysłu.
- Jeśli poprzez słowo "muzyka" masz na myśli dobrą muzykę godną słuchania, to tak. - nieco się speszył, więc posłałam w jego kierunku przyjazny uśmiech. - Robisz muzykę?
Uśmiechnął się pod nosem nic nie mówiąc. Przyjęłam to jako tak.
- Pokażesz mi? - poprosiłam, a ten zaczął nucić kawałek nieznanej mi piosenki. Jego głos rozpływał się w uszach i szczelnie wypełniał każdy zakątek świata. Czułam to.
Nie mogłam uwierzyć, że na świecie istnieją tacy ludzie - ludzie o tak wielkim talencie.
Tego się nie da opisać.
Nawet nie zauważyłam kiedy skończył śpiewać i bacznie spoglądał na mnie wyczekując mojej reakcji.
- Jeśli dostanę zawału z powodu twojego talentu chcę żebyś zaśpiewał na moim pogrzebie. - Allan wybucha śmiechem.
- Myślałem, że ci się nie podoba. - robi minę typu "Aha. Ile razy jeszcze nie będę rozumiał dziewczyny" po czym znów wracamy na trasę Spacer - Dom.
*Jai*
Dostałem SMS-a od Ariany. Mamy się spotkać w "Gorących Piaskach" za pół godziny. Miała poważny ton głosu... Tak jakby chciała mi coś ważnego powiedzieć.
- Ok, będę za dziesięć minut. - wiem, że to nie jest możliwe szczególnie teraz kiedy Beau wyskoczył gdzieś na randkę, ale... Muszę tam dotrzeć.
W pośpiechu zbiegłem po schodach i zamiast moich butów założyłem trampki mamy. No pięknie... Pięć kolejnych minut życia straconych!
Wróciłem się także po kurtkę, bo jak się okazało dzisiaj pogoda niezbyt dopisała.
Spotkałem także Miki Mouse z jakimś facetem - a co mi tam. Teraz nie mam czasu się tym przejmować.
Gnałem ile sił w nogach na miejsce błagając w myślach by mój kochany braciszek był na randce tam gdzie zawsze - McDonald.
Nie pomyliłem się. Siedział i zajadał się swoim hamburgerem.
Kiedy już miałem poprosić go by zawiózł mnie do "Gorących Piasków" moje oczy zobaczyły coś... Absurdalnego.
Beau Peter Brooks podniósł się z krzesła i wpił się w usta jakiegoś kolesia. Całowali się namiętnie.
Jedni ludzie uciekali w popłochu, inni zostawali i robili zdjęcia.
Rozumiem, że Beau jest zboczony, ale czy jest gejem? Czy aby na pewno znam swojego brata na tyle dobrze by poznać jego orientację seksualną?
Nie mogę teraz mu powiedzieć, pomyślałem, a nogi już poniosły mnie tam gdzie czekała na mnie Ari.
*Ariana*
W końcu jest... Spóźniony, cały zlepiony potem... W dodatku śmierdział!
Ucieszył się na mój widok. No tak, on jeszcze nic nie wie...
Podniosłam rękę by pokazać mu gdzie siedzę. Chciał mnie pocałować, ale sprytnie się wymknęłam.
- Chciałaś ze mną pogadać. - zaczął niepewnie przyglądając się moim reakcją.
- Tak. - potwierdziłam. - O nas, o naszym związku.
Mówiąc to gestykulowałam.
- Ok, słucham co mi masz do powiedzenia. - założył ręce za głowę i siedział w milczeniu.
Był wyraźnie szczęśliwy, a ja miałam za chwilę to popsuć.
- Chodzę z Nathanem. - wyjawiłam po chwili nie owijając w bawełnę. Sekundę potem zabrałam swoje rzeczy, wyjęłam banknot odpowiadający sumie mojego zamówienia i uciekłam.
Jai nawet nie próbował mnie zatrzymywać - dobrze, że tego nie robił. Bolałoby jeszcze bardziej. Nie potrafię zrywać...
- I jak? - spytał Nathan kiedy zobaczyłam go opierającego się o srebrne volvo.
- Chyba dobrze. - uśmiechnęłam się i razem z moim osobistym Bogiem Seksu wsiedliśmy do auta.
*Beau*
Wróciłem do domu. Wow. Chyba nigdy wcześniej nie czułem czegoś równie... No, chodzi mi o motylki w brzuchu... Ale... Całowałem się na pierwszej randce?
- Beau, to było coś. - powiedziałem sam do siebie.
Przekręciłem kluczyk w drzwiach i wszedłem do środka. Ogarnęło mnie ciepłe powietrze.
- Tak jak zawsze. - mruknąłem rozwiązując sznurówki moich vansów.
Zawiesiłem swoją kurtkę na haczyku jak najciszej, modląc się by podczas mojej wspinaczki po schodach nic nie zakłóciło spokoju. Miałbym nieźle przerąbane gdyby mama zobaczyła o której tak naprawdę wróciłem.
- Beau Peter Brooks! - usłyszałem za swoimi plecami. - Gdzieś ty się tak długo podziewał?
Ta sytuacja przypominała mi trochę Harrego Pottera - mama Rona krzyczy na niego (Gina), a ja to
Ron.
Powoli się odwróciłem. Ukazała mi się postać mojej rodzicielki - czarne, przetłuszczone włosy, zaspane oczy...
Ubrana była w szlafrok w grochy który dostała od nas pod choinkę rok temu oraz takie same kapcie.
No to już po mnie, pomyślałem i posłusznie skierowałem się do kuchni, gdzie jak zwykle mama prawiła mi wykłady na temat spóźniania się.
*Jai*
Wróciłem do domu (no cóż) cały schlany aż po uszy. Nie wiem po co mi to było, ani jak dotarłem właściwie do tych drzwi. Wiem tylko tyle, że gdy się położyłem wrócił Beau.
Nasłuchiwałem.
- Z twoim bratem dzieje się coś niedobrego. - powiedziała moja mama, a ja już mogłem sobie odpuścić tajemnice.
Beau wydębi ode mnie wszystko czego będzie chciał.
- Sądzisz, że to...? - mój starszy brat miał podekscytowany głos.
- Tak. Wszędzie o tym piszą.
No jasne! Nawet się w spokoju rozstać nie można, bo już gazety posiadają nagłówki "Jai + Ariana - Zerwanie.
- Pójść do niego? - zapytał Beau. Nie, błagam, nie. Chcę odpocząć.
W głowie mi łupie tak strasznie, że po tej myśli zasypiam.
*Charlie*
Wróciłam chyba najwcześniej z całej naszej gromady. No tak. Gina będzie się martwiła.
Nie zaskakuje mnie wcale wiadomość, że Beau wrócił około pierwszej nad ranem tak samo jak Jai.
A gdzie jest Luke?, pytam siebie w myślach.
Mój przyjaciel nie pojawia się tej nocy, przez co zaczynam się martwić.
A może mu się coś stało?
Wszystkie moje wątpliwości uciekają kiedy nad ranem pojawia się u mych stóp Lukey.
- Gdzieś ty był?! - pytam z wyrzutami gotowa do "skoku".
Widzę, że Brooksy jest półprzytomny. Zapalam lampkę nocną i widzę jak ten przewraca się na ziemię.
- Luke! - krzyczę. - Pomocy! Gina! Chłopaki!
Matka Brooksów przybiega najwcześniej. Obie wleczemy chłopaka na moje łóżko i sprawdzamy czy żyje.
Jest tylko pijany. No tak, już drugi. Jaki brat taki brat, myślę sobie pomagając Ginie zdjąć z niego buty i kurtkę.

Popołudniu dwa nasze śpiochy się budzą. W kuchni pojawiają się dwa potwory zupełnie niepodobne do bliźniaków.
- Dzień doby! - woła Gina, a potwór imieniem Jai przeciąga się ospale.
- Co na śniadanie? - pyta, a my wskazujemy na zegar. Obu otwierają się oczy tak jakby miały zaraz wypaść z orbit.
- Mój biedaku. - Gina przytula Jai, a ja mam wrażenie, że Luke czuje się zazdrosny (czyt. mega zazdrosny). Postanawiam trochę polepszyć mu humor i posyłam w jego stronę przyjazny uśmiech.
- Hej. - mówię bez przekonania, a on tylko kiwa mi głową. Co jest?

Przez całe popołudnie mojego przyjaciela coś męczyło. Widziałam to w jego oczach. Dlaczego mi nie powie? Przecież zniosę nawet najgorszą prawdę byleby mnie już nie trzymał w tej niepewności!
Ale on postanawia inaczej. Kiedy idę spać Lukey przychodzi do mnie i kładzie się obok mnie.
Stykamy się nosami - tak blisko siebie się znajdujemy. Pomimo tego nie mam ochoty przerywać tej chwili.
Luke zaczyna mnie całować. Cały czas obchodzi się ze mną niezwykle delikatnie.
*Luke*
Otwieram oczy i lekko się uśmiecham. To chyba tylko tyle co mi pozostało. Widzę, że na twarzy Charlie też pojawił się uśmiech. To dobrze. Chciałbym, żeby miała ze mną miłe wspomnienia.
Siadamy na łóżku, a ja czuję, że powinien teraz jej powiedzieć. No dalej!
- Charlie... - zaczynam niepewnie. - Musimy porozmawiać.
Patrzę jak moja przyjaciółka podciąga kołdrę pod brodę, ale zgadza się mnie wysłuchać. Chciałbym wziąć ją za rękę i potrzymać, ale czuję, że to nie byłoby dobre.
- Muszę iść... - przełykam głośno ślinę, a ona by dodać mi otuchy łapie mnie za rękę. - Na wojnę.
Te słowa nie budzą w niej żadnych uczuć. Jakby nie wiedziała co to oznacza.
A potem widzę jak w jej twarzy pojawia się ta znajoma kreska pomiędzy brwiami i jak wydyma usta w protestanckim "Nie!".
- Przepraszam. - wyjąkałem tylko, a ona przytula się do mnie z całej siły. - Przepraszam.
Po moich policzkach spływają łzy. Charlie nie płacze, ale drży.
Nagle odsuwa się ode mnie i kładzie mi swoją dłoń na policzku.
- Kocham cię. - wyjąkała, a przez mój szloch przebił się nikły uśmiech.
- Ja ciebie też kocham. 

czwartek, 19 września 2013

XX - Ten Obcy

*Charlie*
Nie opuszczają mnie moje obowiązki - w prawdzie państwo Iwan dużo czasu stracili na odwiedzanie mnie, ale mam przecież pracę!
Otworzyłam drzwi do ich domu. Panowała tam cisza.
- Nic się nie zmieniło. - mówię sama do siebie i zdejmuję cicho buty rozglądając się po domu.
- Ha-lo... Jest tu kto? - skrzypnęły schody, ale nikogo na nich nie było. - Ktoś tam jest?
Dobra. To nie jest śmieszne...
Udałam się do pokoju małego JJ. Po drodze zaglądałam do pokoi i sprawdzałam gdzie cała rodzinka się podziewa...
Lekko pchnęłam drzwi. Moim oczom ukazał się jakiś dorosły chłopak oraz mój podopieczny. Coś zatrzymało mnie na progu.
Nieznajomy stał do mnie tyłem i chyba nie zauważył, że go obserwuję.
Chłopaki bawili się klockami - układali je i burzyli. Co chwila słychać było radosny śmiech i znajomy pisk JJ.
Odchrząknęłam. Chłopak podskoczył i niepewnie odwrócił się w moją stronę. Natomiast JJ przybiegł do mnie i utulił się do moich kolan.
- No już, już. - odciągałam go od siebie, a potem podniosłam na ręce.
- Ti-ti! Ti-ti! - wykrzykiwał. - Przysła! Przysła!
Uciecha malutkiego nie zrobiła na mnie większego wrażenia - już przecież go znam.
Nie odrywałam oczy od nieznajomej twarzy, a tamte oczy nie odrywały wzroku ode mnie.
Wstał. Był ode mnie wyższy o dobre dziesięć centymetrów. Dopiero teraz dokładnie przyjrzałam się jego twarzy.
Był bardzo podobny do JJ. Miał ciemnobrązowe oczy, jasne, brązowe włosy w nieładzie, delikatną cerę. Grzywkę zaczesywał na prawo.
No, no. Mamy styczność z bliźniakami wrodzonymi...
- Cze... - eść. - wyjąkał speszony i trochę się zgarbił.
- Cześć. - odpowiedziałam chyba niezbyt przyjaźnie. - Zastępujesz mnie przy JJ?
Zastanowił się sekundę, a potem jakby nie chciał powiedzieć, bo się bał, że mu coś zrobię.
- Jes... Jestem jego kuzy... Kuzynem. - i tylko tyle. Nic więcej nie mówił.
Wywróciłam dyskretnie oczami. Chyba, że...
Chyba, że ja byłam taka sama...
Usiadłam na podłodze. Nieznajomy obserwował mnie zza "ukrycia" przyglądając mi się niepewnie.
Chyba zastanawia się kim jestem, myślę.
- Jestem opiekunką JJ. - wyjaśniam, a on otwiera szeroko oczy ze zdumienia. - Charlie.
Podaję mu dłoń, a on speszony chowa ręce do kieszeni spodni. Ok, koleś jest nieśmiały...
- A ty jak się nazywasz? - pytam niby od niechcenia.
- Allan. - przechodzi do szeptu, a ja mam dziwne odczucie, że już kiedyś go widziałam.
*Allan*
Przyglądamy się sobie w milczeniu - dziewczyna odważnym spojrzeniem, a ja nieśmiałym wzrokiem szukam jakby jakiejś wskazówki.
No dalej. Przecież ją znam... Tylko gdzie widziałem ją po raz pierwszy?
- Śpaćer! Śpaćer! - krzyczy JJ, a ja dobrowolnie się uśmiecham. Oczywiście zaraz sobie pójdę... Przecież nikomu nie jestem potrzebny. No bo, na co komu taki dzieciak jak ja? Ile mi jeszcze zostało?
Z zamyślenia wyrywa mnie śmiech Charlie... Ładne ma imię... Takie nietypowe jak na Melbourne...
- Ok. - mówi do mojego kuzyna. - Przejdziesz się z nami?
Jeśli miałbym teraz w rękach coś szklanego na 100 % leżałoby to potłuczone na podłodze.
Że niby mnie? Że niby ja mam iść z nią i z JJ na spacer?
Nie wierzę. No bo niby po co komuś tak pewnemu siebie taki cichy i niepotrzebny Allan?
- Zgód se! Zgód! - piszczał malutki. No tak, on mi żyć nie da...
Nawet jeśli nie wierzyłem w to, że Charlie serio zaprasza mnie na spacer musiałem z nimi iść dla JJ. Raz kozie śmierć...
- C... Choć-my.

- Mieszkasz tutaj? - zgasiło mnie. Piękna dziewczyna o pięknych oczach postanawia nawiązać ze mną... Kontakt? To się w ogóle nie trzyma kupy...
- Nie. Tak. To znaczy... - westchnąłem w myślach. Czy ona naprawdę chce wiedzieć? - Niedaleko. Tak dokładnie w tamtą stronę.
Wskazałem zachód. Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. Uzyskała odpowiedź, a ja za dużo nie zdradziłem.
- Och. - wyrwało jej się. - To... Czym się interesujesz?
Przymykam oczy. Czy to naprawdę tak ma być?
"Panie Boże, jeśli każesz mi umierać to postaraj się by nikt nie cierpiał po moim odejściu." - błagam w myślach.
- Różnie. - skracam swoją wypowiedź do jednego słowa.
Jak ja bym chciał powiedzieć jej wszystko, - że interesuję się muzyką, że gram na gitarze... 

poniedziałek, 16 września 2013

Nowy bohater!

Mwahaha! Ale ja was dzisiaj zamęczę zmianami itd. rodzaju kłopotkami...
Będziemy mieli nowego bohatera!
Wyszukałam w internecie, a co :D
Allan Shiv
Ma 17 lat. Gra na gitarze i śpiewa piosenki. Jest raczej nieśmiały. Kocha czytać książki, kocha dziewczyny i kocha wieczory. Jest miły, inteligentny i trochę szalony. Ma wielkie plany i wielkie tajemnice...
Kim okaże się Allan? Kim będzie dla Charlie? Już niedługo się dowiecie ;)

Zmieniam, zmieniam, zmieniam!

Zmiany kochani, zmiany! Otóż ciągle natrafiam na śliczne dziewczyny i myślę "Kurczę, dlaczego ona nie jest moją główną bohaterką?!" i takie tam...
Rozumiecie chyba do czego zmierzam... Znów zmieniamy wygląd głównej bohaterki! Tak, tak. Wiem. Cieszycie się razem ze mną :D
Myślę, że to już ostatnia taka zmiana i mam nadzieję, że więcej mnie taka ochota nie najdzie... No więc zaczynamy "pokaz" pt. Zmiana Charlie!
Jak łatwo zauważyć jest to śliczna Megan Nicole! :)
Nie obrazicie się na mnie za zmianę?