*Jai*
To wszystko co wspominali... Wygląd obojga... To co się tam stało - nie potrafiłem nawet o tym myśleć. A co dopiero nie potrafiłem postawić się na ich miejscu. Czy Beau jest naprawdę na tyle głupi żeby narażać życie dziewczyny?
Wiem. Po pijaku robi strasznie głupie rzeczy. Ale do cholery! Była z nim kobieta! Kobiety trzeba szanować! Do cholery jasnej! A gdyby Lie coś się stało?! Gdyby to ona oberwała kulką zamiast tamtej kobiety za barem?! Co by wtedy powiedział?
"Mamo, Jai, Luke... Tak jakoś wyszło, że Charlie nie żyje."
Jak można być tak cholernie nieodpowiedzialnym?! Co on sobie myślał?! Albo czy w ogóle wtedy myślał...
Wszyscy opiekowaliśmy się dziewczyną, ale Luke nie odstępował jej prawie na krok. Razem przesiadywali w pokoju, razem spali... Najgorsze jest to, że widzę jak Lie popada w osłupienie. Widzę, że nic nie chce robić. Jest jak maszyna - nie myśli.
Z Beau jest już lepiej. W sumie to można by powiedzieć, że gdyby nie obrażenia byłby cały i zdrowy. Ale Charlie?
Ona najbardziej cierpi. Zachowała trzeźwość umysłu i wszystko widziała. I pamięta. Pamięta wszystko. Ona tutaj najbardziej cierpi. To właśnie ona ma największe obrażenia - psychiczne.
*Charlie*
Wszyscy są dla mnie tacy dobrzy... Nie zasługuję na to. Dlaczego ci ludzie musieli zginąć? Dlaczego wszczęli bójkę? Czy tak właśnie musiało być?
Czasami słyszę jak Luke przez sen mówi, że nie daruje Beau tego co zrobił. Nie chcę żeby przeze mnie byli wrogami.
Nie mam żalu do Beau. To nie jego wina, że tamta kobieta zginęła... Nigdy nie będę go o to obwiniać.
Luke każdego dnia się mną opiekuje, Jai przynosi jedzenie i pyta się mnie czy chcę porobić coś fajnego. Gina gotuje przepyszne obiady których niestety nie jem. Kiedy coś połknę wszystko od razu wraca skąd przyszło...
Wiem, że wszyscy się o mnie martwią, że Jai próbuje mi pomóc się podnieść... Wiem, że Luke
strasznie się o mnie martwi i, że Gina nie wie co ma zrobić. Ukarać Beau?
Gdybym tylko wiedziała jak się mówi powiedziałabym:
"Nie każ Beau. On w niczym nie zawinił".
Ale nie pamiętam jak się mówi. Od czasu kiedy przyjechaliśmy do domu całe dnie spędzam z Lukeiem. Mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie nie rusza się z domu. Że ciągle musi się mną zajmować...
Wiem też, że Daniel nie wie jak ma usprawiedliwić to, że mój mały braciszek na razie nie może mnie widywać. Wiem, że Veronica i James zaproponowali Ginie pomoc - znajdą dla mnie psychiatrę czy psychologa. Na razie nikt mi nic nie powiedział. W ogóle jakoś nie słyszę teraz by ktoś w domu się odzywał.
Ariana raz do mnie zajrzała, ale od razu musiała wyjść. Wiem dlaczego. I nie jest mi z tego powodu smutno. Nie może znieść widoku szkieletu człowieka którym się stałam.
*James*
Wszystko już jest załatwione. Doctor Jenkins będzie codziennie przychodziła do domu Brooksów porozmawiać z Lie. Może to coś pomoże... A jeśli nie? Jeśli nie zacznie jeść?
Pewnie wyląduje w szpitalu...
Właśnie jedziemy samochodem Doctor Jenkins do Charlie. Na pierwszą wizytę. Ciekaw jestem czy przyniesie to jakiś drobny skutek. Czy w ogóle warto pomóc dziewczynie?
A jeśli ona tego nie chce?
Tyle pytań, a tak mało czasu. Ważne jest, żeby wyciągnąć Miki Mouse z tego dołku.
*Luke*
Przyjechała. Doctor Jenkins. Czy wierzę w to, że ona pomoże Charlie? Tak. Wszystko co ma pomóc mojej księżniczce jest dobre. I trzeba się tego trzymać.
Weszła do niebieskiego pokoju. Miała na sobie czarne, szpiczaste okulary spod których dostrzegłem zielone oczy. Włosy koloru słomy spięła z tyłu głowy w warkocz.
Była to kobieta na oko po trzydziestce, ale było w niej coś... Po prostu kiedy ją zobaczyłem wiedziałem, że ona jej pomoże. Że Charlie znów będzie dawną Charlie.
Doctor Jenkins nie wyglądała wcale na psychologa. Nie miała na sobie ani obcisłej spódnicy za kolana koloru zgniłej zieleni, ani butów na obcasie. Nie chodziła też w białej koszuli zapinanej na guziki.
Po prostu weszła tu w lekko podniszczonych trampkach, w dżinsach i wyciągniętym T - shircie z Myszką Miki.
Przysiadła na krześle i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Podać pani coś? - spytała uprzejmie mama lecz Doctor odmówiła.
niedziela, 8 września 2013
Libster Adward (:
Dowiedziałam się, że zostałam nominowana przez Nika2013 do Libster Adward. Jest to moja pierwsza nominacja i strasznie się cieszę <3 Dziękuję ;*
Ponad to Nika2013 była moją pierwszą czytelniczką!
Libster Adward to nominacja bloga, która zostaje przyznana autorowi za jego pracę i trud który wkłada w prowadzenie bloga. Osoba nominująca zadaje ci 11 pytań na które udzielasz odpowiedzi. Kiedy już pytania zostaną z odpowiedzą nominujemy inne blogi i zadajemy im 11 pytań. Lecz nie można nominować tego kto ciebie nominował.
Pytanka od Nika2013:
1. Trenujesz coś?
Dziękuję jeszcze raz za nominację :) I zapraszam do komentowania, odwiedzania i obserwowania mojego bloga!
Ponad to Nika2013 była moją pierwszą czytelniczką!
Libster Adward to nominacja bloga, która zostaje przyznana autorowi za jego pracę i trud który wkłada w prowadzenie bloga. Osoba nominująca zadaje ci 11 pytań na które udzielasz odpowiedzi. Kiedy już pytania zostaną z odpowiedzą nominujemy inne blogi i zadajemy im 11 pytań. Lecz nie można nominować tego kto ciebie nominował.
Pytanka od Nika2013:
1. Trenujesz coś?
2.Twoje największe marzenie?
3.Do jakich fandomów należysz?
4.Facebook czy Twitter?
5.Znasz AbstrachujeTV (kanał na YT)?
6.Ulubiony film?
7.Dojeżdżasz do szkoły?
8.Pierwsza lekcja w poniedziałek?
9.Ulubiona piosenka?
10.Z jakiej sieci masz telefon?
11.Numer buta?
Odpowiedzi:
1. Sama trenuję piłkę nożną oraz biegi.
2. Zobaczyć Janoskians na żywo oraz spełnić moją blogową listę marzeń.
3. Janoskianator, Belieber, 5SOS family, Directioner itd. (dużo by tutaj wymieniać)
4. Twitter.
5. Nie znam.
6. "Spadaj tato", "Igrzyska Śmierci", "2 tygodnie na miłość".
7. Nie, ponieważ mam strasznie blisko.
8. Matematyka :/
9. Jason Derulo - Talk Dirty, 5SOS - Try Hard, Rudimental - Waiting All Night, The Janoskians - Best Friends, Set This World On Fire
10. T-mobile
11. 37 - 39.
Blogi które nominuję:
http://janoskiansplx.blogspot.com/
http://the-janoskians-fanfiction.blogspot.com/
http://janoskians-friends.blogspot.com/
http://safecornerforwithlove.blogspot.com/
Moje pytania do nominowanych:
1. Pamiętacie datę założenia swojego bloga?
2. Jaki jest wasz ulubiony Janoskians?
3. Najładniejsze imię?
4. Gdzie chcielibyście mieszkać?
5. Ulubiony zwierzak?
6. Co byście zrobiły widząc, że całe Janoskians przechodzi właśnie obok was?
7. Od kiedy jesteście Janoskianators?
8. Skejty vs. trampki?
9. Ulubiona firma/marka ubrań?
10. Ulubiony cytat Janoskiansów?
11. Jaki był pierwszy filmik zobaczony przez was z Janoskians?Dziękuję jeszcze raz za nominację :) I zapraszam do komentowania, odwiedzania i obserwowania mojego bloga!
czwartek, 5 września 2013
XV - Tego nie da się zapomnieć
*Charlie*
- Co się stało? - to były pierwsze słowa jakie naprawdę do mnie dotarły po wyjściu z tego koszmaru.
Ten fragment, to pytanie na zawsze wryło mi się boleśnie w pamięć.
Przestraszony głos Giny która czekała na nas przed budynkiem.
Byłam jak robot. Nie mogłam mówić, słyszałam tylko to co chciałam usłyszeć. Na nic nie reagowałam, a gdy mama Brooksów wyciągnęłam ku mnie ramiona by mnie pocieszyć i przytulić ja poszłam prosto. Wpatrywałam się w przestrzeń, a w głowie siedziała mi tylko jedna osoba.
Wtuliłam się w niego jak małe dziecko, a twarz ukryłam w jego bluzie. Jak miło jest powrócić do tych ciepłych, kojących ramion.
Nawet coś powiedział. Zdążyłam tylko wyłapać "Przepraszam". Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu.
Osłupiały Jai wpatrywał się to we mnie to w Beau. Beau...
To co przeżyłam... Jest najgorszym z koszmarów. Najgorszym z najgorszych. Wciąż mam nadzieję, że to wszystko to tylko sen i, że zaraz się obudzę.
Ale to nie tak. To wszystko jest pomyłką. Wielką pomyłką. Zawaliłam. Miałam nie pląta się w kłopoty, a tymczasem bite 24 godziny spędziłam w areszcie...
Jak to możliwe, że teraz ciepłe ramiona podtrzymują mnie bym nie zemdlała, zwinne palce rysują kółeczka na zewnętrznej stronie mojej dłoni, a ciepły oddech czuję na swojej lodowatej skórze?
Luke zdejmuje bluzę i pomaga mi w nią wsunąć ręce. Czekamy jeszcze tylko na pozostałą dwójkę.
Brooks zapina mi pasy, a ja kładę głowę na jego kolanach. Chce mi się potwornie spać, ponieważ cały pobyt w więzieniu nic tylko albo szlochałam, albo zanurzałam się w ocean pustki.
Zasypiam prawie natychmiast lecz śnią mi się wydarzenia poprzedniej nocy. Wszystko co złe. A w tym śnie spadam na dno oceanu z zawrotną prędkością. Ale zamiast utonąć boleśnie spadam na taflę wody i syczę z bólu. Widzę, że Beau znajduje się trochę niżej ode mnie lecz też nie tonie lecz leży na... Wodzie.
I wtedy uświadamiam sobie, że to nie woda. Leżę na szkle. Na grubym szkle które powstrzymuje nas przed upadkiem do wody.
Szkło jest tak przyjemnie ciepłe... Nawet odzywa się głosem... Lukea. Zamieram. Czyli, że tafla szkła to Luke który jest moją nadzieją? Że to teraz tylko on powstrzymuje mnie przed spadnięciem na samo dno?
W takim razie kto podtrzymuje Beau?
- Ci, i, i... - ktoś głaszcze mnie po głowie. Odgarnia zlepione potem kosmyki moich włosów.
Odkrywam, że cała się trzęsę, a od czasu do czasu z moich ust wyrywa się głośny szloch lub krzyk.
Wzdrygam się, a głos znów mnie uspokaja.
- Nie chciałam. - chrypię w przerwach między szlochami.
- Wiem. - szepcze mi do ucha jedno słowo, a ja od razu czuję się jak w bajce. Otwieram oczy.
Widzę potwornie zmęczoną twarz Lukea. Jego oczy same się zamykają lecz on nie pozwala sobie zasnąć. Widzę, że potwornie się męczy, ale chce przy mnie czuwać.
Głaszczę go po policzku, a ten uśmiecha się przyjaźnie. Jeszcze jeden dreszcz przebiega po moim ciele po czym robi mi się strasznie zimno.
Luke wstaje i okrywa mnie jeszcze jednym pledem. Po dokładnym zliczeniu stwierdzam, że mam na sobie gruby, zimowy sweter, bluzę Lukea i cztery koce.
- Masz gorączkę i odłączyli nam dzisiaj ogrzewanie. Trwają jakieś naprawy. - wyjaśnia. Zauważam, że mój przyjaciel ma na sobie tylko T - shirt i cienki kocyk. Oddaję mu dwa pledy, ale ich nie przyjmuje.
- Więc ja też ich nie chcę. - postanawiam być uparta.
- Ech. - wzdycha po czym wślizga się pod koce. - Tak lepiej?
Potakuję.
- Śpij jeszcze. - głaszcze mnie po policzku. I chociaż cały czas mam ochotę spać to uparcie wyrywam się i nie pozwalam by zmorzył mnie sen.
- Pójdę spać jeśli ty pójdziesz. - staram się żeby mój głos się nie załamał ale i tak podskoczył o oktawę.
Luke posłusznie kładzie głowę na poduszce, a po chwili słyszę jego miarowy oddech. Ja też zasypiam.
*Gina*
- Przepraszam kochanie, że tak już z samego rana... A tak właściwie to z wieczoru truję ci głowę tymi sprawami, ale chcę wiedzieć, a Beau niczego nie pamięta. - mówię i staram się doprowadzić Charlie do stanu rzeczywistości. Odkąd tylko zobaczyła Lukea nie opuszczała go na krok.
Przede mną stała wychudzona postać z sińcami pod oczami. Na czole widniał wielki siniak tak samo dwa na szyi. Pilnował ją wypoczęty Luke.
Rozmawiało mi się z nią jak z osobą nietrzeźwą...
- Pamiętasz co się wydarzyło? - spytałam łagodnie.
- Byliśmy w fast - foodzie. - zauważyłam, że jej głos jest nienaturalnie wysoki, a Luke rzuca Beau spojrzenie pełne żalu. - Ale Beau chciał wyjść. Poszliśmy...
- Gdzie?
- Na takiej jednej ulicy mnie poc... Poc... Poca... - nie potrafiła dokończyć zdania. - Potem poszliśmy do klubu... I tam wypiliśmy trochę. - po jej policzkach spływały łzy. Naprawdę wyglądała jak szkielet człowieka. - Ktoś się bił i Beau wdał się w bójkę. Próbowałam go powstrzymać, ale pchnął mnie na ścianę.
Wszyscy byli zszokowani tym co właśnie powiedziała.
- A potem poszedł się bić. - wyznała cicho. - Wiedziałam, że nie da sobie rady z gangiem i weszłam w sam środek bójki. Ktoś chciał mnie chyba udusić, ale potem oberwał kijem do bilardu. A potem ktoś uderzył mnie szklanym wazonem. - dziewczyna co chwilę się wzdrygała. - To wyglądało jak rzeź. Jeden z nich miał nawet pistolet. Użył go i zas... Zam... Zamordował kobietę. Barmankę. Trafił prosto w głowę. Nie miała szans. Beau dalej się bił. Niekiedy ciosy dostawałam ja. Pobitych było wielu. Ludzie leżeli jakby nieżywi... Beau krzyczał, że trzeba uciekać. I już nas tam nie było. Parę razy wywróciliśmy się do błota. I tak daleko nie uciekliśmy. Nie minęło pięć minut, a znalazła nas policja. Zabrali nas. - Luke tulił do swojej piersi roztrzęsioną nastolatkę, a ja zakryłam usta dłonią.
Spojrzałam na siedzącego na kanapie Beau z podbitymi oczami, wybitymi palcami, rozciętą wargą oraz policzkiem. Siniak na siniaku.
- Ja naprawdę nie chciałam. Przepraszam...
- Co się stało? - to były pierwsze słowa jakie naprawdę do mnie dotarły po wyjściu z tego koszmaru.
Ten fragment, to pytanie na zawsze wryło mi się boleśnie w pamięć.
Przestraszony głos Giny która czekała na nas przed budynkiem.
Byłam jak robot. Nie mogłam mówić, słyszałam tylko to co chciałam usłyszeć. Na nic nie reagowałam, a gdy mama Brooksów wyciągnęłam ku mnie ramiona by mnie pocieszyć i przytulić ja poszłam prosto. Wpatrywałam się w przestrzeń, a w głowie siedziała mi tylko jedna osoba.
Wtuliłam się w niego jak małe dziecko, a twarz ukryłam w jego bluzie. Jak miło jest powrócić do tych ciepłych, kojących ramion.
Nawet coś powiedział. Zdążyłam tylko wyłapać "Przepraszam". Wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu.
Osłupiały Jai wpatrywał się to we mnie to w Beau. Beau...
To co przeżyłam... Jest najgorszym z koszmarów. Najgorszym z najgorszych. Wciąż mam nadzieję, że to wszystko to tylko sen i, że zaraz się obudzę.
Ale to nie tak. To wszystko jest pomyłką. Wielką pomyłką. Zawaliłam. Miałam nie pląta się w kłopoty, a tymczasem bite 24 godziny spędziłam w areszcie...
Jak to możliwe, że teraz ciepłe ramiona podtrzymują mnie bym nie zemdlała, zwinne palce rysują kółeczka na zewnętrznej stronie mojej dłoni, a ciepły oddech czuję na swojej lodowatej skórze?
Luke zdejmuje bluzę i pomaga mi w nią wsunąć ręce. Czekamy jeszcze tylko na pozostałą dwójkę.
Brooks zapina mi pasy, a ja kładę głowę na jego kolanach. Chce mi się potwornie spać, ponieważ cały pobyt w więzieniu nic tylko albo szlochałam, albo zanurzałam się w ocean pustki.
Zasypiam prawie natychmiast lecz śnią mi się wydarzenia poprzedniej nocy. Wszystko co złe. A w tym śnie spadam na dno oceanu z zawrotną prędkością. Ale zamiast utonąć boleśnie spadam na taflę wody i syczę z bólu. Widzę, że Beau znajduje się trochę niżej ode mnie lecz też nie tonie lecz leży na... Wodzie.
I wtedy uświadamiam sobie, że to nie woda. Leżę na szkle. Na grubym szkle które powstrzymuje nas przed upadkiem do wody.
Szkło jest tak przyjemnie ciepłe... Nawet odzywa się głosem... Lukea. Zamieram. Czyli, że tafla szkła to Luke który jest moją nadzieją? Że to teraz tylko on powstrzymuje mnie przed spadnięciem na samo dno?
W takim razie kto podtrzymuje Beau?
- Ci, i, i... - ktoś głaszcze mnie po głowie. Odgarnia zlepione potem kosmyki moich włosów.
Odkrywam, że cała się trzęsę, a od czasu do czasu z moich ust wyrywa się głośny szloch lub krzyk.
Wzdrygam się, a głos znów mnie uspokaja.
- Nie chciałam. - chrypię w przerwach między szlochami.
- Wiem. - szepcze mi do ucha jedno słowo, a ja od razu czuję się jak w bajce. Otwieram oczy.
Widzę potwornie zmęczoną twarz Lukea. Jego oczy same się zamykają lecz on nie pozwala sobie zasnąć. Widzę, że potwornie się męczy, ale chce przy mnie czuwać.
Głaszczę go po policzku, a ten uśmiecha się przyjaźnie. Jeszcze jeden dreszcz przebiega po moim ciele po czym robi mi się strasznie zimno.
Luke wstaje i okrywa mnie jeszcze jednym pledem. Po dokładnym zliczeniu stwierdzam, że mam na sobie gruby, zimowy sweter, bluzę Lukea i cztery koce.
- Masz gorączkę i odłączyli nam dzisiaj ogrzewanie. Trwają jakieś naprawy. - wyjaśnia. Zauważam, że mój przyjaciel ma na sobie tylko T - shirt i cienki kocyk. Oddaję mu dwa pledy, ale ich nie przyjmuje.
- Więc ja też ich nie chcę. - postanawiam być uparta.
- Ech. - wzdycha po czym wślizga się pod koce. - Tak lepiej?
Potakuję.
- Śpij jeszcze. - głaszcze mnie po policzku. I chociaż cały czas mam ochotę spać to uparcie wyrywam się i nie pozwalam by zmorzył mnie sen.
- Pójdę spać jeśli ty pójdziesz. - staram się żeby mój głos się nie załamał ale i tak podskoczył o oktawę.
Luke posłusznie kładzie głowę na poduszce, a po chwili słyszę jego miarowy oddech. Ja też zasypiam.
*Gina*
- Przepraszam kochanie, że tak już z samego rana... A tak właściwie to z wieczoru truję ci głowę tymi sprawami, ale chcę wiedzieć, a Beau niczego nie pamięta. - mówię i staram się doprowadzić Charlie do stanu rzeczywistości. Odkąd tylko zobaczyła Lukea nie opuszczała go na krok.
Przede mną stała wychudzona postać z sińcami pod oczami. Na czole widniał wielki siniak tak samo dwa na szyi. Pilnował ją wypoczęty Luke.
Rozmawiało mi się z nią jak z osobą nietrzeźwą...
- Pamiętasz co się wydarzyło? - spytałam łagodnie.
- Byliśmy w fast - foodzie. - zauważyłam, że jej głos jest nienaturalnie wysoki, a Luke rzuca Beau spojrzenie pełne żalu. - Ale Beau chciał wyjść. Poszliśmy...
- Gdzie?
- Na takiej jednej ulicy mnie poc... Poc... Poca... - nie potrafiła dokończyć zdania. - Potem poszliśmy do klubu... I tam wypiliśmy trochę. - po jej policzkach spływały łzy. Naprawdę wyglądała jak szkielet człowieka. - Ktoś się bił i Beau wdał się w bójkę. Próbowałam go powstrzymać, ale pchnął mnie na ścianę.
Wszyscy byli zszokowani tym co właśnie powiedziała.
- A potem poszedł się bić. - wyznała cicho. - Wiedziałam, że nie da sobie rady z gangiem i weszłam w sam środek bójki. Ktoś chciał mnie chyba udusić, ale potem oberwał kijem do bilardu. A potem ktoś uderzył mnie szklanym wazonem. - dziewczyna co chwilę się wzdrygała. - To wyglądało jak rzeź. Jeden z nich miał nawet pistolet. Użył go i zas... Zam... Zamordował kobietę. Barmankę. Trafił prosto w głowę. Nie miała szans. Beau dalej się bił. Niekiedy ciosy dostawałam ja. Pobitych było wielu. Ludzie leżeli jakby nieżywi... Beau krzyczał, że trzeba uciekać. I już nas tam nie było. Parę razy wywróciliśmy się do błota. I tak daleko nie uciekliśmy. Nie minęło pięć minut, a znalazła nas policja. Zabrali nas. - Luke tulił do swojej piersi roztrzęsioną nastolatkę, a ja zakryłam usta dłonią.
Spojrzałam na siedzącego na kanapie Beau z podbitymi oczami, wybitymi palcami, rozciętą wargą oraz policzkiem. Siniak na siniaku.
- Ja naprawdę nie chciałam. Przepraszam...
środa, 4 września 2013
XIV - First Kiss
*Beau*
Kiedy tylko znaleźliśmy się poza obszarem zwanym "dom" chwyciłem Lie za rękę. Na szczęście nie stawiała oporu. Nadal promiennie się uśmiechała lecz nie pisnęła słówka.
Czyżby odcięto jej język?
Nie wiedziałem co mam powiedzieć i czy w ogóle się odezwać. Jeśli chciała by była cisza...
Otwarłem przed nią drzwi do samochodu. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i usiadła na miejscu dla pasażera.
Obszedłem samochód dookoła ukradkiem spoglądając na dom. No tak - wszyscy w oknach. To taka wielka sensacja, że Beau Brooks idzie na randkę!
Prychnąłem pod nosem i siadłem za kółkiem. Tak naprawdę od samego przyjazdu dziewczyny planowałem jak mogłaby wyglądać nasza randka.
Wszystko było załatwione poza jedną rzeczą - jeszcze nie byliśmy na miejscu.
- Więc co będziemy robili? - spytała po chwili kiedy właśnie wymijałem srebrne volvo.
- Zobaczysz. - wywróciła oczami. No tak, zejdź na ziemię Beau. W końcu wróciła twoja kochana Mia!
*Charlie*
Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że zaszła jakaś zmiana związana z wyglądem Beau. I nie chodzi tutaj o tego nowego fullcap czy koszulkę od "Obey".
Strasznie mnie nurtowała ta myśl - dlaczego nie potrafię dostrzec jakiejś zmiany? Przeczuwam ją, wiem, że Beau coś zmienił... Tylko co?
Wszystko wyjaśniło się mniej więcej w połowie drogi, - a tak przynajmniej myślę, że to już połowa drogi.
Beau zdjął czapkę, a moim oczom ukazała się różowa grzywka. Przeżyłam lekki wstrząs.
- Beau! Co się stało z twoją grzywką?! - no... Może wypowiedziałam to nieco głośniej niż miałam
zamiar.
- Nic. A co się miało stać? Tak tylko sobie sterczy. O tak. - nawijał zdenerwowany.
- Jest różowa. - powiedziałam powoli akcentując słowo "różowa".
Westchnął.
- Jest różowa. - potwierdził, a ja parsknęłam śmiechem. - No co? Będziesz się teraz śmiała, że wyglądam jak gej? Że róż nie jest dla facetów? Otóż powiem ci... - przerwałam mu całusem w policzek.
- Powiesz mi, że mi wcale to nie przeszkadza. - dokończyłam. - No i do twarzy ci... Z różowym.
Uśmiechnął się zadowolony z siebie.
- Naprawdę? - zapytał wciąż w mocnym szoku.
- Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Ech... Co ja tam mówię! Jest świetnie! - po czym wysłał mi całusa.
*Luke*
Cały czas zżerała mnie zazdrość. Dlaczego nie potrafię o niej tak po prostu zapomnieć? Chociaż na ten dzień. Wiem, że jest wyjątkowy dla obu stron. No dobra. Dla wszystkich prócz mnie. Ale co ja mogę poradzić, że niefortunnie zabujaliśmy się w tej samej dziewczynie? Co, mam ją schować w sejfie i nie wypuszczać do gwiazdki? Tak, na pewno trafiłbym do listy młodocianych morderców... Chociaż zamknięcie Lie w takim sejfie nie jest najgorsze...
Najpierw chciałem pojechać za nimi. Tam gdzie ma się odbyć randeczka. Fuj! Jak ja nie lubię tego słowa!
Ale potem przypomniałem sobie, że nie mogę. A przynajmniej nie powinien tego zrobić. I zostałem.
*Beau*
Zaparkowałem na jednym z niewielu wolnych miejsc i wysiedliśmy. Burrito B. To właśnie był nasz cel. I niech nie zwiedzie was ta nazwa! Tam wcale burrito nie podają!
Starałem się jak mogłem, by Moja Księżniczka choć na chwilę się uśmiechnęła ale moje wysiłki poszły w las.
- Co jest? - pytałem raz po razem zamawiając jedzenie. Nawet nie powiedziała mi swojego zamówienia...
- Charlie, jeśli wolisz iść do domu albo gdzieś indziej... Jeśli ma to ci poprawić humor to ja z chęcią pójdę. - oświadczyłem podburzony jej postawą.
- Nie, nie. Świetnie się bawię. - powiedziała bez przekonania zmuszając się do sztucznego uśmiechu.
- Choć. - złapałem ją za rękę i poprowadziłem do wyjścia.
- Beau! Ale co z jedzeniem? - krzyknęła kiedy byliśmy już ulicę dalej.
- Wiesz co z jedzeniem? - spytałem przyciągając ją do siebie. - Niech sobie je głęboko wsadzą.
Uśmiechnęła się lekko, a ja korzystając z okazji musnąłem jej usta.
Kiedy tylko znaleźliśmy się poza obszarem zwanym "dom" chwyciłem Lie za rękę. Na szczęście nie stawiała oporu. Nadal promiennie się uśmiechała lecz nie pisnęła słówka.
Czyżby odcięto jej język?
Nie wiedziałem co mam powiedzieć i czy w ogóle się odezwać. Jeśli chciała by była cisza...
Otwarłem przed nią drzwi do samochodu. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i usiadła na miejscu dla pasażera.
Obszedłem samochód dookoła ukradkiem spoglądając na dom. No tak - wszyscy w oknach. To taka wielka sensacja, że Beau Brooks idzie na randkę!
Prychnąłem pod nosem i siadłem za kółkiem. Tak naprawdę od samego przyjazdu dziewczyny planowałem jak mogłaby wyglądać nasza randka.
Wszystko było załatwione poza jedną rzeczą - jeszcze nie byliśmy na miejscu.
- Więc co będziemy robili? - spytała po chwili kiedy właśnie wymijałem srebrne volvo.
- Zobaczysz. - wywróciła oczami. No tak, zejdź na ziemię Beau. W końcu wróciła twoja kochana Mia!
*Charlie*
Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że zaszła jakaś zmiana związana z wyglądem Beau. I nie chodzi tutaj o tego nowego fullcap czy koszulkę od "Obey".
Strasznie mnie nurtowała ta myśl - dlaczego nie potrafię dostrzec jakiejś zmiany? Przeczuwam ją, wiem, że Beau coś zmienił... Tylko co?
Wszystko wyjaśniło się mniej więcej w połowie drogi, - a tak przynajmniej myślę, że to już połowa drogi.
Beau zdjął czapkę, a moim oczom ukazała się różowa grzywka. Przeżyłam lekki wstrząs.
- Beau! Co się stało z twoją grzywką?! - no... Może wypowiedziałam to nieco głośniej niż miałam
zamiar.
- Nic. A co się miało stać? Tak tylko sobie sterczy. O tak. - nawijał zdenerwowany.
- Jest różowa. - powiedziałam powoli akcentując słowo "różowa".
Westchnął.
- Jest różowa. - potwierdził, a ja parsknęłam śmiechem. - No co? Będziesz się teraz śmiała, że wyglądam jak gej? Że róż nie jest dla facetów? Otóż powiem ci... - przerwałam mu całusem w policzek.
- Powiesz mi, że mi wcale to nie przeszkadza. - dokończyłam. - No i do twarzy ci... Z różowym.Uśmiechnął się zadowolony z siebie.
- Naprawdę? - zapytał wciąż w mocnym szoku.
- Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Ech... Co ja tam mówię! Jest świetnie! - po czym wysłał mi całusa.
*Luke*
Cały czas zżerała mnie zazdrość. Dlaczego nie potrafię o niej tak po prostu zapomnieć? Chociaż na ten dzień. Wiem, że jest wyjątkowy dla obu stron. No dobra. Dla wszystkich prócz mnie. Ale co ja mogę poradzić, że niefortunnie zabujaliśmy się w tej samej dziewczynie? Co, mam ją schować w sejfie i nie wypuszczać do gwiazdki? Tak, na pewno trafiłbym do listy młodocianych morderców... Chociaż zamknięcie Lie w takim sejfie nie jest najgorsze...
Najpierw chciałem pojechać za nimi. Tam gdzie ma się odbyć randeczka. Fuj! Jak ja nie lubię tego słowa!
Ale potem przypomniałem sobie, że nie mogę. A przynajmniej nie powinien tego zrobić. I zostałem.
*Beau*
Zaparkowałem na jednym z niewielu wolnych miejsc i wysiedliśmy. Burrito B. To właśnie był nasz cel. I niech nie zwiedzie was ta nazwa! Tam wcale burrito nie podają!
Starałem się jak mogłem, by Moja Księżniczka choć na chwilę się uśmiechnęła ale moje wysiłki poszły w las.
- Co jest? - pytałem raz po razem zamawiając jedzenie. Nawet nie powiedziała mi swojego zamówienia...
- Charlie, jeśli wolisz iść do domu albo gdzieś indziej... Jeśli ma to ci poprawić humor to ja z chęcią pójdę. - oświadczyłem podburzony jej postawą.
- Nie, nie. Świetnie się bawię. - powiedziała bez przekonania zmuszając się do sztucznego uśmiechu.
- Choć. - złapałem ją za rękę i poprowadziłem do wyjścia.
- Beau! Ale co z jedzeniem? - krzyknęła kiedy byliśmy już ulicę dalej.
- Wiesz co z jedzeniem? - spytałem przyciągając ją do siebie. - Niech sobie je głęboko wsadzą.
Uśmiechnęła się lekko, a ja korzystając z okazji musnąłem jej usta.
wtorek, 3 września 2013
XVII - Piękna istota
*Luke*
Stanęła w drzwiach. Piękna. Bił od niej czar. Piękny sen z którego nie miałem ochoty się budzić.
Tylko dlaczego to nie do mnie kieruje swój śliczny uśmiech? I dlaczego jej oczy nie błyszczą teraz dla mnie?
Beau.
Ostrożnie postawiła jedną nogę na schodku. Powoli schodziła w dół. Nie wiem dlaczego tutaj jeszcze stoję. Zapomniałem nawet kim jestem. Po prostu pragnąłem napawać oczy tą pięknością do końca swego życia. Czy było mi to dane?
Ktoś pociągnął nosem. Miałem wrażenie, że mama się rozkleja. No cóż - ja też bym się rozkleił, ale
nie ze szczęścia. Moje serce jest teraz wypełnione smutkiem, ale zawsze będę miał nadzieję.
Cała nasza zgraja stała wpatrzona jak ta piękna bogini zgrabnie sunie ku nam. Jej ruchy były takie delikatne...
Ukazała się w swojej pełnej krasie. Była jeszcze piękniejsza. Czy to możliwe?
Swoją blond grzywkę spięła wsuwką, a idealne, delikatne fale luźno opadały na jej smukłe ramiona. Na szyi nosiła srebrny wisiorek w kształcie łzy oraz takie same kolczyki. Na nadgarstku luźno wisiała bransoletka Ariany.
Dziewczyna miała na sobie połyskującą (można by powiedzieć, że złotą), upiętą sukienkę. Jedyną oznaką tego, że to Charlie były połyskujące na złoto trampki za kostkę z ćwiekami.
Kiedy w końcu znalazła się blisko mnie, a naprzeciwko Beau przypomniałem sobie, że to nie ja jestem szczęśliwym gościem który zaraz wyjdzie z tą pięknością i będą się dobrze bawili.
____________________________________________________________________________________
Tak jak mówiłam - strasznie krótki rozdział. Możliwe, że to nawet "zapowiedź" randeczki :)
Przepraszam za ten rozdział, ale naprawdę nie mam czasu więcej napisać, a chcę coś dodawać.
Nie obiecuję, że następne będą dłuższe, ale będę się starała :P
Stanęła w drzwiach. Piękna. Bił od niej czar. Piękny sen z którego nie miałem ochoty się budzić.
Tylko dlaczego to nie do mnie kieruje swój śliczny uśmiech? I dlaczego jej oczy nie błyszczą teraz dla mnie?
Beau.
Ostrożnie postawiła jedną nogę na schodku. Powoli schodziła w dół. Nie wiem dlaczego tutaj jeszcze stoję. Zapomniałem nawet kim jestem. Po prostu pragnąłem napawać oczy tą pięknością do końca swego życia. Czy było mi to dane?
Ktoś pociągnął nosem. Miałem wrażenie, że mama się rozkleja. No cóż - ja też bym się rozkleił, ale
nie ze szczęścia. Moje serce jest teraz wypełnione smutkiem, ale zawsze będę miał nadzieję.
Cała nasza zgraja stała wpatrzona jak ta piękna bogini zgrabnie sunie ku nam. Jej ruchy były takie delikatne...
Ukazała się w swojej pełnej krasie. Była jeszcze piękniejsza. Czy to możliwe?
Swoją blond grzywkę spięła wsuwką, a idealne, delikatne fale luźno opadały na jej smukłe ramiona. Na szyi nosiła srebrny wisiorek w kształcie łzy oraz takie same kolczyki. Na nadgarstku luźno wisiała bransoletka Ariany.
Dziewczyna miała na sobie połyskującą (można by powiedzieć, że złotą), upiętą sukienkę. Jedyną oznaką tego, że to Charlie były połyskujące na złoto trampki za kostkę z ćwiekami.
Kiedy w końcu znalazła się blisko mnie, a naprzeciwko Beau przypomniałem sobie, że to nie ja jestem szczęśliwym gościem który zaraz wyjdzie z tą pięknością i będą się dobrze bawili.
____________________________________________________________________________________
Tak jak mówiłam - strasznie krótki rozdział. Możliwe, że to nawet "zapowiedź" randeczki :)
Przepraszam za ten rozdział, ale naprawdę nie mam czasu więcej napisać, a chcę coś dodawać.
Nie obiecuję, że następne będą dłuższe, ale będę się starała :P
poniedziałek, 2 września 2013
XVI - Live Twitcam
*Daniel*
Od samego świtu byłem w domu Brooksów. Razem z Luke, James, Beau, Jai i młodym Mia czatowaliśmy pod drzwiami "Pokoju Niebieskiego". Rozbiliśmy nawet obóz! Naprawdę!
Jai wygrzebał namiot który rozbiliśmy pod drzwiami. James przyniósł jedzenie, Luke laptopa, ja filmy, a Beau picie.
Na początku nie wiedziałem dlaczego to robimy. Może Charlie siedzi tam i nie chce nikogo wpuścić?
Ale to nie było to. Beau idzie na randkę! I to z kim! Z Miki Mouse!
Zebrały się wszystkie dziewczyny, które znaliśmy.
Gina, Ariana, Veronica, Mila, Cece (skąd ona się tu wzięła?!) oraz niespodziewanie na samym końcu
Ta - Której - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać czyli Cara. Byłem z nią na randce czy dwóch. Niezbyt dobrze się to skończyło...
Od czasu do czasu dochodziły do nas radosne głosy dziewczyn.
*Luke*
Co miałem zrobić? W końcu Beau uwierzył, że jednak to nie to z Lie...
Muszę dzielnie znosić swoją... Porażkę? Nie, to jest dyskwalifikacja. Tak, chyba to właśnie tak wygląda.
Udawałem, że świetnie się bawię i humor mi dopisuje podczas gdy tak naprawdę nawet nie starałem się skupić na filmie i prawie się nie odzywałem. Na szczęście chłopcy niczego nie zauważyli. I dobrze. Chcę żeby Beau był szczęśliwy nawet jeśli ma mnie ściskać serce, a niewidzialne żyletki jeździć po moim sercu i ciąć je na małe kawałeczki kiedy zobaczę tę parę. Zniosę to wszystko.
*Beau*
Nie wiem jak innym ale mi czas dłużył się niemiłosiernie. Kiedy skończyliśmy "Kod Leonardo Da Vinci" ogłosiliśmy, że za parę minut zrobimy Live Twitcam. Miałem tylko nadzieję, że ktoś zdąrzy go obejrzeć na żywo.
- Hey guys. We're Janoskians!* - zawołaliśmy chórem, a Luke jak zwykle się spóźnił.
- And this is Live Twitcam with a dedication to Beau who go to a meet.** - dokończył James. Uf, całe szczęście, że na wstępie nie powiedział, że jest to urocza blondynka.
- I właśnie czatujemy pod jej pokojem. - wyznał Jai szeptem za co dostał ode mnie w głowę.
*Cześć ludzie. Jesteśmy Janoskians.
**A to jest Live Twitcam z dedykacją dla Beau który idzie na randkę (spotkanie).
__________________________________________________________________________________
Siemka, siemka. Zaczęła się szkoła. Jak tam? Chwalić się? Jaka nowa klasa? Ktoś nowy w szkole? Ogólnie jak się czujecie z myślą, że jutro z plecaczkiem do szkoły?
Ja dobrze. Jedynie co nie lubię w moim planie lekcji to poniedziałek na pierwszej lekcji matematyka. Mamy nowego w klasie - Adama. Jako nieliczny jest trochę wyższy ode mnie i się jaram!
Informatykę mamy podzieloną na 3 grupy, w - f na chłopców i dziewczyny tak jak j. angielski.
Do naszej szkoły chyba dołączyły dwie czy trzy osoby, więc to straszna rzadkość.
Nie mam jeszcze ćwiczeń i podręcznika do angielskiego xD
Wiem, ze zwlekam z tą randką, ale chcę Was trochę przygotować!
NEWS - W końcu mój blog znalazł się w zakładce "Fan Fiction" na polskiej oficjalnej stronie Janoskians :)
Od samego świtu byłem w domu Brooksów. Razem z Luke, James, Beau, Jai i młodym Mia czatowaliśmy pod drzwiami "Pokoju Niebieskiego". Rozbiliśmy nawet obóz! Naprawdę!
Jai wygrzebał namiot który rozbiliśmy pod drzwiami. James przyniósł jedzenie, Luke laptopa, ja filmy, a Beau picie.
Na początku nie wiedziałem dlaczego to robimy. Może Charlie siedzi tam i nie chce nikogo wpuścić?
Ale to nie było to. Beau idzie na randkę! I to z kim! Z Miki Mouse!
Zebrały się wszystkie dziewczyny, które znaliśmy.
Gina, Ariana, Veronica, Mila, Cece (skąd ona się tu wzięła?!) oraz niespodziewanie na samym końcu
Ta - Której - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać czyli Cara. Byłem z nią na randce czy dwóch. Niezbyt dobrze się to skończyło...
Od czasu do czasu dochodziły do nas radosne głosy dziewczyn.
*Luke*
Co miałem zrobić? W końcu Beau uwierzył, że jednak to nie to z Lie...
Muszę dzielnie znosić swoją... Porażkę? Nie, to jest dyskwalifikacja. Tak, chyba to właśnie tak wygląda.
Udawałem, że świetnie się bawię i humor mi dopisuje podczas gdy tak naprawdę nawet nie starałem się skupić na filmie i prawie się nie odzywałem. Na szczęście chłopcy niczego nie zauważyli. I dobrze. Chcę żeby Beau był szczęśliwy nawet jeśli ma mnie ściskać serce, a niewidzialne żyletki jeździć po moim sercu i ciąć je na małe kawałeczki kiedy zobaczę tę parę. Zniosę to wszystko.
*Beau*
Nie wiem jak innym ale mi czas dłużył się niemiłosiernie. Kiedy skończyliśmy "Kod Leonardo Da Vinci" ogłosiliśmy, że za parę minut zrobimy Live Twitcam. Miałem tylko nadzieję, że ktoś zdąrzy go obejrzeć na żywo.
- Hey guys. We're Janoskians!* - zawołaliśmy chórem, a Luke jak zwykle się spóźnił.
- And this is Live Twitcam with a dedication to Beau who go to a meet.** - dokończył James. Uf, całe szczęście, że na wstępie nie powiedział, że jest to urocza blondynka.
- I właśnie czatujemy pod jej pokojem. - wyznał Jai szeptem za co dostał ode mnie w głowę.
*Cześć ludzie. Jesteśmy Janoskians.
**A to jest Live Twitcam z dedykacją dla Beau który idzie na randkę (spotkanie).
__________________________________________________________________________________
Siemka, siemka. Zaczęła się szkoła. Jak tam? Chwalić się? Jaka nowa klasa? Ktoś nowy w szkole? Ogólnie jak się czujecie z myślą, że jutro z plecaczkiem do szkoły?
Ja dobrze. Jedynie co nie lubię w moim planie lekcji to poniedziałek na pierwszej lekcji matematyka. Mamy nowego w klasie - Adama. Jako nieliczny jest trochę wyższy ode mnie i się jaram!
Informatykę mamy podzieloną na 3 grupy, w - f na chłopców i dziewczyny tak jak j. angielski.
Do naszej szkoły chyba dołączyły dwie czy trzy osoby, więc to straszna rzadkość.
Nie mam jeszcze ćwiczeń i podręcznika do angielskiego xD
Wiem, ze zwlekam z tą randką, ale chcę Was trochę przygotować!
NEWS - W końcu mój blog znalazł się w zakładce "Fan Fiction" na polskiej oficjalnej stronie Janoskians :)
niedziela, 1 września 2013
XV - Pod osłoną nocy...
*Charlie*
Słodko spałam w swoim niebieskim pokoju. Teraz nie wydawał mi się już taki magiczny - w końcu mieszkał ze mną Lukey - Pookey. Wszędzie walały się jego ubrania, jego rzeczy...
Starałam się nie przypominać matki ganiącej swoje dziecko za nieporządek, więc mało co go upominałam by posprzątał.
Obudziłam się gwałtownie. Wiatr uderzał o okna, szumiał jakby chciał mi coś przekazać...
Skrzypnęły zawiasy okna i uchyliły się lekko. Moją twarz otuliło ziemne powietrze.
Mimowolnie szczęknęłam parę razy zębami.
Czy to okno się zepsuło?
Zerknęłam na śpiącego na podłodze Lukea. Kiedy oznajmił mi, że nie chce spać ze mną w jednym łóżku (wiem jak to dziwnie brzmi ale nie bierzcie z tego podtekstów) strasznie się zdziwiłam.
Co ja mu zrobiłam?
Usłyszałam drugi, szybszy oddech.
- Kto tu jest? - wyjąkałam cicho. Podniosłam się z łóżka, a do ręki wzięłam lampkę nocną.
Na początku nic nie usłyszałam, a potem zaświeciło się światło. Odskoczyłam do tyłu. Ulżyło mi.
Przede mną stał najstarszy z braci Brooks uśmiechając się przepraszająco. Odłożyłam lampkę na miejsce i osunęłam się na podłogę.
- Cholera Beau! Chcesz żebym zawału dostała?! - krzyczałam szepcząc. Czy właściwie da się krzyczeć szeptem?
- Przepraszam. - powiedział po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej. Rzuciłam w niego poduszką, a Luke poruszył się niespokojnie na swoim posłaniu.
Przyłożyłam palce do ust i powiedziałam "ci".
- Nie mogłeś wejść jak cywilizowani ludzie? Przez drzwi? - spytałam oskarżycielskim tonem.
Zachichotał.
- Będzie co wspominać. No i... Chciałem być romantyczny. - wyznał, a ja poczułam się jak czerwona róża w środku bukietu białych.
- Więc... Jak tutaj się dostałeś?
- Po drabinie. Nie sięgała do okna więc wspiąłem się po rynnie. - zachłysnąłem się powietrzem.
- Po drabinie?! - wymówiłam to głośniej niż zamierzałam. - Jak będziesz wychodził to tam. - wskazałam na drzwi. - Zrozumiano?
Beau pokręcił głową.
- Jasne, mamusiu. Ale czekaj. Zaraz zapomnę po co tu się wspinałem... - podrapał się po głowie.
- Jutro, szesnasta trzydzieści. - powiedział w końcu. - Charlie?
- Tak?
- Wiem, że zabrzmi to jakbym grał, albo jakbym ściągnął ten tekst z jakiegoś filmu romantycznego ale... - zaczerpnął oddechu. - Kiedy zgodziłaś się pójść ze mną na randkę uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem w historii.
Zarumieniłam się. Nigdy nie usłyszałam czegoś równie romantycznego...
- To słodkie. - to słodkie... To są jedyne słowa na które było mnie stać? Słodkie?! Ja to potrafię odpowiednio dobrać słowa!
*Luke*
Nie spałem. Możecie sądzić, że specjalnie podsłuchiwałem i... Będziecie mili rację.
Nie potrafię spokojnie spać z myślą, że Charlie i Beau mogliby być razem. To zbyt bardzo boli!
Słyszałem wszystko. Jak się śmiali, jak Beau powiedział, że jest najszczęśliwszym chłopakiem w historii... Jeśli on najszczęśliwszym to ja chyba najsmutniejszym...
Jutro... Mają... Ra... Nie. Mają spotkanie. Nie potrafię wymówić słowa "randka" kiedy wiem, że ona i on...
Jestem okropnym bratem i przyjacielem. Powinien się cieszyć, skakać i piszczeć tak jak oni... Powinien wspierać Charlie.
Ale widocznie tak miało być. Mam cierpieć. Czy już nigdy nie znajdę sobie osoby która by mnie pokochała takim jakim jestem? Która by kochała mnie całym sercem?
To chyba nie dla mnie. Powinien pomyśleć nad zmianą orientacji seksualnej czy coś. Moze u facetów szłoby mi lepiej? Kto wie...
Słodko spałam w swoim niebieskim pokoju. Teraz nie wydawał mi się już taki magiczny - w końcu mieszkał ze mną Lukey - Pookey. Wszędzie walały się jego ubrania, jego rzeczy...
Starałam się nie przypominać matki ganiącej swoje dziecko za nieporządek, więc mało co go upominałam by posprzątał.
Obudziłam się gwałtownie. Wiatr uderzał o okna, szumiał jakby chciał mi coś przekazać...
Skrzypnęły zawiasy okna i uchyliły się lekko. Moją twarz otuliło ziemne powietrze.
Mimowolnie szczęknęłam parę razy zębami.
Czy to okno się zepsuło?
Zerknęłam na śpiącego na podłodze Lukea. Kiedy oznajmił mi, że nie chce spać ze mną w jednym łóżku (wiem jak to dziwnie brzmi ale nie bierzcie z tego podtekstów) strasznie się zdziwiłam.
Co ja mu zrobiłam?
Usłyszałam drugi, szybszy oddech.
- Kto tu jest? - wyjąkałam cicho. Podniosłam się z łóżka, a do ręki wzięłam lampkę nocną.
Na początku nic nie usłyszałam, a potem zaświeciło się światło. Odskoczyłam do tyłu. Ulżyło mi.
Przede mną stał najstarszy z braci Brooks uśmiechając się przepraszająco. Odłożyłam lampkę na miejsce i osunęłam się na podłogę.
- Cholera Beau! Chcesz żebym zawału dostała?! - krzyczałam szepcząc. Czy właściwie da się krzyczeć szeptem?
- Przepraszam. - powiedział po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej. Rzuciłam w niego poduszką, a Luke poruszył się niespokojnie na swoim posłaniu.
Przyłożyłam palce do ust i powiedziałam "ci".
- Nie mogłeś wejść jak cywilizowani ludzie? Przez drzwi? - spytałam oskarżycielskim tonem.
Zachichotał.
- Będzie co wspominać. No i... Chciałem być romantyczny. - wyznał, a ja poczułam się jak czerwona róża w środku bukietu białych.
- Więc... Jak tutaj się dostałeś?
- Po drabinie. Nie sięgała do okna więc wspiąłem się po rynnie. - zachłysnąłem się powietrzem.
- Po drabinie?! - wymówiłam to głośniej niż zamierzałam. - Jak będziesz wychodził to tam. - wskazałam na drzwi. - Zrozumiano?
Beau pokręcił głową.
- Jasne, mamusiu. Ale czekaj. Zaraz zapomnę po co tu się wspinałem... - podrapał się po głowie.
- Jutro, szesnasta trzydzieści. - powiedział w końcu. - Charlie?
- Tak?
- Wiem, że zabrzmi to jakbym grał, albo jakbym ściągnął ten tekst z jakiegoś filmu romantycznego ale... - zaczerpnął oddechu. - Kiedy zgodziłaś się pójść ze mną na randkę uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem w historii.
Zarumieniłam się. Nigdy nie usłyszałam czegoś równie romantycznego...
- To słodkie. - to słodkie... To są jedyne słowa na które było mnie stać? Słodkie?! Ja to potrafię odpowiednio dobrać słowa!
*Luke*
Nie spałem. Możecie sądzić, że specjalnie podsłuchiwałem i... Będziecie mili rację.
Nie potrafię spokojnie spać z myślą, że Charlie i Beau mogliby być razem. To zbyt bardzo boli!
Słyszałem wszystko. Jak się śmiali, jak Beau powiedział, że jest najszczęśliwszym chłopakiem w historii... Jeśli on najszczęśliwszym to ja chyba najsmutniejszym...
Jutro... Mają... Ra... Nie. Mają spotkanie. Nie potrafię wymówić słowa "randka" kiedy wiem, że ona i on...
Jestem okropnym bratem i przyjacielem. Powinien się cieszyć, skakać i piszczeć tak jak oni... Powinien wspierać Charlie.
Ale widocznie tak miało być. Mam cierpieć. Czy już nigdy nie znajdę sobie osoby która by mnie pokochała takim jakim jestem? Która by kochała mnie całym sercem?
To chyba nie dla mnie. Powinien pomyśleć nad zmianą orientacji seksualnej czy coś. Moze u facetów szłoby mi lepiej? Kto wie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




