niedziela, 30 marca 2014

XXXVI - "Nie zapominaj, że jesteś częścią naszej rodziny! Przepraszam, ich rodziny! wskazał na zdjęcie oprawione w ramkę, na któym widniały dwie uśmiechnięte postacie - Gina i Luke."

Serdecznie Was przepraszam!
W związku z tym, że przeżywałam chwilowy kryzys zdrowotny utraciłam dostęp na dwa miesiące do tego konta. Tzn. zapomniałam hasła. Dziś ok. 18 udało mi się zalogować. Chcę was przeprosić i błagać na kolanach o wybaczenie, a jako cząstkę przeprosin, nowy rozdział!
Szczerze mówiąc nie chciałam dalej pisać, ale Janoskians są tak cudowni, że nie da się nie dokończyć tej historii! 
Rozdział pragnę zadedykować wszystkim tym, którzy byli, są i będą ze mną, i którzy niecierpliwie czekali na dalszą historię Charlie. Kocham was mocno ♥
***
*Charlie*
Dzisiejszej nocy nie spałam. Może właśnie tak mam odpokutować za to, że przeze mnie bliźniacy się kłócą? Ciągle są jakieś dramy, bójki... Do cholery, zawsze myślałam, że bliźniacy powinni się nawzajem wspierać, ale gdy pojawiłam się ja...
Wiem, że to wszystko przeze mnie. Wiem, że Jai... Wiem o tym, że ranię oby dwóch - tak czy inaczej. Wiem też, że Jai nie jest tym "gorszym" ani "lepszym" bliźniakiem. Tak samo Luke. Czy można kochać oby dwóch facetów? Wiem, że Luke jest dla mnie wszystkim i, że gdybym teraz miała powiedzieć mu jak bardzo go kocham, to pewnie bym to zrobiła, ale z drugiej strony...
Nie chcę mówić, że użalam się nad Jaiem i tylko z tego powodu chcę załagodzić sytuację na wszelkie możliwe sposoby. Jai jest dla mnie jak brat... Chociaż bracia pewnie nie zakochują się w swoich siostrach.
Miłość... Ma wiele definicji. Ja chyba nie należę do żadnej z nich. Jestem oddzielną grupą miłości. Jestem jak pusta chorągiewka powiewająca samotnie na wietrze. Nienawidzę tego. To jakieś nieludzie... Bóg każe mi... Wybierać? Czy naprawdę chce, żebym wybrała pomiędzy Jaiem a Lukiem? Oh, proszę... Proszę.

Nad ranem budzę się z ogromnym bólem głowy. Luke jednym susem jest już przy mnie. Dzisiejszej nocy spaliśmy osobno. Nikt nie nalegał. Wiem, że teraz jestem... Jego narzeczoną. Boję się. Najbardziej na świecie boję się zranić go i zranić Jaia. Czasami odnoszę wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko; że my płyniemy silnym nurtem rzeki, a czas nas goni. Tak naprawdę próbujemy przechytrzyć czas, odwrócić bieg zdarzeń. Czy żałuję, że to właśnie ja poznałam Brooksów? Nie wiem. Myślę sobie, że zbyt dużo wycierpieli przeze mnie...
Gina upiera się, żebyśmy pojechali do szpitala. Wiem, że tak by było lepiej, ale w głowie już układa mi się plan. Wystarczy go tylko zrealizować, zniknąć z świata tej rodziny. Tak więc odmawiam, a kiedy ona próbuje aż do skutku wypraszam ja z pokoju. Głowa mi pęka, wiem, że zachowuję się nieznośnie, ale w tym momencie nie myślę racjonalnie.
Cały dzień nic nie jem, nie wpuszczam nikogo do pokoju. Czasami przez drzwi dobiega mnie szloch mojego brata, który tak bardzo chciałby mnie zobaczyć. Wyobrażam sobie, jak się o mnie boi, a wtedy czuję się jak szmata; jak ktoś, kim nie jestem. Jakby nie było będę wszystkich i tak ranić - najważniejsze osoby w moim życiu. Jedynym życiu, którego nie odzyskam już nigdy.
Dopiero kiedy wszyscy zasypiają (a przynajmniej tak mi się zdaje) schodzę do kuchni i z grymasem na twarzy zmuszam się do jedzenia. Lala z ciężarem kładzie się na materacu, który dla niej pozostawiono i momentalnie zasypia. Cały dom zapada w sen, a jedyną osobą, która trzyma się jeszcze na nogach jestem ja.
Wracam do swojego pokoju i wygrzebuję spod łóżka torbę. Pcham do niej bieliznę i jakieś ciepłe ubrania. Zdążyłam jeszcze tylko wcisnąć trochę jedzenia, jakiś batonik i portfel kiedy do pokoju wszedł on...
Jai.
Był smutny, przybity, ponury. Dawne iskierki w jego oczach wygasły. Może jeszcze tliły się tam gdzieś na dnie?
Kiedy wchodzi zastygam w bezruchu. Usłyszał mnie, może nawet śledził z ukrycia każdy mój krok. Nie drżę ze strachu tylko z wyczerpania.
Jai ma na sobie szary podkoszulek z nadrukiem w czaszki i bokserki. Zaspane oczy zamykały się same. Ziewnął przeciągle i obrzucił mnie ciekawym spojrzeniem, bynajmniej nie pożądliwym.
- Ranny ptaszek, co? - jego głos odbija się niczym echo od mojej czaszki i gnieździ się gdzieś w moim umyśle. Ton jego głosu jest pretensjonalny, wręcz pogardliwy. Wiem, że Jai mnie kocha i wiem też, że ja kocham Jaia. Jest dla mnie bądź co bądź jak starszy brat.
Wszystko staje się takie skomplikowane...
- Ty też wcześnie dziś wstałeś. - mówię i odwracam wzrok, udając, że zaintrygowało mnie coś na lodówce, stojącej w rogu pomieszczenia. Jaidon śmieje się złośliwie, a potem nagle milknie uświadamiając sobie, że to chyba nie najlepszy czas na kłótnie.
Brooks numer dwa klęka przede mną i patrzy mi prosto w oczy. Uważnie studiuję jego sylwetkę, patrząc, by nie wykonał wobec mnie jakiegoś ruchu, którego ktoś mógłby uznać za poufały. Bądź co bądź zaczynałam teraz nowe życie, nawet jeśli miałoby się ono skończyć przedwcześnie.
Tak, to znaczy nie. Nadal nie mogę sobie wyobrazić pozaziemskiego życia, ale łatwiej mi o tym myśleć. Kiedyś, kiedy już będę gotowa, zabraknie mnie przy Luke'yu, Jaiu, mamie i moim małym braciszku. Kiedyś zabraknie mi czasu, żeby coś namalować, żeby podziękować po raz setny Arianie, a jednocześnie wymierzyć jej solidny cios w policzek, za to, że tak bardzo zraniła mego przyjaciela.
Chciałabym, żeby moje życie, ślub, wesele i małżeństwo ciągnęło się przez całe życie, ale wiem niestety, że to nie jest możliwe. Już niedługo, mój czas mija w zawrotnym tempie; czuję to.
- Więc... Jak się czujesz jako narzeczona? - pyta nieco schodząc z tonu, którym obdarował mnie uprzednio. Jego smukła persona patrzy na mnie niemal błagalnie, a oczy wwiercają mi się na stałe w duszę. Robi mi się go aż żal, a przez myśl przechodzi mi, że może powinnam zostawić mojego kochanego i dać szansę bliźniakowi numer 2...
Nachylam się do niego i głaszczę go po policzku. Oboje nie odbieramy tego gestu, jako wskazówkę, czy zachętę do dalszych działań. Po prostu ramię w ramię, jak równy z równym jesteśmy przy sobie.
Wzdycham cicho czując zimno jego skóry. Jai zamiera w bezruchu niczym kamienny posąg i przygląda mi się.
- Czego ty właściwie chcesz, Charlie? - pyta szeptem odpychając moją dłoń. Zdezorientowana przez chwilę przypatruję się mu, a potem, nie zastanawiając się, odpowiadam.
- Wiesz, jak to jest żyć ze świadomością, że twoje dni są policzone? Że nikt prócz tego Pana w niebie nie wie, kiedy przyjdzie Twój czas? Wiesz, jak to jest żyć obok kogoś, kto tak bardzo cię kocha, kto nie pozwoli ci odejść? Wiesz o tym? - przerywam i skupiam się na jego kolczyku w brwi. - Wiesz, czego chcę? Chcę przeżyć swoje ostatnie dni w szczęściu, spokoju. A wiesz, ile bym dała, żeby po mojej śmierci ludzie wokół mnie tak nie cierpieli? Dałabym wszystko.
Dźgnęłam go w sam środek klatki piersiowej i smutno się uśmiechnęłam. Moja wypowiedź zrobiła na chłopaku piorunujące wrażenie, bo przez chwilę milczał, a w powietrzu czuć było determinację.
W końcu wstał, wyjął dwie szklanki i zrobił mi herbatkę, a sobie kawę. Objęłam gorący kubek obiema dłońmi i usiadłam w miękkim, bujanym fotelu znajdującym się w pokoju gościnnym.
Jai klapnął na kanapę i przetarł oczy dłońmi po czym popatrzył na mnie błagalnie.
- Oczekujesz, że będę drużbą na twoim ślubie? - w tym pytaniu nie było ani arogancji, ani złości. Po prostu był ciekawy, jak daleko posunę się, by go skrzywdzić.
- Oh Jai... - mruknęłam speszona. - Wszystko odbierasz nie tak. Nie mam zamiaru zmuszać cię do czegoś. Ale nie jest mi też obojętne to, że w ten sposób będziesz ranił swoją rodzinę.
- Do której ty należysz! - wykrzyknął oburzony. - Tak czy siak będę zawsze kogoś ranił! Nie zapominaj, że jesteś częścią naszej rodziny. Przepraszam, ich rodziny! - wskazał na zdjęcie oprawione w ramkę, na którym widniały dwie uśmiechnięte postacie - Gina i Luke. Nie było Jaia. - Jak mam odbierać to, że najpierw dajesz mi znaki, że mnie pragniesz, po czym umawiasz się z moim bratem?! Powiedz mi jak!
Nieoczekiwanie wydawałoby się, twardy jak skała Jai wybucha płaczem. Po jego ciemnych policzkach spływają łezki, oczy są szklane. Nie wiem, co robić. Mam go przytulić? Powiedzieć, że rozumiem?
Ale ja nic nie rozumiem. Ja tylko wiem, że cała ta sytuacja jest trudna. Nawet bardzo.

*Gina*
Wstałam dzisiaj wcześniej. Przed poranną toaletą chciałam jeszcze zajrzeć, czy u Charlie wszystko gra. Nie było jej. Zmartwiłam się tym, bo wiedziałam, że gdyby dziewczyna wyszła gdzieś sama, na pewno by zemdlała. Widzę, jak Luke próbuje być twardy. Mój mały synek... Ale i tak całe to zamieszanie zostawia na nim ogromny odcisk swojej łapy. Wiem, że Lie jest jego pierwszą ogromną miłością od wielu lat, nie licząc paru małych romansów, z których zawsze wychodził obronną ręką.
Słyszę, jak czasem chlipie w łazience czy pokoju i powtarza ciągle, że nie pozwoli, by Ona odeszła.

Na schodach staję jak wryta i przysłuchuję się kłótni Jaia z Charlie. Wpierw chciałam zbesztać syna za to, że denerwuje Lie, która powinna się oszczędzać, ale w końcu, czując, że gdybym teraz weszła do pokoju, rozpętałoby się piekło.
Docierają do mnie urywki ich kłótni, słyszę zrozpaczony głos ich dwoje. Kłócą się o siebie, o to, że będę teraz jej teściową, a przede wszystkim wytykają sobie ból, jaki wiąże się z byciem rodziną.

Myślałam, że Jaidon Brooks jakoś to wytrzyma.

poniedziałek, 24 lutego 2014

XXXV - Zamknij się!

*Jai*
Znalazłszy się w parku rozładowałem swoją złość na koszu na śmieci, który stał nieopodal. Bolała mnie potem noga, ale nic sobie z tego nie robiłem.
Parę razy ktoś próbował odciągnąć mnie na bok, ale po paru razach ten ktoś dał za wygraną i odszedł.
I dobrze, pomyślałem, ale zaraz zrobiło mi się smutniej.
Byłem sam.
I znowu ktoś odciągał mnie od kosza. Tym razem silne ramiona jakiegoś grubasa zdołały przeciągnąć mnie do ławeczki. Usiadłem na niej zdyszany.
Cholera, policja! Nie żebym się bał jakiejś gliny. Miałem ostatnio trochę na pieńku z tymi skurwysynami i nie chciałbym wpaść kolejny raz.
- To będzie stawianie oporu i niszczenie mienia. - usłyszałem. - I napaść na policjanta.
Wyjął chusteczkę i przyłożył sobie do nosa. Upierdliwy typek.
Postanowiłem nie zwracać na niego uwagi i chciałem odejść, kiedy kobieca dłoń chwyciła mnie za rękę i wykręciła ją do tyłu.
- Niezły chwyt maleńka. - powiedziałem i próbowałem wyplątać się w uścisku.
- Słuchaj grzecznie... Pana Policjanta. - ton jej głosu był szorstki. Oczy błyszczały, wręcz iskrzyły się. Nie widziałem jej twarzy, ponieważ miała na głowie kaptur. Jedyne co mogłem wyczuć po głosie, że jest to jeszcze młoda dziewczyna.
Puściła mnie lecz nie odeszła. Niechętnie zwróciłem wzrok na policjanta.
Był gruby, na pewno miał nadwagę. Co ja mówię - był otyły. Coraz częściej będziemy spotykali grubasów, pomyślałem. Hamburgery, frytki...
Nie wyróżniał się jakoś bardzo. Nie był ani silny, ani sprawny. Ok, no... Może miał wystarczająco dużo siły, żeby odciągnąć takiego gościa jak ja. Widziałem jednak jak ciężko dyszy.
Gdyby udało mi się teraz uciec...
Zerwałem się na nogi i ruszyłem w stronę bramy. Miałem co najmniej trzy sekundy przewagi. Jeśli oczywiście zaczęli mnie gonić.
Tak, pościg ruszył za mną. Ciężkie kroki grubasa odbijały się echem w mojej głowie. Schudnij, pomyślałem zirytowany, że tacy ludzie w ogóle mogą chodzić po ziemi.
Dziewczyna niewątpliwie też udała się za mną w pościg. Ciekaw byłem, czy biega równie szybko jak ja.
Usłyszałem wystrzał z broni i padłem na ziemię. W tej samej chwili rozwścieczona dziewczyna schwytała mnie.
- Pieprz się. - powiedziałem raczej sam do siebie.
- Na pewno nie z tobą. - założyłam mi kajdanki. No pięknie, ale żeś mnie dziewczyno wkopała.
Przypomniałem sobie o wystrzale. Chyba to ona strzelała, bo grubasek nie dałby rady.
Zerknąłem na prawą stopę. Nic nie krwawiło. To dobrze. Jednak byłem zaskoczony wystrzałem. Celowała w moją stronę!
- Cholera, chciałaś mnie zabić?! - krzyknąłem, a ona wymierzyła mi cios w policzek.
- Jeszcze jeden raz Brooks... Jeszcze jeden. - jęknąłem z bólu. - A teraz grzecznie zapłać za szkody.
Byłem posłuszny. Ta mała diablica, brzydula, cholerny demon mnie zeżre, jeśli tego nie zrobię.
- Ile się należy, Panie Władzo? - zapytałem próbując podnieść się z ziemi.


- Strzelałaś we mnie. Idiotka. - skwitowałem. Znajdowałem się aktualnie na posterunku policji. Areszt. 24 godziny spędzone w areszcie, a ze mną ona. Albo inaczej - ona pilnująca mnie.
- Cieszyłabym się, gdybyś dostał tą kulką w łeb. - oszołomiony popatrzyłem na nią.
Na pierwszy rzut oka wyglądała jak niegroźna dziewczyna. Proste włosy związane w kucyk, brązowe oczy, długie rzęsy. Była chuda, nawet bardzo. Wydawała się krucha. To było wprost niemożliwe, żeby miała w sobie tyle siły.
Zapisywała coś na kartce - z pewnością to był raport.
- Nie gap się. - usłyszałem jej szorstki głos. Próbowała udawać, że nic ją nie obchodzi to, że przez nią człowiek mógł być już martwy. - Celowałam obok nogi.
Uśmiechnąłem się drwiąco.
- Mógłbym teraz podać cię do sądu.
- Hola, hola! Inaczej byś się nie zatrzymał. - podniosła brązowe oczy znad kartki. Miała przeciętną urodę zwykłej nastolatki. Nie rzucała się w oczy, nie była super-ładna. Arogancka, nieuprzejma.
O dziwo uśmiechnęła się do mnie.
- Posiedzisz sobie tutaj, pomyślisz trochę i zwolnisz.
- Posiedzę z tobą i będę zatruwał ci życie przez 24 godziny. Przyjemne, prawda? - zaśmiała się. Lama, pomyślałem.
- Nie będę siedziała tutaj całą noc.
- Przyjdzie grubas?
- To Eddy. Nie. Mój kumpel Shoot. On jest ostry.
- Jak chili?
- Gorzej.
- Gorszy od ciebie to chyba nikt nie może być.
- Zamknij się!

niedziela, 16 lutego 2014

XXXIV - Jesteś...

*Luke*
Obudziłem się, a jej przy mnie nie było. Druga strona łóżka jakby nie dawała znaku życia. Przestraszyłem się.
Czym prędzej zerwałem się z łóżka i pobiegłem najpierw do łazienki. Nie było jej tam.
Kolejno przeszukałem cały dom. Nie licząc moich braci, którzy siedzieli wygodnie na tarasie nic się tutaj nie
działo. Zapytałem się ich, czy nie widzieli dzisiejszego poranka Charlie, ale byli zbyt zajęci sziszą, żeby mi odpowiedzieć.
Mamy nie było, a mój niepokój narastał z każdą minutą. Co ja mówię! - z każdą sekundą, kiedy przeszukiwałem każdy zakamarek domu.
Wychodząc na balkon zobaczyłem ją w ogrodzie. Ulżyło mi. Nic jej nie jest.
Miała na sobie ogrodniczki i kalosze w kwiatki. Na głowę założyła kapelusz. Jej twarz - choć zmęczona i blada uśmiechała się, a w oczach błyskały miliony iskierek, które dodawały jej uroku.
Przy jej nogach plątała się Lala. Chyba postanowiła być strażnikiem mojej księżniczki, bo nie odstępowałą jej na krok.
Charlie plewiła ogródek i podlewała kwiatki. No tak, kiedy zachorowała nikt nie przejmował się takimi drobiazgami.
Kiedy odwróciła się w moja stronę na jej twarzy dostrzegłem determinację. Nadal była piękna - pomimo bladości jej cery i braku włosów. Przerażało mnie tylko to, że taka krucha osoba mogłaby nagle odejść z mojego życia.
- Brzydula! - zawołałem, a ona podniosła oczy w moją stronę. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i pomachała mi.
- Chodź mi pomóc idioto! - wróciła do pracy z jeszcze większym zapałem i jeszcze szerszym uśmiechem.
Pobiegłem do łazienki, ubrałem swoje stare ciuchy. Zdążyłem jeszcze zabrać parę narzędzi, które mogłyby się nam przydać w pracy nad naprawianiem ogrodu.
- Ileż można schodzić na dół! - usłyszałem jej głos, kiedy w końcu znalazłem się w ogródku. - Bierz się do pracy.
Odstawiłem narzędzia i pognałem napełnić konewkę. Kiedy wróciłem Miki Mouse właśnie zajadała się czekoladowym rogalikiem.
Przysiadłem obok niej i pozwoliłem jej dokończyć jeść zanim pocałowałem ją w usta. Kocham to robić.
- Smakujesz czekoladą. - powiedziałem wciąż nie otwierając oczu. - I pachniesz czekoladą.
Zaśmiała się. Kochałem ten jej śmiech - żaden inny nie wywoływał na mojej twarzy natychmiastowego uśmiechu.
- A ty pachniesz wodą kolońską i pastą do zębów. - powiedziała odrywając się ode mnie.
- Chwila przerwy? - zapytałem nieco zasmucony. Szczerze mówiąc miałem ochotę całować ją godzinami, tulić do siebie.
- To JA mam przerwę, nie ty. - popatrzyła na mnie łobuzersko. - Trzeba podlać jeszcze tamte kwiatki i naprawić huśtawkę. Przydałoby się jeszcze wystawić jakąś ławeczkę do ogrodu, żeby można było jeść tutaj śniadanie.
Kiedy mówiła ja wyobrażałem sobie ją i mnie w tym ogrodzie; samych, siedzących na jakieś ławce i zajadających rogaliki. W moich wyobrażeniach nie potrafiłem oderwać wzroku od twarzy Lie, a ona była nieco speszona, tak jak zawsze, kiedy przez dłuższy czas była centrum zainteresowania. Wtedy pewnie na jej twarzy pojawiłby się ten słodki rumieniec, który uwielbiałem.
Ile ja bym dał, żeby tamta chwila nie była tylko marzeniem...
- Halo, słyszysz mnie? - dziewczyna pomachała mi ręką przed nosem. - Ziemia do Luka..!
Szybkim ruchem złapałem jej rączkę (bo teraz była to rączka, a nie ręka) i przyciągnąłem do siebie dziewczynę.
Usiadła mi na kolanach i popatrzyła w oczy.
- Jesteś... - zaczęła i od razu urwała. Dałem jej trochę czasu, a ona po paru minutach milczenia i bezsensownego gapienia się w przestrzeń podjęła znowu. - Jesteś... Jesteś najlepszą, najukochańszą, najbardziej opiekuńczą istotą na tej ziemi. Jesteś jak powietrze, magnes. Przyciągasz, chociaż nie masz o tym zielonego pojęcia. Jesteś najmądrzejszym, najzabawniejszym i najromantyczniejszym chłopakiem jakiego znam. Jesteś moim powietrzem, moim światłem, moim życiem. Oświetlasz mi drogę, kiedy jest ciemno, usypiasz, kiedy boję się zasnąć. Prowadzisz za rękę przez niestabilny most, przenosisz dla mnie góry, budujesz rzeki i oceany. Codziennie zapraszasz słońce do mojego pokoju, budzisz mnie i wskrzeszasz do życia. - nieświadomie oparła swoje czółko o moje. - Pomimo tego jak wyglądam ty mnie nadal kochasz, jesteś ze mną... Przy mnie. - ujęła moją twarz w ręce. - Zawsze mnie wspierasz, pomagasz mi wstać po upadku, wyręczasz mnie w moich obowiązkach. Biegniesz za moim życiem nawet wtedy, kiedy gna ono jak szalone na rydwanie. Jesteś moim aniołem, Luke. Ktoś tam z góry zesłał mi ciebie, żebyś mnie chronił swymi skrzydłami. - na koniec pocałowała mnie długo i czule w usta. W tym pocałunku zawarte były wszystkie emocje, które kłębiły się w nas od bardzo dawna. Nasza miłość, pożądanie... Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś takiego.
- Ożeń się ze mną Charlie. - powiedziałem na wydechu, po czym wstałem, ukląkłem na jedno kolano i popatrzyłem jej prosto w oczy, tak jakbym chciał zajrzeć w jej serce. - Charlie Mia, wyjdziesz za mnie?

*Charlie*
Te magiczne słowa długo jeszcze potem wirowały w powietrzu, po mojej głowie i w sercu. Nie zastanawiałam się, czułam, że odpowiedzią musi być "tak". Luke popłakał się ze szczęścia, a po pięciu minutach tuliliśmy się nawzajem złączając nasze zły w jedną całość. Nasze serca grały wspólną melodię, ptaki jakby śpiewały głośną symfonię miłości, drzewa ucichły i płakały razem z nami. Cały świat się zatrzymał pogrążony w wszechobecnym szczęściu.
Nasze przyśpieszone oddechy świadczyły o wielkiej mocy tego słowa. Tak - jakże mogło być inaczej? Tak, tak, tak, tak...! Tak, wyjdę za ciebie Luke. Kocham cię, idioto. Ty impulsywny idioto. Szalony idioto. Kochany idioto. Mój przyszły mężu. Kocham cię do cholery.
On chyba chce, żebym zmarła wcześniej niż jest mi to wyznaczone. On chyba chce mnie zabić swoją miłością. On jest niemożliwy.
Jeszcze potem długo siedzieliśmy w ogrodzie, w oku kręciły się łzy szczęścia. Trzymając się za ręce oglądaliśmy niebo przez cały dzień aż do zachodu słońca. W ciszy, otuleni grubą kołdrą podziwialiśmy nocne niebo, aż w końcu Luke wziął mnie na ręce oznajmiając, że pora iść spać. Faktycznie, dochodziła już północ.

Dziś spaliśmy razem. Ja, Luke i Lala. Obudziłam się, obok mnie Luke. Przytuleni do siebie. Uśmiechnęłam się sama do siebie na widok jego czystej twarzy; nie spowitej żadnymi zmartwieniami.
Uśmiechał się przez sen, a co jakiś czas pomrukiwał niczym młody kociak zadowolony z pieszczot swojego pana.
Odwróciłam się do niego i pogłaskałam go po policzku. Taką właśnie mnie zastał, gdy otwierał oczy. Radosne, błyszczące oczy, uśmiech na twarzy.
- Cześć. - wyszeptał. Cholera, takie zwykłe cześć, a ja już unoszę się w powietrzu.
Jego ręka czule głaskała mnie po ramieniu, po policzku. Jak zwykle lekki dreszczyk wziął nade mną władzę, a ja oddałam się w pełni pieszczotom mojego chłopaka. Właściwie to narzeczonego.
Przymknęłam oczy. W objęciach Luke czułam się bezpieczna. Niczym balonik unosiłam się w powietrzu, kiedy on mnie dotykał.

*Beau*
Właśnie jedliśmy razem śniadanie, kiedy do kuchni zeszła para gołąbków. Trzymali się za ręce. Na ich widok od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.
Mama uśmiechnęła się do nich ciepło i podała im miski z płatkami.
- Mamo... - Luke uśmiechnął się do niej promiennie. - Miałabyś coś przeciwko, gdybyśmy z Charlie... - zerknął na Jaia. - Gdybyśmy wzięli ślub?
Moja oszołomiona rodzicielka właśnie wylała sok pomarańczowy na podłogę. Zamrugała parę razy oczami, po czym przytuliła mojego brata. Miałem wrażenie, że mama nigdy nie miała tyle siły.
- Oczywiście, że nie. - mówiła łamiącym się głosem. Wiedziałem, że jest teraz szczęśliwa. Szczęśliwsza niż zwykle. - Macie moje błogosławieństwo.
Otarła łzy i przytuliła Charlie. Na szczęście nie połamała jej kości tym swoim morderczo szczęśliwym uściskiem.
- A ty Beau? - Luke podszedł do mnie.
- No wiesz... Nigdy nie myślałem, że weźmiesz ślub szybciej niż twój stary braciszek. - poklepałem go po ramieniu. - Jesteście sobie przeznaczeni.
- A ty Jai? - spojrzałem na brata. Wyraz jego twarzy mówił wszystko. Nie.
- Jasne. - wyszedł nie dokończywszy śniadania.

piątek, 14 lutego 2014

Hello (:

Szczęśliwie ogłaszam, że odzyskałam laptopa wraz z ładowarką (parę dni temu) jednak musiałam instalować system od nowa. Mam nadzieję, że mnie nie opuściliście. Dziękuję za miłe słówka pod postami. To naprawdę urocze ♥
Niestety dostąpił mnie całkowity brak weny i chociaż pracuję nad nowym rozdziałem i czytam o różnych chorobach, zabiegach, miejscach itd. to i tak to nic nie pomaga.
Ale co obiecałam to będzie!
Niestety nie mam pojęcia, kiedy dodam nowy rozdział. Chciałabym go zakończyć w ten weekend. Może jakiś mały doping?

sobota, 1 lutego 2014

I'm sorry - Dwutygodniowe zawieszenie bloga

Nie mam pojęcia, czy mam nazwać tę niedyspozycję bloga jako zawieszenie. Oczywiście potem nadal będę pisała.
Powodem tej niedyspozycji jest chwilowy uszczerbek na zdrowiu mojego laptopa, a raczej ładowarki, którą mój laptop tak kocha, że niestety musiałam oddać ich oboje do naprawy.
Otóż moja ładowarka się zepsuła i teraz muszę czekać 14 dni na pomyślne rozpatrzenie, czy naprawią to czy nie.
Ogromnie przepraszam Was. Wiem jak czekacie na kolejne rozdziały. Chciałabym dodawać kolejne przez te dwa tygodnie, niestety nie pozwala na to komputer moich rodziców. Kiedy z niego korzystam strasznie boli mnie głowa.
Mam nadzieję, że zrozumiecie to i mnie nie opuścicie. Kiedy mój laptop i ładowarka wrócą naprawieni obiecuję, że dodam bardzo długi rozdział i w miarę ciekawy :)
Jeszcze raz przepraszam i proszę o wyrozumiałość.
P.S. Nawet nie wiecie jak bardzo mi się nudzi! :(

czwartek, 23 stycznia 2014

XXXIII - Jeśli ty skoczysz, ja skoczę za tobą.

*Charlie*
Nie mogłam myśleć. Nie mogłam nic zrobić.
Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Chyba... Chyba nikomu nie przyszło to na myśl.
Chciałabym teraz zostać sama. Przemyśleć co znaczy "Zabieramy cię". Co to do cholery oznacza?
Myśli na autostradzie, która znajdowała się w mojej głowie chyba miały jakąś stłuczkę, albo policja ścigała jedną z nich, bo strasznie trudno było mi myśleć.
Luke ujął moją zdziwioną, wymizerowaną twarz w swoje dłonie. Próbowałam spojrzeć mu w oczy, ale skutecznie unikał spotkania naszych spojrzeń.
Ktoś odchrząknął zza pleców chłopaka, ale on nie zważał na to.
- Kocham cię. - wyszeptał. Byłam przygotowana na to, że po tych słowach mnie pocałuje, ale on poprawił mi tylko poduszkę pod głową i wyszedł z sali.
Teraz widziałam, kto przyszedł. Jai.

Jak na zawołanie wszyscy wyszli z sali, a ja i bliźniak chłopaka, który przed chwilą wyznał mi miłość zostaliśmy sami.
Co go tu sprowadziło?
Jai zrobił krok w stronę krzesła stojącego obok mojego łóżka, ale nagle uchylił się i stanął u jego stóp. Niespodziewanie wyszczerzył się do mnie.
Zawiasy, które miały na celu powstrzymywanie łóżka przed ewentualną ucieczką chodziły bezszelestnie.
Gdzie mnie zabierają?
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Za bardzo cię kocham, żeby cię skrzywdzić. - usłyszałam tylko cichy, stonowany głos Brooksa.
Więc Luke nie kochałeś?, chciałam zapytać, ale zabrakło mi czasu i pogrążyłam się w ciemności.

Obudziłam się i od razu zatonęłam w miękkiej pościeli. Pachniała domem, perfumami Luke i wanilią.
Najpierw otwarłam jedno oko.
Nie, to niemożliwe.
Znajdowałam się w Niebieskim Pokoju. Pokoju, który podarował mi Luke. Pokoju, który najpierw należał do Ariany, a przez wakacje pomieszkiwałam tu ja.
Przeciągając się uderzyłam pięścią w... Nos?
- Nie chcę mieć złamanego noska tak jak ty. - usłyszałam Luke i uśmiechnęłam się sama do siebie. Chwycił mnie za rękę i przyłożył do swojego policzka.
Ponownie zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłem bijącym od mojego byłego chłopaka, który... Był teraz na powrót moim chłopakiem?
Jeśli nawet teraz znów jesteśmy parą określenie "chłopak" raczej mało pasuje do Luke Anthony Mark Brooksa. Jest dla mnie czymś więcej.
Przysunął się bliżej mnie, a ja poczułam jak kładzie swoją głowę na moich brzuchu nie puszczając mojej ręki.
- Czy może być już tak zawsze Luke? - pytam cichutko. - Nie chcę się znów kłócić.
- Nie będziemy. - zapewnia mnie równie cicho muskając opuszkami palców zewnętrzną stronę mojej dłoni. - Bardzo cię przepraszam. Jestem największym idiotą na świecie skoro pozwoliłem odejść osobie, która jest dla mnie najważniejsza.
Jego słowa z trudem przedzierały się przez szum jaki powstał w mojej głowie.
- Dostaliśmy propozycję. - mówi po kilkunastu minutach milczenia, a ja nie mam pomysłu jak skłonić go do opowiedzenia szczegółów, więc tylko palnęłam:
- Luke, nie rozumiem dlaczego jeszcze nie zwiałeś. Jestem nieuleczalnie chora, nie mam włosów, strasznie schudłam i staję się nieznośna. A ty sobie od tak... - nie potrzebował słów żeby wyrazić swoje emocje. Widziałam to co on czuje w jego błagalnym spojrzeniu - spojrzeniu, które wyrażało cały jego ból. - Przepraszam, ale naprawdę tego nie rozumiem.
Na sekundę jego oddech zwolnił. Luke z trudem panował nad swoim atakiem.
- Nie oczekuję odpowiedzi Luke. - dodaję mając nadzieję, że chłopak się uspokoi, ale na nic się to nie zdało.
Podnosi głowę i patrzy mi głęboko w oczy. Jego niebieska grzywka opadła mi na czoło. Zaciska wargi, a ja mogę obserwować jak przybierają cielisty kolor.
Nagle robi coś niespodziewanego i zarówno dziwnego. Kładzie mi swoją głowę na ramieniu, a ja nie mam pojęcia czy Brooks zacznie płakać. Ale on robi zupełnie coś innego. Głośno wciąga do płuc powietrze. Posyłam ku niemu pytające spojrzenie, a on próbuje zamaskować uśmieszek.
- Pachniesz tak jak w dniu kiedy cię poznałem. - wyznaje mi. - Przyjemna woń słodkiej wanilii. To chyba mój ulubiony zapach.
- Jeśli chcesz zostawię ci w prezencie buteleczkę, żebyś mógł mieć kawałek mnie przy sobie. - zupełnie nieświadomie mówię o swojej śmierci.
- Charlie, próbuję być silny dla ciebie, ale jeśli tak dalej podąży nasza pogawędka to nie mogę obiecać, że nie rozpłaczę się na miejscu. - mówi wstając. Przytakuję.
- Luke... - mój mózg pracuje dużo wolniej, niż się spodziewałam. Nieudolne próby zatrzymania przy sobie chłopaka kończą się bolesnym upadkiem na zimną podłogę.
Czuję się jak sparaliżowana. Kiedy jednak na powrót otulona zostaję miękką kołderką wyciągam do Lukeya rękę.
- Ja nie chcę żebyście byli silni. Płaczcie ze mną. - mówię i zapadam w głęboki sen.
_________________________________________________________________________________

Ogromne podziękowania dla Was wszystkich, którzy czytacie mojego bloga. Czuję się wspaniale wiedząc, że doceniacie mnie. Te wszystkie miłe komentarze wcale nie wydaja mi się oklepane i dziękuję każdemu z Was za miłe słowo ♥ Blog jest częścią mnie i jest gdzieś głęboko w moim serduchu. Ogłaszam, że nie zrezygnuję z pisania bloga, ponieważ... Zbyt bardzo kocham tę robotę :)
Dzięki za ponad 10.000 wejść!

Chciałabym prosić Was o modlitwę za mojego pierwszego idola, który pogubił się w życiu, ale jest dobrym dzieciakiem. Jak wiecie Justin dzisiaj ok. 4 rano został zatrzymany za jazdę po pijaku. Proszę Was jako ludzi o niewygłaszanie swojego zdania na temat jego zachowania. Po prostu bądźmy ludźmi. 

wtorek, 21 stycznia 2014

Nominacja do Liebster Blog Awards ♥

Jeeeju - to już moja trzecia nominacja. Bardzo dziękuję Daed Angel za nominację ♥ 
Zapraszam na boga Anioła

PIERWSZA NOMINACJA
DRUGA NOMINACJA

Nominacja do Liebster Awards to nominacja otrzymywana od innego bloggera, który docenia naszą pracę. Przyznaje się ją osobie o mniejszej liczbie obserwatorów - daje możliwość rozpowszechnienia i zapoznania się z nominowanym blogiem. Po otrzymaniu wiadomości z nominacją należy odpowiedzieć na 11 pytań, które zadała nam osoba nominująca po czym nominować swoje 11 blogów i zadać im również 11 pytań.

Moje odpowiedzi:
1. Co sprawia ci w życiu największą przyjemność?

Szczerze powiedziawszy jest mało takich rzeczy, które po prostu dawałyby mi pełnię szczęścia. Myślę jednak, że na pewno jest to pisanie - bloga, opowiadań. Poniekąd też rysowanie sprawia mi przyjemność (jeśli mam dobry humor). Zapominam wtedy o tym co otacza mnie wokoło i zamykam się w swoim świecie. 
O! Lubię też robić zakupy, ale bez osoby towarzyszącej. Dlaczego? Mogę wtedy w spokoju pomyśleć i nie zwracać na nic uwagi. 

2. Jaką sławną osobę chciałabyś poznać?

Jestem ogromną wielbicielką O2L i Janoskians, więc to na pewno oni są na pierwszym miejscu. Poznać chciałabym jeszcze... Arianę Grande :)

3. Czy jesteś adminką na jakiejś stronie na Facebooku? Jeśli tak podaj link :)

Niestety chyba to pytanie jest spóźnione, ponieważ byłam przez parę miesięcy adminką, lecz złożyłam wymówienie :) Powodów tu nie będę pisała, zostawię je dla siebie. 

4. Jak masz na drugie imię?

Jeśli ktoś pyta mnie o moje drugie imię zazwyczaj nie mówię mu go, ponieważ... No cóż, przykro mi to powiedzieć, ale nie podoba mi się ono. No nic, moim rodzicom się podobało i dali mi imię Klarysa. Więc jeśli ktoś pyta się koniecznie o moje drugie imię najczęściej mówię mu, że Klara, a nie Klarysa ;)

5. Jak wpadłaś na pomysł na swoją opowieść?

Prosto, tanio i łatwo czyli przez YouTube :) Natknęłam się na filmik Janoskians, kiedy na koncercie 'śpiewali' One Less Lonley Boy i popłakałam się ze śmiechu. Zaczęłam oglądać więcej filmików z ich udziałem, potem natrafiłam na blog Janoskians Poland i do zakładki FanFiction. Poczytałam trochę tego co tam było i stwierdziłam, że fajnie byłoby spróbować. 
Ostrzegam: to jest blog którego prowadzę NAJDŁUŻEJ ze wszystkich :D

6. Czym jest dla ciebie przyjaźń?

Czymś niepowtarzalnym, takim jak powietrze. Jeśli nie ma się przyjaciela jest w życiu trudniej. Zatrzymujemy wszystkie swoje myśli, a dzięki przyjaciel wysłucha, pocieszy i doradzi. Można się z nimi świetnie bawić. Są po prostu jak rodzina. 

7. W jakim stylu się ubierasz?

Trudno tu chyba mówić o jakimkolwiek stylu. Jeszcze go nie mam - ubieram się w to, co mi się podoba. Raz jest to zwiewna sukieneczka, a raz spodnie. Ale myślę, że tak naprawdę dziewczęca to ja nie jestem xD

8. Wolałabyś być sławną aktorką czy piosenkarką? 

Zdecydowanie aktorką. Sądzę, że nie potrafię śpiewać, a lepiej gram. Ale jeśli miałabym jeszcze opcję 'pisarka' to wybrałabym tę opcję z dodatkiem malarstwa :)

9. Lubisz straszne historie?

Zależy czy chodzi tutaj o straszną historię w filmie czy straszną historię, którą opowiadamy sobie przed snem w namiocie. Jeśli chodzi o straszne filmy - podaję wczorajszy przykład.
Chciałyśmy razem z moją przyjaciółką obejrzeć jakiś horror. Włączyłyśmy najpierw "Obecność" a potem "Carrie". Wyobraźcie sobie, że przy Obecności poległyśmy już... Na 3 sekundzie, a na Carrie przy minucie przy czym Ania żeby się nie bać musiała wyłączyć ekran i głos i chowając się za poduszką na ślepo wyłączała wszystko.

10. Co myślisz o karze śmierci?

Wiem jak to zabrzmi, ale nic o tym nie myślę. Ale wiem, że ludzie nie zasługują nawet na taką karę.

11. Masz aska? Daj link jak możesz.


Blogi, które nominuję:

1. http://the-janoskians-fanfiction.blogspot.com/
2. http://my-story-with-janoskians.blogspot.com/
3. http://www.make-this-last.blogspot.com/
4. http://beautifullifewithjanoskians.blogspot.com/?m=1
5. http://staythenight-fanfic.blogspot.com/p/opis.html
6. http://peril-life.blogspot.com/
7. http://igrzyskasmierciciagdalszy.blogspot.com/
8. http://ofiara-wrozek.blogspot.com/
9. http://anioly-nie-gryza.blogspot.co.uk/
10. http://lost---kingdom.blogspot.com/
11. http://light-of-dreams.blogspot.com/

Pytania:

1. Skąd czerpiecie inspirację do waszych opowiadań?
2. Jaki jest wasz ulubiony cytat z waszej ulubionej książki?
3. Jakie macie plany na przyszłość?
4. Czy istnieje taka książka w której chętnie wzięlibyście udział? 
5. Kto jest waszym ulubionym autorem/ autorką powieści?
6. Jakie jest wasze imię?
7. Skąd pomysł na pisanie takiego właśnie bloga, a nie innego? 
8. Dlaczego właśnie waszego bloga warto czytać? Jakie posiada on wartości?
9. Najważniejsza wartość w życiu dla was to? 
10. Od jakiego czasu prowadzicie bloga?
11. Co was interesuje? (w skrócie o samym sobie) ;)