*Luke*
Najpierw rozmawiały, a potem zaczęły piszczeć. No dobra, nie jestem pewien czy tylko Ariana piszczała czy obie dziewczyny ale wiem, że dom rozdarł pisk dziewczyn. Zaraz nadbiegła mama z pytaniami co się stało. Wyjaśniały wszystko ściszonym głosem i teraz już wiedziałem, że tylko mama i Grande piszczały w nieba głosy.
Z czego one się tak cieszyły? Dlaczego wszystko działo się tak nagle?
Nic z tego nie rozumiejąc powolnym krokiem poszedłem do kuchni. Otwarłem lodówkę i przyjrzałem się zawartości.
Jogurt, sałata, ogórek... Same zdrowe rzeczy...
A gdzie moje frytki?!
Postanowiłem zamówić pizzę. Kiedy czekałem na dzwonek do drzwi Beau dosiadł się do mnie na kanapie. Postanowiłem wykorzystać sytuację i wypytać go o szczęście dziewczyn.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - upewnił się, a kiedy skinąłem mu głową wyjawił prawdę. - Umówiłem się z Charlie na randkę.
Z wrażenia wyplułem Colę którą właśnie sączyłem z puszki.
Beau i Charlie (czyt. moja Charlie) na randce? Ale jak to? Jak mogłem do tego dopuścić? Czy byłem aż tak zaślepiony by nie zauważyć, że on do niej startuje?
Byłem bliski omdlenia. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Jeden... Dwa... Trzy.
Beau obserwował z niepokojem moją reakcję. No tak. W końcu jesteśmy braćmi. Czasami podgryzał swoje paznokcie. Kiedy ostatnio tak robił?
- Sorry Luke. Chyba musimy pogadać. - powiedział po pewnym czasie po czym rzucił się w stronę drzwi by zapłacić za pizzę.
Czy mam się obawiać? Oni mnie chyba wykończą. Trzy najgorsze rzeczy jakie można w życiu usłyszeć to:
1. Twój brat/ kumpel idzie na randkę z dziewczyną twoich marzeń.
2. "Musimy pogadać"
3. Pięć nieodebranych połączeń od mamy.
Więc co jest gorsze? Chyba punkt trzeci...
Mój starszy brat wrócił z moim zamówieniem. Położył je na stole i usiadł. Znowu.
- Nie chciałem żeby to tak wyszło. - powiedział spuszczając wzrok. - Jestem najgorszym bratem pod
słońcem bo ci coś takiego robię ale...
- Co mi robisz? - spytałem zdezorientowany. Mój mózg pracował teraz na wolniejszych obrotach.
- No... Bo ja wiem. Wiem, że podoba ci się Charlie. I mi się też podoba. - wydukał, a ja dopiero teraz zajarzyłem o co mu chodzi.
On czuje się winny, ale kocha Lie. Wie, że ja też coś do niej czuję, ale chce spróbować. Wiec co teraz?
- Więc co teraz? - powtórzyłem na głos.
- Nie wiem. - zaczął obgryzać paznokcie.
Postanowiłem zacząć myśleć jak osoba postronna która tylko nas obserwuje. Ktoś taki jak... Nieważne. Ktoś kto ma pojęcie rzeczy ale nie jest nami.
- No to idź na tą randkę. - zaproponowałem. Sam się zdziwiłem, że pozwalam swojemu "wrogowi" odbić dziewczynę. Na twarzy Beau malowało się niedowierzanie.
- Lukey, serio to powiedziałeś? Chcesz żebym poszedł na tą rankę? - obserwowałem jak jego oczy robią się coraz większe i większe. Może czas się odezwać bo nie chcę szukać tych kulek po całym domu...
- Tak. - powiedziałem jak najspokojniejszym tonem. - Ja chyba... - przełknąłem ślinę. - Chyba się pomyliłem. Nic do Charlie... - jak trudno było mi kłamać przed nim, że tak nagle nic do Charlie nie czuję! - Już nie... Nie kocham jej już. To było tylko zauroczenie.
Po czym zmyłem się z pola widzenia z moją Colą i pizzą w ręku. Idę opłakiwać swoja głupotę.
*Ariana*
- Naprawdę? - nie wierzyłam własnym uszom. Czy to co przed chwilą zakomunikowała nam Lie działo się naprawdę?!
- Tak. - zaczęłam skakać i piszczeć jak szalona.
- Nieziemsko! Nieziemsko! Zrobię cię na bóstwo! Co tam bóstwa! Każdemu szczęka opadnie na twój widok!
Weszła Gina. Uspokoiłam się na chwilę, a Charlie zabrała się do tłumaczenia naszych krzyków. Moich krzyków.
- Beau zaprosił mnie na randkę. - zakomunikowała. Najpierw oczy mamy Brooksów miały wypaść z orbit, a potem (O Boże!) dołączyła do mnie i razem piszczałyśmy ze szczęścia.
- Może jest jakaś nadzieja, że Beau nie zostanie sam! - wykrzyczała. Miki Mouse stała i gapiła się na nas z otwartą buzią podczas gdy ja i mama Brooks skakałyśmy po całym pokoju.
- To na kiedy mamy cię przygotować? - spytała nagle Gina.
- N... Nie wiem. - wyjąkała dziewczyna. - Nie umówiliśmy się jeszcze.
Obydwie westchnęłyśmy w tym samym momencie.
piątek, 30 sierpnia 2013
czwartek, 29 sierpnia 2013
XIII - Zaproszenie
*Charlie*
Nie potrafiłam się przyzwyczaić do tych wszystkich spojrzeń zaciekawionych moją osobą. Patrzeli na nas wszyscy - chłopcy i dziewczyny, dzieci i dorośli. Niektórzy podbiegali po autografy, a ja wtedy nie wiedziałam co się dzieje. Inni zadawali Beau pytania czy jestem jego dziewczyną. Mówili o mnie jakby mnie tutaj nie było...
- Cześć Beau! - jedne dziewczyny szły przed nami i ciągle nas kamerowały. - Uśmiechniesz się dla nas?
Beau posłusznie się uśmiechnął. Ja nadal pozostawałam ponura i jedyne co się zmieniło to kaptur który teraz miałam naciągnięty na głowę.
- Twoja dziewczyna nie lubi kamery. - zaśmiała się ta wyższa z aparatem na zębach.
- To jest moja przyjaciółka. - zganił ją za nazwanie nas parą.
W końcu ukazał nam się McDonald. Weszliśmy do środka. Na szczęście osoby które dotrzymywały nam towarzystwo rozeszły się do swoich kątów.
Złożyliśmy zamówienia i usiedliśmy z pełnymi tacami przy stoliku obok kwiatów. W końcu mogłam odetchnąć i zdjąć kaptur.
- Kto to był? - zapytałam zaciekawiona. - No wiesz... Ci ludzie?
- Janoskianators. - odpowiedział, a ja zakrztusiłam się colą. Uśmiechnął się łobuzersko.
- Co takiego robicie, że one was tak wielbią?
- Wrzucamy filmiki na YouTube. Jak będziemy w domu to razem pooglądamy, dobra?
- Jasne. Muszę w końcu wiedzieć co takiego robicie, że litry dziewczyn napływają na was jak mleko...
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wcinaj. - podłożył mi pod nos bułkę z hamburgera.
- Dzięki. - od czasu gdy ostatni raz jedliśmy w McDonaldzie nie smakowały mi hamburgery tylko ich bułki. Więc Beau pewnego razu zaproponował, że odstąpi mi bułki jeśli on będzie mógł zjeść mojego hamburgera.
*Jai*
- Ariana... - zacząłem. - Po prostu...
- Wiem, że przegięłam. - przerwała mi.
- Ari... Nie zrozum mnie źle, ale ja nie chcę być mężem. Przynajmniej w wieku osiemnastu lat. Ja chcę się bawić. Jest mi dobrze tak jak jest. Nie mam siły tego zmieniać.
- Rozumiem. Przepraszam. Po prostu potrzebowałam coś zrobić z naszym ponurakiem.
- Który nie jest już ponury. - upomniałem ją po czym przytuliłem mocno do piersi. - Kocham cię. Nie zapominaj o tym.
- Ja też cię kocham.
*James*
- Coś ty najlepszego zrobił?! - krzyczała moja mama oglądając moją zmasakrowaną twarz.
- Mamo, to nic takiego. - na próżno starałem się uspokoić jej nerwy.
- Tylko spójrz na siebie! Kto ci spuścił takie manto? - serce mi na chwilę stanęło. Miałem nadzieje wcisnąć jej kit, że podczas jazdy na deskorolce upadłem twarzą na ziemię, ale teraz wiem, że to by nie przeszło.
- Nikt taki. - odpowiadam. Nieprawda.
- James! Ty mi tutaj zaraz gadaj kto ci spuścił lanie! - powiedziała srogo. Dołączył do niej też ojciec.
- Biłeś się z Beau? - spytał surowym tonem nauczyciela.
- Nie.
- Z Luke?
- Nie.
- Z Danielem?
- Nie.
- No to może z jakąś mafią?
Zamarłem.
- Byłem w klubie. - wyznałem cicho.
- I co dalej się wydarzyło? - tym razem mama zabrała głos.
- Byłem tam z kumplem. - wziąłem głęboki oddech. - Zaczepili nas tacy kolesie.
- Jacy kolesie? Znasz ich James? - ojciec wyglądał tak jakby zaraz miał eksplodować.
- Nie. - jęknąłem. - Wyszarpali nas na zewnątrz. Próbowaliśmy się bronić tyle, że...
- Tyle, że?
- Oni byli starsi, silniejsi... Mieli na sobie takie czarne, skórzane kamizelki, a na głowach chusty w czaszki... No i mieli motory.
- To na pewno jakiś gang! - krzyknęła mama i przytuliła mnie mocno do siebie.
- Mamo puść. Boli. - zerknąłem do lustra. Miałem podbite prawe oko, rozciętą wargę i parę siniaków. No pięknie... Ale mnie załatwili. Teraz to mnie nawet Janoskians nie poznają...
- Już daję ci lodu na to oko... - powiedziała mama po czym odprowadziła mnie do mojego pokoju.
*Beau*
Co chwilę śmiała się z moich żartów. W jej radosnych oczach pojawiły się iskierki. Żartowaliśmy i śmialiśmy się tak jakby nikogo innego nie było w lokalu. Ale byli.
- Robi się już ciemno. - stwierdziła Miki Mouse.
- Boisz się? - spytałem.
- Troszeczkę. - spuściła głowę.
- Hej. Nie martw się. Ja też boję się ciemności. - trochę poprawiłem jej tym humor.
- Opowiesz mi jakąś rzecz z twojego życia? - spytała nagle.
- Więc... - zastanowiłem się chwilę. - Może to ci się spodoba...
- Była impreza. Niby nie miało wyjść z tego nic wielkiego... No wiesz, parę gości... Skip miał wtedy urodziny. - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - Przyszliśmy o umówionej porze tyle, że wieść o tym, że Daniel robi imprezę rozniosła się po całej szkole. Prawie wszystkie dzieciaki się zeszły i zabrały ze sobą znajomych. Ci znajomi zabrali swoich znajomych, a tamci znajomi jeszcze swoich kumpli. Mieliśmy być tam tylko ja, bliźniaki, James z Verą, Miki i Ben. No, ale przyszli ci... Pukają do drzwi. Byliśmy przygotowani na dawanie cukierków albo psikusy... No wiesz. Halloween. Otwieramy drzwi, a tutaj wielki tłum pcha się do drzwi. Prawie nas stratowali! A kiedy już się otrząsnęliśmy zobaczyliśmy jak wszyscy bez wyjątku wpadają w naszą pułapkę. No... Przygotowaliśmy z chłopakami taki mały psikus... Litry farby zmywalnej po sześciu myciach... Wylała się wszystkim na głowy. - teraz mówiłem przez śmiech. - Wszyscy byli niebiescy, żółci, pomarańczowi, czerwoni... Albo różowi... Nazajutrz przyszliśmy do szkoły. Patrzymy, a tutaj wszyscy którzy wtargnęli na naszą imprezkę nadal mają na sobie tę farbę. Ale nam się wtedy dostało!
Charlie zachichotała.
- I tak wszyscy ludzie w szkole byli kolorowi? - zapytała.
- No ba! A potem się jeszcze okazało, że ta farba to jakiś śmieć i zmyła się dopiero po dwudziestu myciach! A potem wszyscy byli różowi jak świnki... Próbowali zdrapać tę farbę. - oboje śmialiśmy się w niebo głosy, a ludzie w pomieszczeniu patrzeli na nas jak na idiotów.
- To teraz ty mi coś opowiedz. - poprosiłem. Dziewczyna trochę spochmurniała.
- Ale moje życie jest... To znaczy było nudne. Bo odkąd was poznałam cały czas się coś dzieje.
- W takim razie co robiłaś kiedy nas jeszcze nie spotkałaś?
- Emm... Nudziłam się? Beau, robiłam normalne, nudne rzeczy. Uczyłam się, czytałam książki i siedziałam w domu. Taka prawda. - spuściła wzrok.
- Przejdziemy się? - zaproponowałem. - Jeszcze będziemy coś widzieli.
*Charlie*
Szliśmy wzdłuż ulicy. Tak naprawdę to zmierzaliśmy do domu Brooksów. Było już bardzo późno, może nawet i po północy. Ulice były opuszczone i już nie tętniły życiem tak jak w dzień.
Szliśmy powolnym krokiem obok siebie.
- Miki Mouse? - zapytał nagle Beau.
- Tak? - uśmiechnęłam się sama do siebie. Stanęliśmy na chodniku.
- Mogę się u ciebie poradzić?
- Jasne. Mów o co chodzi.
- Jest taka dziewczyna... Wiesz. Ona jest trochę trudna. Ale świetnie mi się z nią rozmawia. Jest miła, sympatyczna. Kiedy się pierwszy raz zobaczyliśmy traktowała mnie jak śmiecia, nie zwracała uwagi i w ogóle się nie uśmiechała. - ciągnął. - Strasznie ją lubię i chciałbym się z nią umówić... Na randkę.
- Więc w czym problem? - spytałam zdezorientowana.
- Boję się, że ona mnie odrzuci i będzie tak jak na początku.
- Może wcale cię nie odepchnie? Zaproś ją na randkę i postaraj się. Ale nie rób nic pochopnego.
- No to... Charlie, czy chciałabyś iść ze mną na randkę? - zatkało mnie. On cały czas mówił o mnie! O mnie cały czas mówił! To ja! To ja!
Przytuliłam go mocno.
- No jasne. - wypuścił powietrze z płuc z głośnym świstem i też mnie przytulił. - Jestem głupia, wiesz? Myślałam, że mówisz o kimś innym.
Uśmiechnął się zawadiacko.
- Bo się tego nie spodziewałaś. - powiedział po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
Nie potrafiłam się przyzwyczaić do tych wszystkich spojrzeń zaciekawionych moją osobą. Patrzeli na nas wszyscy - chłopcy i dziewczyny, dzieci i dorośli. Niektórzy podbiegali po autografy, a ja wtedy nie wiedziałam co się dzieje. Inni zadawali Beau pytania czy jestem jego dziewczyną. Mówili o mnie jakby mnie tutaj nie było...
- Cześć Beau! - jedne dziewczyny szły przed nami i ciągle nas kamerowały. - Uśmiechniesz się dla nas?
Beau posłusznie się uśmiechnął. Ja nadal pozostawałam ponura i jedyne co się zmieniło to kaptur który teraz miałam naciągnięty na głowę.
- Twoja dziewczyna nie lubi kamery. - zaśmiała się ta wyższa z aparatem na zębach.
- To jest moja przyjaciółka. - zganił ją za nazwanie nas parą.
W końcu ukazał nam się McDonald. Weszliśmy do środka. Na szczęście osoby które dotrzymywały nam towarzystwo rozeszły się do swoich kątów.
Złożyliśmy zamówienia i usiedliśmy z pełnymi tacami przy stoliku obok kwiatów. W końcu mogłam odetchnąć i zdjąć kaptur.
- Kto to był? - zapytałam zaciekawiona. - No wiesz... Ci ludzie?
- Janoskianators. - odpowiedział, a ja zakrztusiłam się colą. Uśmiechnął się łobuzersko.
- Co takiego robicie, że one was tak wielbią?
- Wrzucamy filmiki na YouTube. Jak będziemy w domu to razem pooglądamy, dobra?
- Jasne. Muszę w końcu wiedzieć co takiego robicie, że litry dziewczyn napływają na was jak mleko...
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Wcinaj. - podłożył mi pod nos bułkę z hamburgera.
- Dzięki. - od czasu gdy ostatni raz jedliśmy w McDonaldzie nie smakowały mi hamburgery tylko ich bułki. Więc Beau pewnego razu zaproponował, że odstąpi mi bułki jeśli on będzie mógł zjeść mojego hamburgera.
*Jai*
- Ariana... - zacząłem. - Po prostu...
- Wiem, że przegięłam. - przerwała mi.
- Ari... Nie zrozum mnie źle, ale ja nie chcę być mężem. Przynajmniej w wieku osiemnastu lat. Ja chcę się bawić. Jest mi dobrze tak jak jest. Nie mam siły tego zmieniać.
- Rozumiem. Przepraszam. Po prostu potrzebowałam coś zrobić z naszym ponurakiem.
- Który nie jest już ponury. - upomniałem ją po czym przytuliłem mocno do piersi. - Kocham cię. Nie zapominaj o tym.
- Ja też cię kocham.
*James*
- Coś ty najlepszego zrobił?! - krzyczała moja mama oglądając moją zmasakrowaną twarz.
- Mamo, to nic takiego. - na próżno starałem się uspokoić jej nerwy.
- Tylko spójrz na siebie! Kto ci spuścił takie manto? - serce mi na chwilę stanęło. Miałem nadzieje wcisnąć jej kit, że podczas jazdy na deskorolce upadłem twarzą na ziemię, ale teraz wiem, że to by nie przeszło.
- Nikt taki. - odpowiadam. Nieprawda.
- James! Ty mi tutaj zaraz gadaj kto ci spuścił lanie! - powiedziała srogo. Dołączył do niej też ojciec.
- Biłeś się z Beau? - spytał surowym tonem nauczyciela.
- Nie.
- Z Luke?
- Nie.
- Z Danielem?
- Nie.
- No to może z jakąś mafią?
Zamarłem.
- Byłem w klubie. - wyznałem cicho.
- I co dalej się wydarzyło? - tym razem mama zabrała głos.
- Byłem tam z kumplem. - wziąłem głęboki oddech. - Zaczepili nas tacy kolesie.
- Jacy kolesie? Znasz ich James? - ojciec wyglądał tak jakby zaraz miał eksplodować.
- Nie. - jęknąłem. - Wyszarpali nas na zewnątrz. Próbowaliśmy się bronić tyle, że...
- Tyle, że?
- Oni byli starsi, silniejsi... Mieli na sobie takie czarne, skórzane kamizelki, a na głowach chusty w czaszki... No i mieli motory.
- To na pewno jakiś gang! - krzyknęła mama i przytuliła mnie mocno do siebie.
- Mamo puść. Boli. - zerknąłem do lustra. Miałem podbite prawe oko, rozciętą wargę i parę siniaków. No pięknie... Ale mnie załatwili. Teraz to mnie nawet Janoskians nie poznają...
- Już daję ci lodu na to oko... - powiedziała mama po czym odprowadziła mnie do mojego pokoju.
*Beau*
Co chwilę śmiała się z moich żartów. W jej radosnych oczach pojawiły się iskierki. Żartowaliśmy i śmialiśmy się tak jakby nikogo innego nie było w lokalu. Ale byli.
- Robi się już ciemno. - stwierdziła Miki Mouse.
- Boisz się? - spytałem.
- Troszeczkę. - spuściła głowę.
- Hej. Nie martw się. Ja też boję się ciemności. - trochę poprawiłem jej tym humor.
- Opowiesz mi jakąś rzecz z twojego życia? - spytała nagle.
- Więc... - zastanowiłem się chwilę. - Może to ci się spodoba...
- Była impreza. Niby nie miało wyjść z tego nic wielkiego... No wiesz, parę gości... Skip miał wtedy urodziny. - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - Przyszliśmy o umówionej porze tyle, że wieść o tym, że Daniel robi imprezę rozniosła się po całej szkole. Prawie wszystkie dzieciaki się zeszły i zabrały ze sobą znajomych. Ci znajomi zabrali swoich znajomych, a tamci znajomi jeszcze swoich kumpli. Mieliśmy być tam tylko ja, bliźniaki, James z Verą, Miki i Ben. No, ale przyszli ci... Pukają do drzwi. Byliśmy przygotowani na dawanie cukierków albo psikusy... No wiesz. Halloween. Otwieramy drzwi, a tutaj wielki tłum pcha się do drzwi. Prawie nas stratowali! A kiedy już się otrząsnęliśmy zobaczyliśmy jak wszyscy bez wyjątku wpadają w naszą pułapkę. No... Przygotowaliśmy z chłopakami taki mały psikus... Litry farby zmywalnej po sześciu myciach... Wylała się wszystkim na głowy. - teraz mówiłem przez śmiech. - Wszyscy byli niebiescy, żółci, pomarańczowi, czerwoni... Albo różowi... Nazajutrz przyszliśmy do szkoły. Patrzymy, a tutaj wszyscy którzy wtargnęli na naszą imprezkę nadal mają na sobie tę farbę. Ale nam się wtedy dostało!
Charlie zachichotała.
- I tak wszyscy ludzie w szkole byli kolorowi? - zapytała.
- No ba! A potem się jeszcze okazało, że ta farba to jakiś śmieć i zmyła się dopiero po dwudziestu myciach! A potem wszyscy byli różowi jak świnki... Próbowali zdrapać tę farbę. - oboje śmialiśmy się w niebo głosy, a ludzie w pomieszczeniu patrzeli na nas jak na idiotów.
- To teraz ty mi coś opowiedz. - poprosiłem. Dziewczyna trochę spochmurniała.
- Ale moje życie jest... To znaczy było nudne. Bo odkąd was poznałam cały czas się coś dzieje.
- W takim razie co robiłaś kiedy nas jeszcze nie spotkałaś?
- Emm... Nudziłam się? Beau, robiłam normalne, nudne rzeczy. Uczyłam się, czytałam książki i siedziałam w domu. Taka prawda. - spuściła wzrok.
- Przejdziemy się? - zaproponowałem. - Jeszcze będziemy coś widzieli.
*Charlie*
Szliśmy wzdłuż ulicy. Tak naprawdę to zmierzaliśmy do domu Brooksów. Było już bardzo późno, może nawet i po północy. Ulice były opuszczone i już nie tętniły życiem tak jak w dzień.
Szliśmy powolnym krokiem obok siebie.
- Miki Mouse? - zapytał nagle Beau.
- Tak? - uśmiechnęłam się sama do siebie. Stanęliśmy na chodniku.
- Mogę się u ciebie poradzić?
- Jasne. Mów o co chodzi.
- Jest taka dziewczyna... Wiesz. Ona jest trochę trudna. Ale świetnie mi się z nią rozmawia. Jest miła, sympatyczna. Kiedy się pierwszy raz zobaczyliśmy traktowała mnie jak śmiecia, nie zwracała uwagi i w ogóle się nie uśmiechała. - ciągnął. - Strasznie ją lubię i chciałbym się z nią umówić... Na randkę.
- Więc w czym problem? - spytałam zdezorientowana.
- Boję się, że ona mnie odrzuci i będzie tak jak na początku.
- Może wcale cię nie odepchnie? Zaproś ją na randkę i postaraj się. Ale nie rób nic pochopnego.
- No to... Charlie, czy chciałabyś iść ze mną na randkę? - zatkało mnie. On cały czas mówił o mnie! O mnie cały czas mówił! To ja! To ja!
Przytuliłam go mocno.
- No jasne. - wypuścił powietrze z płuc z głośnym świstem i też mnie przytulił. - Jestem głupia, wiesz? Myślałam, że mówisz o kimś innym.
Uśmiechnął się zawadiacko.
- Bo się tego nie spodziewałaś. - powiedział po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
wtorek, 27 sierpnia 2013
XII - Marley and Me
*Charlie*
- Jeszcze chwila Charlie! - upominała mnie dziewczyna Jaia. - Nie wierć się tak!
Podczas gdy ona krzątała się wokół mnie i próbowała mnie upiększyć moim jedynym zadaniem było nie wiercić się. Mogłam do woli wzdychać i marudzić, ale nie wolno mi było się poruszyć.
- Gotowe! - uradowana cofnęła się krok do tyłu i przyjrzała się swojemu "arcydziełu". Poruszyłam się niespokojnie.
Znajdowałyśmy się w niebieskim pokoju który na prośbę Ariany przerobiłyśmy w naszą prywatną garderobę do której nikt prócz mnie i Grande nie miał dostępu. Oczywiście chłopcy grasowali na początku pod drzwiami nasłuchując co będziemy robić, ale potem na szczęście odpuścili.
Ari specjalnie zabrała lustro tak żebym nijak mogła się zobaczyć. Kazała mi czekać do końca. I właśnie skończyła!
Trochę się boję... A jeśli wyszły mi różowe włosy i wyglądam jak transwestyta? Nie, spokój! Charlie, zaufaj Arianie. Zaufaj.
Powoli wstałam z kanapy. Otworzyłam oczy i ujrzałam swoje nowe ubrania - wielkie stosy dżinsów, T - shirtów, butów i innych ubrań. Najbardziej z tego wszystkiego podobały mi się białe, pluszowe buty ugg (polskie emo) które miały śliczne, miękkie futerko. Nie ukrywam - strasznie podobała mi się też reszta tego co tutaj leżało ale uggy były na pierwszym miejscu.
Ari przyniosła lustro. Teraz nie było odwrotu. Miałam na sobie moje białe uggy i poczułam się pewniej. Spojrzałam w dół. Miałam na sobie czarne rurki oraz niebiesko - szarą bejsbolówkę bez zapinania. Wkładało się ją przez głowę.
Stanęłam przed lustrem. Nie wierzyłam własnych oczom! Gdzie podziała się ts szara myszka w wyciągniętych dresach? Gdzie ona się podziała? Odeszła. Skończyła swoją pracę. Jestem nową Charlie Mia.
Przede mną stała blond włosa piękność. Miała śliczne, kolorowe oczy które mieniły się raz na niebiesko, a raz na czarno. Make - up idealnie podkreślał jej urodę, a nie było go wcale dużo. Dziewczyna miała śliczny, biały uśmiech oraz mały nosek. Była szczęśliwa i mogła odetchnąć z ulgą.
- Czy to naprawdę ja? - spytałam myśląc, że przed oczami mam piękny majak który zaraz zniknie.
- Tak! - Ariana była zadowolona. Ale ja chyba bardziej. Dobra robota, chciałam powiedzieć, ale zamiast tego z oczu popłynęły mi łzy.
- Coś nie tak? Coś ci się nie podoba? - Ari posmutniała. Przytuliłam się do niej po czym wybąkałam, że to łzy szczęścia i, że niczego nie trzeba poprawiać.
- Tak strasznie ci dziękuję... - przytuliłam ją mocniej, a ona pogłaskała mnie po policzku.
- To ja ci dziękuję. Miałam świetną zabawę. Ale dla ciebie to chyba były męki?
- Na początku tak. Ale teraz wiem, ze było warto.
- To co? Pokażemy się ludziom? - skinęłam głową po czym zbiegłyśmy po schodach na dół.
Chłopcy grali w FIFĘ. Nikt nie zwrócił na nas uwagi. Stanęłam na progu niepewna czy innym też przypadnie do gustu "nowa Lie".
Moja koleżanka odchrząknęła. Jak na zawołanie wszyscy jednakowo odwrócili głowy w naszą
stronę.
- Widzę, że są wszyscy. - oznajmiła po czym zaprezentowała "mnie".
Rzeczywiście - byli wszyscy. Daniel, James, Jai, Beau i Luke. Gina razem z Veronicą były w kuchni i właśnie gotowały.
Najchętniej opisałabym zachowania każdego w jednej chwili, ale wiem, że muszę zacząć od początku.
Skip rozdziawił szeroko buzię, a jego oczy były pełne podziwu. Jai spadł z oparcia kanapy na której siedział i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Beau nieświadomie wysunął język na przód na co parsknęłam śmiechem, a Luke i James podbiegli do mnie i wzięli mnie na ręce.
- Jesteś prawdziwa? - szepnął mi do ucha Lukey.
- A jak myślisz? - pocałował mnie w ucho. Zewnętrznie się zmieniłam, ale wewnątrz zawsze będę miała dreszcze kiedy Luke będzie mnie dotykał.
W końcu wszyscy się ocknęli i naraz każdy chciał mnie przytulić. Dostałam mnóstwo buziaków i robiliśmy niezły szum przez co do pokoju weszły dziewczyny.
Każdy mnie przytulał i pogratulował "nowego rozdziału". Każdy chciał też wiedzieć czy zrobiłam sobie trwałą. Na szczęście Ari odpowiadała za mnie. Tak, to była trwała. Będę musiała jakoś się Arianie odwdzięczyć.
Potem wszystko ucichło. Daniel musiał iść do domu (kiedy byliśmy sam na sam powiedział, że mam na niego uważać, ponieważ może się we mnie zakochać), James z Vero wymknęli się pod pretekstem wspólnej randki, a Jai, Gina, Ariana i Luke wybyli gdzieś z domu.
Został tylko Beau.
- Co robimy? - rzuciłam się na kanapę która jeszcze godzinę temu była oblegana przez Janoskians.
- A na co masz ochotę? - kto jak kto ale ja zauważyłam, że Beau się przy mnie krępuje. Usiadłam w normalnej pozycji, a chcąc by trochę wyluzował usadziłam go obok siebie.
- Oglądamy jakiś film? - zaproponowałam, a on się zgodził. Mam wrażenie, że gdybym teraz rozkazała mu skoczyć z okna to by to zrobił.
Wyjął kasety.
- Ogniem i Mieczem, Zmierzch, Igrzyska Śmierci, Homer, Mój brat niedźwiedź... - czytał tytuły które widniały na okładkach. Chwyciłam pierwszy lepszy film i podałam go Brooksowi.
- Marley i ja. - przeczytał i się rozpromienił. - Lubię ten film.
Kliknął "Play" i usadowił się obok mnie. Na początku był wstęp, a Beau udając, że się przeciąga przytulił mnie do siebie jedną ręką. Splotłam nasze palce, a on zamruczał przyjaźnie.
Mniej więcej przy momencie w którym Marley jest chory dosiadła się do nas Lala.
- Spadaj! - próbował odgonić ją Beau, ale nie pozwoliłam mu.
Przez cały film miałam głowę na jego ramieniu co wyraźnie go ekscytowało. Dotykał moich włosów, muskał palcami moje poliki i bardziej skupiał się na mnie niż na filmie.
Scena w której pies umiera bardzo mnie rozczuliła.
- O, o, o... - mój towarzysz przytulił mnie mocniej. - Don't cry, beautiful. Don't cry, baby.*
Miałam zaszklone oczy, a po moim policzku pociekła jedna samotna łezka którą chłopak zwinnie starł kciukiem.
- Pójdziemy jutro do McDonalda. - oznajmiał ochrypłym głosem, a on śmieje się pod nosem po czym całuje mnie w nos.
*Beau*
To był bardzo miły wieczór. I w prawdzie bardziej skupiałem się na Lie niż na fabule filmu który już i tak znałem na pamięć... Wolałem upewniać się, że ona nie jest snem. Że nagle nie rozpłynie się w moich ramionach jak chmura pyłu. Ale Ona była prawdziwa. I Ona właśnie mnie przytulała. A potem pozwalała bym bezkarnie ją dotykał i składał pocałunki na jej czole, nosku i policzkach.
Miałem wrażenie, że wręcz jej się to podoba i liczy na więcej.
- Ale wiesz, że jestem okropnie zły za ten numer ze zdjęciem? - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ach tak? - spytała sarkastycznym tonem. - Jakoś tego nie okazujesz.
- Bo cię kocham. - chciałem ugryźć się w język ale słowa same płynęły. Charlie puściła moje wyznanie mimo uszu co bardzo mnie ucieszyło. Ze mną byłaby tylko nieszczęśliwa, a ja rozczarowany, że nie czuje tego co ja.
*Nie płacz, piękna. Nie płacz, kochanie.
- Jeszcze chwila Charlie! - upominała mnie dziewczyna Jaia. - Nie wierć się tak!
Podczas gdy ona krzątała się wokół mnie i próbowała mnie upiększyć moim jedynym zadaniem było nie wiercić się. Mogłam do woli wzdychać i marudzić, ale nie wolno mi było się poruszyć.
- Gotowe! - uradowana cofnęła się krok do tyłu i przyjrzała się swojemu "arcydziełu". Poruszyłam się niespokojnie.
Znajdowałyśmy się w niebieskim pokoju który na prośbę Ariany przerobiłyśmy w naszą prywatną garderobę do której nikt prócz mnie i Grande nie miał dostępu. Oczywiście chłopcy grasowali na początku pod drzwiami nasłuchując co będziemy robić, ale potem na szczęście odpuścili.
Ari specjalnie zabrała lustro tak żebym nijak mogła się zobaczyć. Kazała mi czekać do końca. I właśnie skończyła!
Trochę się boję... A jeśli wyszły mi różowe włosy i wyglądam jak transwestyta? Nie, spokój! Charlie, zaufaj Arianie. Zaufaj.
Powoli wstałam z kanapy. Otworzyłam oczy i ujrzałam swoje nowe ubrania - wielkie stosy dżinsów, T - shirtów, butów i innych ubrań. Najbardziej z tego wszystkiego podobały mi się białe, pluszowe buty ugg (polskie emo) które miały śliczne, miękkie futerko. Nie ukrywam - strasznie podobała mi się też reszta tego co tutaj leżało ale uggy były na pierwszym miejscu.
Ari przyniosła lustro. Teraz nie było odwrotu. Miałam na sobie moje białe uggy i poczułam się pewniej. Spojrzałam w dół. Miałam na sobie czarne rurki oraz niebiesko - szarą bejsbolówkę bez zapinania. Wkładało się ją przez głowę.
Stanęłam przed lustrem. Nie wierzyłam własnych oczom! Gdzie podziała się ts szara myszka w wyciągniętych dresach? Gdzie ona się podziała? Odeszła. Skończyła swoją pracę. Jestem nową Charlie Mia.
Przede mną stała blond włosa piękność. Miała śliczne, kolorowe oczy które mieniły się raz na niebiesko, a raz na czarno. Make - up idealnie podkreślał jej urodę, a nie było go wcale dużo. Dziewczyna miała śliczny, biały uśmiech oraz mały nosek. Była szczęśliwa i mogła odetchnąć z ulgą.
- Czy to naprawdę ja? - spytałam myśląc, że przed oczami mam piękny majak który zaraz zniknie.
- Tak! - Ariana była zadowolona. Ale ja chyba bardziej. Dobra robota, chciałam powiedzieć, ale zamiast tego z oczu popłynęły mi łzy.
- Coś nie tak? Coś ci się nie podoba? - Ari posmutniała. Przytuliłam się do niej po czym wybąkałam, że to łzy szczęścia i, że niczego nie trzeba poprawiać.
- Tak strasznie ci dziękuję... - przytuliłam ją mocniej, a ona pogłaskała mnie po policzku.
- To ja ci dziękuję. Miałam świetną zabawę. Ale dla ciebie to chyba były męki?
- Na początku tak. Ale teraz wiem, ze było warto.
- To co? Pokażemy się ludziom? - skinęłam głową po czym zbiegłyśmy po schodach na dół.
Chłopcy grali w FIFĘ. Nikt nie zwrócił na nas uwagi. Stanęłam na progu niepewna czy innym też przypadnie do gustu "nowa Lie".
Moja koleżanka odchrząknęła. Jak na zawołanie wszyscy jednakowo odwrócili głowy w naszą
stronę.
- Widzę, że są wszyscy. - oznajmiła po czym zaprezentowała "mnie".
Rzeczywiście - byli wszyscy. Daniel, James, Jai, Beau i Luke. Gina razem z Veronicą były w kuchni i właśnie gotowały.
Najchętniej opisałabym zachowania każdego w jednej chwili, ale wiem, że muszę zacząć od początku.
Skip rozdziawił szeroko buzię, a jego oczy były pełne podziwu. Jai spadł z oparcia kanapy na której siedział i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Beau nieświadomie wysunął język na przód na co parsknęłam śmiechem, a Luke i James podbiegli do mnie i wzięli mnie na ręce.
- Jesteś prawdziwa? - szepnął mi do ucha Lukey.
- A jak myślisz? - pocałował mnie w ucho. Zewnętrznie się zmieniłam, ale wewnątrz zawsze będę miała dreszcze kiedy Luke będzie mnie dotykał.
W końcu wszyscy się ocknęli i naraz każdy chciał mnie przytulić. Dostałam mnóstwo buziaków i robiliśmy niezły szum przez co do pokoju weszły dziewczyny.
Każdy mnie przytulał i pogratulował "nowego rozdziału". Każdy chciał też wiedzieć czy zrobiłam sobie trwałą. Na szczęście Ari odpowiadała za mnie. Tak, to była trwała. Będę musiała jakoś się Arianie odwdzięczyć.
Potem wszystko ucichło. Daniel musiał iść do domu (kiedy byliśmy sam na sam powiedział, że mam na niego uważać, ponieważ może się we mnie zakochać), James z Vero wymknęli się pod pretekstem wspólnej randki, a Jai, Gina, Ariana i Luke wybyli gdzieś z domu.
Został tylko Beau.
- Co robimy? - rzuciłam się na kanapę która jeszcze godzinę temu była oblegana przez Janoskians.
- A na co masz ochotę? - kto jak kto ale ja zauważyłam, że Beau się przy mnie krępuje. Usiadłam w normalnej pozycji, a chcąc by trochę wyluzował usadziłam go obok siebie.
- Oglądamy jakiś film? - zaproponowałam, a on się zgodził. Mam wrażenie, że gdybym teraz rozkazała mu skoczyć z okna to by to zrobił.
Wyjął kasety.
- Ogniem i Mieczem, Zmierzch, Igrzyska Śmierci, Homer, Mój brat niedźwiedź... - czytał tytuły które widniały na okładkach. Chwyciłam pierwszy lepszy film i podałam go Brooksowi.
- Marley i ja. - przeczytał i się rozpromienił. - Lubię ten film.
Kliknął "Play" i usadowił się obok mnie. Na początku był wstęp, a Beau udając, że się przeciąga przytulił mnie do siebie jedną ręką. Splotłam nasze palce, a on zamruczał przyjaźnie.
Mniej więcej przy momencie w którym Marley jest chory dosiadła się do nas Lala.
- Spadaj! - próbował odgonić ją Beau, ale nie pozwoliłam mu.
Przez cały film miałam głowę na jego ramieniu co wyraźnie go ekscytowało. Dotykał moich włosów, muskał palcami moje poliki i bardziej skupiał się na mnie niż na filmie.
Scena w której pies umiera bardzo mnie rozczuliła.
- O, o, o... - mój towarzysz przytulił mnie mocniej. - Don't cry, beautiful. Don't cry, baby.*
Miałam zaszklone oczy, a po moim policzku pociekła jedna samotna łezka którą chłopak zwinnie starł kciukiem.
- Pójdziemy jutro do McDonalda. - oznajmiał ochrypłym głosem, a on śmieje się pod nosem po czym całuje mnie w nos.
*Beau*
To był bardzo miły wieczór. I w prawdzie bardziej skupiałem się na Lie niż na fabule filmu który już i tak znałem na pamięć... Wolałem upewniać się, że ona nie jest snem. Że nagle nie rozpłynie się w moich ramionach jak chmura pyłu. Ale Ona była prawdziwa. I Ona właśnie mnie przytulała. A potem pozwalała bym bezkarnie ją dotykał i składał pocałunki na jej czole, nosku i policzkach.
Miałem wrażenie, że wręcz jej się to podoba i liczy na więcej.
- Ale wiesz, że jestem okropnie zły za ten numer ze zdjęciem? - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ach tak? - spytała sarkastycznym tonem. - Jakoś tego nie okazujesz.
- Bo cię kocham. - chciałem ugryźć się w język ale słowa same płynęły. Charlie puściła moje wyznanie mimo uszu co bardzo mnie ucieszyło. Ze mną byłaby tylko nieszczęśliwa, a ja rozczarowany, że nie czuje tego co ja.
*Nie płacz, piękna. Nie płacz, kochanie.
XI - Początek przemiany
*Ariana*
- To co byś powiedziała na wyskoczenie na miasto? - wprost musiałam wyjść z tego domu, a gdybym poszła sama wszyscy na pewno wiedzieliby, że pokłóciłam się z Jaiem.
- Nie wiem czy chcę właśnie tak spędzić swój pierwszy dzień wolnego. - skarżyła się Charlie.
- No proszę... Będzie raźniej kupować coś we dwie! - wprost nosiło mnie by wybiec stąd i zostawić wszystkich dookoła za sobą. Ale tego nie zrobiłam. Dlaczego?
Chcę poznać trochę Charlie. Wprawdzie od mojego przyjazdu minęły trzy dni przez które (o Jezu!) nie odzywałam się do swojego chłopaka i pomagałam Lie zajmować się pewnym chłopczykiem...
Odwróciła się do mnie tak, że zobaczyłam jej twarz.
- Naprawdę chcesz, żeby towarzyszyła ci tak niezdara jak ja? - spytała z bólem w głosie. Energicznie pokiwałam głową. - No dobrze. Niech ci będzie.
Klasnęłam w dłonie i podskoczyłam. Nie zdążyłam uściskać Lie, ponieważ ta w ostatniej sekundzie uciekła pod pretekstem przyszykowania się na nasz wielki dzień.
Tak, to będzie coś. Zrobię Charlie na bóstwo! No i przez większą część czasu nie będę widziała Jaidona. Oderwę się od niego, a co!
Kiedy w końcu Mia zeszła na dół miała na sobie spodnie od szarego dresu oraz wyciągniętą, czarną koszulkę z żółtą buźką. Na nogach miała czarne trampki w ręce trzymała telefon, a na ramieniu swobodnie zwisała jej duża, czarna torba do której poprzypinała różne nalepki.
Mimowolnie jęknęłam. Jak można się tak ubrać? Przecież to gwałci wszelkie prawa! Rozumiem jeśliby chodziła tak po domu, ale na miasto...
- Jestem gotowa. - powiedziała bez entuzjazmu po czym zabrała kluczyki do domu.
*Beau*
Zablokowane konto... Zablokowane konto... Zablokowane!
Dlaczego właśnie teraz kiedy chcę dostać się na Twittera mam od trzech dni zablokowane konto?! Cholera! Nawet na komputerze Skipa nie mogłem się dostać! W ogóle nie działa mi Twitter! Nich to szlag!
- Luke! - krzyknąłem. - Do cholery, majstrowałeś przy moim Twitterze!
Nietrudno było się domyślić, że to wszystko to była sprawka jednego z bliźniaków - naszego speca od komputerów. Zamorduję go kiedyś! Albo posadzę na elektryczne krzesło! Popieprzony dzieciak.
- Tak? - przybiegł do pokoju i przesłodzonym głosem pytał o co chodzi. W międzyczasie szybko mrugał (tak jak to robią dziewczyny), a nawet wybuchał śmiechem.
- Dobra Beau. Zablokowałem ci konto. - wyznał w końcu, a ja odetchnąłem z ulgą. No, to teraz może mi je naprawić.
- Czekam przyjacielu, czekam. - ponaglałem go kiedy on wystukiwał na klawiaturze potrzebne kody i słowa. Zdziwiło mnie to, że kiedy skończył pośpiesznie opuścił mój pokój.
Coś musi być nie tak, myślałem logując się na mojego Twittera. On coś kombinuje!
Zobaczyłem posty chłopaków. Miałem też dużo wiadomości.
Najpierw fani, nakazałem sobie i już po chwili otwierałem pierwszą wiadomość którą wysłano do mnie niecałą dobę temu.
"Beeeeau!" - pisało. "Dobrze się spało?"
Świetnie. Dzięki, że się o mnie troszczysz, pomyślałem i przeszedłem do następnej.
"Skip jest taki uroczy!"
Przecież wiem. Skipcio jest urokliwym dzieckiem.
"Naprawdę śmiałam się widząc to zdjęcie! Kochaaaam!"
Jakie zdjęcie? O co chodzi?
"Cud, a nie fota! Po prostu nie wierzę własnym oczom!"
Ja też nie.
"Jesteś gejem?"
Zależy.
"Jesteście Seau? Albo Baniel?"
Jakie Seau? Jakie Baniel?
"Skip i ty to para?"
Przyjaciół.
"Jesteście nienormalnie cudni. Chcę być z wami!"
A kto by nie chciał.
"Dlaczego nie odzywasz się w związku z sex - fotą?"
Jaką sex - fotą?! O co chodzi? Dlaczego wszystkie wiadomości które dostaję są związane ze mną i z Danielem?
O nie! Nie! Nie! Charlie! Nie! Przecież ona nie ma Twittera! Bliźniacy!
Wezbrała się we mnie fala gorąca. Dobra, to jest śmieszne. Ale co sobie ktoś pomyśli? Jezu, oni naprawdę nie mają mózgu!
Luke... Luke! To jego sprawka! Wszystko pasuje!
Wybiegłem jak pocisk z mojego pokoju.
- Luke! Luke otwieraj te cholerne drzwi! - krzyczałem waląc w ściany pokoju bliźniaków. Na szczęście w domu nie było nikogo prócz nas dwóch. - Otwieraj ty dupku!
Jeszcze stałem tam pod drzwiami jakieś dziesięć minut kiedy zorientowałem się, że przecież mogę wejść przez okno!
Czym prędzej pobiegłem na podwórze po drabinę i wspiąłem się do okna pokoju brata. Patrzał zdziwiony i rozbawiony na moje wysiłki.
- Gówniarz jeden! - krzyknąłem ale już bardziej rozśmieszony tą sytuacją niż zły. - Zafarbuję ci wszystkie bokserki i skarpetki na różowo!
Wow... Na taką groźbę to ja się jeszcze nigdy nie zdobyłem...
*Charlie*
- Luke wspominał coś, że chciałabyś zmienić swój wygląd... - zagadnęła mnie Ariana, kiedy już byłyśmy w centrum.
- Tak? No proszę, co za papla.
- Słuchaj... - nagle dziewczyna stanęła przede mną. - Wiem, że nie za bardzo się znamy... Ale gdybyś chciała to mogłybyśmy trochę poeksperymentować...
- Nie rozumiem... - westchnęła.
- Poeksperymentować z twoim wyglądem. - wskazała na mój dres. - No wiesz... Włosy, make - up...
Wywróciłam oczami. Naprawdę miała to robić Ariana?
- Oj nie daj się prosić! - chwyciła mnie za rękę i pociągła do sklepu z kosmetykami. - Zgadzasz się?
Zastanowiłam się chwilę. Rozważyłam za i przeciw. No tak... Takie "coś" mogłoby mieć odmienne skutki... Ale z drugiej strony co mi szkodzi...
Zerknęłam na Grande która rozmawiała ze sprzedawczynią o zbawiennych skutkach maseczek upiększających.
Jeśli miałam chociaż w jednej setnej wyglądać tak pięknie jak Ariana to się zgadzam. Ale zaraz spochmurniałam.
Przecież ja nie jestem taka śliczna... Te paznokcie... Włosy. Ja nawet nie mam własnego stylu!
- To co? - dziewczyna zwróciła się do mnie. - Obiecuję, że niczego nie zniszczę, ale cię upiększę.
Ciągle stałam na niepewnym gruncie.
- N... No dobrze. - wydukałam, a Ari klasnęła w dłonie.
- Będziesz najpiękniejszą dziewczyną jaką świat zobaczy! - zapiszczała, a potem pociągnęła mnie do kasy.
W sumie wiem tylko, że kupiła jakiś podkład, tusz do rzęs i lakiery do paznokci. Nic poza tym co mówiła nie rozumiałam ale widać sprzedawczyni doskonale znała terminy podawane przez moją towarzyszkę. Krzątała się tu i z powrotem przynosząc jakieś pudełeczka, szklane opakowania, albo patrząc na moją twarz i kręcąc głową. Dobra, przyznaję. Przez ostatnie lata prawie się nie malowałam i nie dbałam o siebie... Ale żeby aż tak okazywać swoje zniesmaczenie...?
Nim się obejrzałam na kasie widniała suma 832 dolarów australijskich. Ile to musi być pieniędzy!
Chciałam zatrzymać Arianę, powiedzieć jej, że mam swoje oszczędności (czyt. zbyt niskie jak na opłacenie tego oszczędności), ale ona nie chciała o tym słyszeć. Twierdziła, że jeśli ona wszystko robi to ona i płaci. No świetnie! Jestem po prostu skazana żeby przez całe życie utrzymywali mnie kumple i ich dziewczyny...
- Teraz do domu? - spytałam z nadzieją w głosie. Lubiłam przymierzać ciuchy, ale w tej sytuacji...
- Nie no! Co ty?! - westchnęłam. - Charlie wiem, że to bardzo męczące, ale obiecuję, że po twojej "przemianie" nie będziesz musiała spędzać tutaj tak dużo czasu. A teraz chodź. Idziemy kupić ciuszki!
Pozwoliłam by biegła przede mną. Ach te dziewczyny... Nie rozumiem jak Ari może tak chodzić i chodzić po tym centrum i się nie nudzić.
_________________________________________________________________________________
Jeej! Mam stałego czytelnika ;) Bardzo się cieszę, że chociaż ty komentujesz mojego bloga. Jak pewnie zauważyłaś trochę zmieniłam wygląd bloga i dodałam parę gadżetów (mi. muzykę i kursor myszki). Przepraszam, że rozdziały są krótkie, ale miałam małe urwanie głowy z osiemnastką mojego brata ;)
Za parę dni zaczyna się szkoła. W rok szkolny postaram się dodawać kolejne rozdziały, ale nie wiem co jaki czas i jak długie one będą. Na pewno na początku mogę dodawać mniej więcej 2 razy w tygodniu ;)
Zapraszam do komentowania ;*
P.S. Zapraszam też na tego bloga - http://bloogersi.blogspot.com
Można sobie wydrukować plan lekcji oraz kalendarz z Janoskians! (Plan lekcji jest też z Luke)
Ja już mam powieszony na szafie ;) Miłej zabawy.
- To co byś powiedziała na wyskoczenie na miasto? - wprost musiałam wyjść z tego domu, a gdybym poszła sama wszyscy na pewno wiedzieliby, że pokłóciłam się z Jaiem.
- Nie wiem czy chcę właśnie tak spędzić swój pierwszy dzień wolnego. - skarżyła się Charlie.
- No proszę... Będzie raźniej kupować coś we dwie! - wprost nosiło mnie by wybiec stąd i zostawić wszystkich dookoła za sobą. Ale tego nie zrobiłam. Dlaczego?
Chcę poznać trochę Charlie. Wprawdzie od mojego przyjazdu minęły trzy dni przez które (o Jezu!) nie odzywałam się do swojego chłopaka i pomagałam Lie zajmować się pewnym chłopczykiem...
Odwróciła się do mnie tak, że zobaczyłam jej twarz.
- Naprawdę chcesz, żeby towarzyszyła ci tak niezdara jak ja? - spytała z bólem w głosie. Energicznie pokiwałam głową. - No dobrze. Niech ci będzie.
Klasnęłam w dłonie i podskoczyłam. Nie zdążyłam uściskać Lie, ponieważ ta w ostatniej sekundzie uciekła pod pretekstem przyszykowania się na nasz wielki dzień.
Tak, to będzie coś. Zrobię Charlie na bóstwo! No i przez większą część czasu nie będę widziała Jaidona. Oderwę się od niego, a co!
Kiedy w końcu Mia zeszła na dół miała na sobie spodnie od szarego dresu oraz wyciągniętą, czarną koszulkę z żółtą buźką. Na nogach miała czarne trampki w ręce trzymała telefon, a na ramieniu swobodnie zwisała jej duża, czarna torba do której poprzypinała różne nalepki.
Mimowolnie jęknęłam. Jak można się tak ubrać? Przecież to gwałci wszelkie prawa! Rozumiem jeśliby chodziła tak po domu, ale na miasto...
- Jestem gotowa. - powiedziała bez entuzjazmu po czym zabrała kluczyki do domu.
*Beau*
Zablokowane konto... Zablokowane konto... Zablokowane!
Dlaczego właśnie teraz kiedy chcę dostać się na Twittera mam od trzech dni zablokowane konto?! Cholera! Nawet na komputerze Skipa nie mogłem się dostać! W ogóle nie działa mi Twitter! Nich to szlag!
- Luke! - krzyknąłem. - Do cholery, majstrowałeś przy moim Twitterze!
Nietrudno było się domyślić, że to wszystko to była sprawka jednego z bliźniaków - naszego speca od komputerów. Zamorduję go kiedyś! Albo posadzę na elektryczne krzesło! Popieprzony dzieciak.
- Tak? - przybiegł do pokoju i przesłodzonym głosem pytał o co chodzi. W międzyczasie szybko mrugał (tak jak to robią dziewczyny), a nawet wybuchał śmiechem.
- Dobra Beau. Zablokowałem ci konto. - wyznał w końcu, a ja odetchnąłem z ulgą. No, to teraz może mi je naprawić.
- Czekam przyjacielu, czekam. - ponaglałem go kiedy on wystukiwał na klawiaturze potrzebne kody i słowa. Zdziwiło mnie to, że kiedy skończył pośpiesznie opuścił mój pokój.
Coś musi być nie tak, myślałem logując się na mojego Twittera. On coś kombinuje!
Zobaczyłem posty chłopaków. Miałem też dużo wiadomości.
Najpierw fani, nakazałem sobie i już po chwili otwierałem pierwszą wiadomość którą wysłano do mnie niecałą dobę temu.
"Beeeeau!" - pisało. "Dobrze się spało?"
Świetnie. Dzięki, że się o mnie troszczysz, pomyślałem i przeszedłem do następnej.
"Skip jest taki uroczy!"
Przecież wiem. Skipcio jest urokliwym dzieckiem.
"Naprawdę śmiałam się widząc to zdjęcie! Kochaaaam!"
Jakie zdjęcie? O co chodzi?
"Cud, a nie fota! Po prostu nie wierzę własnym oczom!"
Ja też nie.
"Jesteś gejem?"
Zależy.
"Jesteście Seau? Albo Baniel?"
Jakie Seau? Jakie Baniel?
"Skip i ty to para?"
Przyjaciół.
"Jesteście nienormalnie cudni. Chcę być z wami!"
A kto by nie chciał.
"Dlaczego nie odzywasz się w związku z sex - fotą?"
Jaką sex - fotą?! O co chodzi? Dlaczego wszystkie wiadomości które dostaję są związane ze mną i z Danielem?
O nie! Nie! Nie! Charlie! Nie! Przecież ona nie ma Twittera! Bliźniacy!
Wezbrała się we mnie fala gorąca. Dobra, to jest śmieszne. Ale co sobie ktoś pomyśli? Jezu, oni naprawdę nie mają mózgu!
Luke... Luke! To jego sprawka! Wszystko pasuje!
Wybiegłem jak pocisk z mojego pokoju.
- Luke! Luke otwieraj te cholerne drzwi! - krzyczałem waląc w ściany pokoju bliźniaków. Na szczęście w domu nie było nikogo prócz nas dwóch. - Otwieraj ty dupku!
Jeszcze stałem tam pod drzwiami jakieś dziesięć minut kiedy zorientowałem się, że przecież mogę wejść przez okno!
Czym prędzej pobiegłem na podwórze po drabinę i wspiąłem się do okna pokoju brata. Patrzał zdziwiony i rozbawiony na moje wysiłki.
- Gówniarz jeden! - krzyknąłem ale już bardziej rozśmieszony tą sytuacją niż zły. - Zafarbuję ci wszystkie bokserki i skarpetki na różowo!
Wow... Na taką groźbę to ja się jeszcze nigdy nie zdobyłem...
*Charlie*
- Luke wspominał coś, że chciałabyś zmienić swój wygląd... - zagadnęła mnie Ariana, kiedy już byłyśmy w centrum.
- Tak? No proszę, co za papla.
- Słuchaj... - nagle dziewczyna stanęła przede mną. - Wiem, że nie za bardzo się znamy... Ale gdybyś chciała to mogłybyśmy trochę poeksperymentować...
- Nie rozumiem... - westchnęła.
- Poeksperymentować z twoim wyglądem. - wskazała na mój dres. - No wiesz... Włosy, make - up...
Wywróciłam oczami. Naprawdę miała to robić Ariana?
- Oj nie daj się prosić! - chwyciła mnie za rękę i pociągła do sklepu z kosmetykami. - Zgadzasz się?
Zastanowiłam się chwilę. Rozważyłam za i przeciw. No tak... Takie "coś" mogłoby mieć odmienne skutki... Ale z drugiej strony co mi szkodzi...
Zerknęłam na Grande która rozmawiała ze sprzedawczynią o zbawiennych skutkach maseczek upiększających.
Jeśli miałam chociaż w jednej setnej wyglądać tak pięknie jak Ariana to się zgadzam. Ale zaraz spochmurniałam.
Przecież ja nie jestem taka śliczna... Te paznokcie... Włosy. Ja nawet nie mam własnego stylu!
- To co? - dziewczyna zwróciła się do mnie. - Obiecuję, że niczego nie zniszczę, ale cię upiększę.
Ciągle stałam na niepewnym gruncie.
- N... No dobrze. - wydukałam, a Ari klasnęła w dłonie.
- Będziesz najpiękniejszą dziewczyną jaką świat zobaczy! - zapiszczała, a potem pociągnęła mnie do kasy.
W sumie wiem tylko, że kupiła jakiś podkład, tusz do rzęs i lakiery do paznokci. Nic poza tym co mówiła nie rozumiałam ale widać sprzedawczyni doskonale znała terminy podawane przez moją towarzyszkę. Krzątała się tu i z powrotem przynosząc jakieś pudełeczka, szklane opakowania, albo patrząc na moją twarz i kręcąc głową. Dobra, przyznaję. Przez ostatnie lata prawie się nie malowałam i nie dbałam o siebie... Ale żeby aż tak okazywać swoje zniesmaczenie...?
Nim się obejrzałam na kasie widniała suma 832 dolarów australijskich. Ile to musi być pieniędzy!
Chciałam zatrzymać Arianę, powiedzieć jej, że mam swoje oszczędności (czyt. zbyt niskie jak na opłacenie tego oszczędności), ale ona nie chciała o tym słyszeć. Twierdziła, że jeśli ona wszystko robi to ona i płaci. No świetnie! Jestem po prostu skazana żeby przez całe życie utrzymywali mnie kumple i ich dziewczyny...
- Teraz do domu? - spytałam z nadzieją w głosie. Lubiłam przymierzać ciuchy, ale w tej sytuacji...
- Nie no! Co ty?! - westchnęłam. - Charlie wiem, że to bardzo męczące, ale obiecuję, że po twojej "przemianie" nie będziesz musiała spędzać tutaj tak dużo czasu. A teraz chodź. Idziemy kupić ciuszki!
Pozwoliłam by biegła przede mną. Ach te dziewczyny... Nie rozumiem jak Ari może tak chodzić i chodzić po tym centrum i się nie nudzić.
_________________________________________________________________________________
Jeej! Mam stałego czytelnika ;) Bardzo się cieszę, że chociaż ty komentujesz mojego bloga. Jak pewnie zauważyłaś trochę zmieniłam wygląd bloga i dodałam parę gadżetów (mi. muzykę i kursor myszki). Przepraszam, że rozdziały są krótkie, ale miałam małe urwanie głowy z osiemnastką mojego brata ;)
Za parę dni zaczyna się szkoła. W rok szkolny postaram się dodawać kolejne rozdziały, ale nie wiem co jaki czas i jak długie one będą. Na pewno na początku mogę dodawać mniej więcej 2 razy w tygodniu ;)
Zapraszam do komentowania ;*
P.S. Zapraszam też na tego bloga - http://bloogersi.blogspot.com
Można sobie wydrukować plan lekcji oraz kalendarz z Janoskians! (Plan lekcji jest też z Luke)
Ja już mam powieszony na szafie ;) Miłej zabawy.
piątek, 23 sierpnia 2013
X - Zemsta
*Luke*
Wstałem przeciągając się leniwie. Chyba nigdy tak dobrze nie spałem! Zerknąłem w stronę jeszcze śpiącej Charlie. Wyglądała jak anioł tyle, że gdzieś zapodziała aureolę.
Odwróciłem się w jej stronę i opuszkami palców jeździłem po jej policzku. Nagle westchnęła i zaspanym głosem powiedziała:
- Hej. - jeszcze nie otwierała oczu więc wykorzystałem sytuację i ustami musnąłem jej policzek.
- Hej. - odpowiedziałem szeptem, a ona tak jak ja poprzednio przeciągnęła się jak leniwiec.
- Kiedy się obudziłeś? - zapytała otwierając powoli jedno oko.
- Przed chwilą. - odpowiedziałem zerkając na zegarek. - Chciałem poniekąd wykorzystać sytuację. - zachichotała.
- Właśnie widziałam. - odpowiedziała po czym wyskoczyła z łóżka i ubrała szlafrok. Nagle wybałuszyła oczy. - Brooks? Spałeś w koszulce, prawda?
- No... - pomyślałem chwilę i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że nie mam na sobie tej koszulki. - Tak.
Zaczęliśmy się oboje śmiać.
- Był tutaj Beau albo Jai? - wydukała w przerwie na oddechy.
- Możliwe. Albo jest jeszcze jedno wyjście. - poruszyłem brwiami na co ona rzuciła we mnie szlafrokiem. - Dzięki, że o mnie tak dbasz, ale to chyba nie mój kolor.
- Na żarty ci się zebrało Lukey. - i nagle zerwała się z miejsca. - Zamawiam łazienkę!
Krzyknęła i tyle ja widziałem.
*Jai*
Pokłóciłem się w nocy z Arianą. O to, że jeszcze jej się nie oświadczyłem. Ja! Jaidon Brooks! Że niby ja w wieku osiemnastu lat mam mieć żonę?! Nie ma mowy! Nawet jakbym jeszcze mocniej kochał Arianę nigdy bym się jej nie oświadczył - a przynajmniej do mojej dwudziestki.
Ale ona nalegała.
Spałem dziś na stole w kuchni. Wiem, niezbyt wygodnie, ale co zrobić? Chyba nie mógłbym wysłać dziewczyny, by spała na drewnie.
Zabrałem tylko poduszkę i kocyk. Żeby było troszkę wygodniej.
A kiedy już miałem zasypiać usłyszałem znajome skrzypnięcie drzwi prowadzących do pokoju Beau, a potem jego kroki. Co on znowu kombinuje? Chyba nie chce wyciąć jakiegoś chorego żartu Arianie? Jeszcze by pomyślała, że to ja jej wyciąłem taki numer...
Ale Beau przyszedł do mnie.
- Pomożesz mi? - spytał. Nieczęsto prosił o moja pomoc.
- Pod warunkiem, że nie jest to związane z Grande. - postanowiłem postawić na swoim.
- Nie jest. Mia i Lueky - Pookey śpią razem i myślałem, że zabawnie by było... No... Rozebrać ich trochę czy coś. Tak dla zabawy.
A kiedy rzuciłem mu spojrzenie pełne rozbawienia i zdenerwowania dodał.
- No tak, żeby sobie Wiesz - Co - Pomyśleli... Tak dla zabawy Lukeowi koszulkę czy coś... Upozorować, że oni... No wiesz... - starał się mi wyjaśnić, a ja robiłem z niego debila.
*Charlie*
Nie powiem - sytuacja była bardzo zabawna, ale oboje z Brooksem postanowiliśmy przycisnąć chłopaków do muru tak by przyznali się do żartu.
- Tylko najpierw ubierz koszulkę. - upomniałam przyjaciela na co on oparł się o ścianę i spojrzał na mnie wyzywająco.
- Czyżbym działał na ciebie... - nie dokończył, ponieważ energicznie mu zaprzeczyłam.
- Nie chcę żeby sobie pomyśleli, że żarcik się udał, albo jak był by tutaj Daniel albo James z Veronicą... - rzuciłam mu koszulkę, ale on mnie nie posłuchał.
Ech... Tak. Przyznam się przed samą sobą - Luke Anthony Brooks bez koszulki strasznie mnie rozpraszał... To nienormalne ale tak jest. Masakra.
Rzucił zwiniętą w kłębek koszulkę wprost na podłogę i prężąc swoje mięśnie poszedł do pokoju Beau.
- Ty dupku! - usłyszałam jego śmiejący się głos. - Ochrzaniam cię Beau! Zobaczysz, ja ci też taki numer wytnę! Albo... - zamilkł, a ja nasłuchiwałam. Po chwili ukazała mi się jego głowa.
- Co tam gołąbeczki ćwierkacie? - powiedział Beau, a Luke wślizgnął się do pokoju. Zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Mam pomysł! - powiedział szeptem po czym rzucił się na niepościelone łóżko. - Ale do tego potrzebna jesteś mi ty. - wskazał na mnie palcem, a ja zrobiłam pewnie głupią minę, ponieważ chwycił mnie za ręce, przyciągnął bliżej siebie, posadził na kolanach i zaczął się śmiać.
- Luke? - spytałam beznamiętnym głosem.
- Tak kochanie? - włożył w te słowa dużo namiętności i pożądania (?). Przygryzłam wargę.
- Jeśli powiem, że zgodzę się jeśli to nie ma nic wspólnego z seksem to uznasz to za zboczony tekst?
- Nie. - zaśmiał się gardłowo po czym przeniósł się do pozycji leżącej patrząc na mnie z ukosa.
- Więc? - uniosłam jedną brew do góry. Wciąż siedziałam Brooksowi na kolanach...
Jakie to było dziwne! Półnagi Lukey przypominający gościa który właśnie bardzo się czymś podnieca oraz dziewczyna siedząca mu na kolanach w samej pidżamie i szlafroku. Gdyby ktoś teraz zauważył nas przez okno mógłby sobie pomyśleć, ze my...
Wybuchłam śmiechem.
- Z czego masz taki ubaw? - spochmurniał. No tak, myśl sobie, że to właśnie z ciebie się śmieję.
- Pomyślałam sobie... - niegrzecznie mi przerwał.
- Że chciałabym... - pacnęłam go w udo.
- Nie! - krzyknęłam oburzona. - Pomyślałam sobie, że gdyby ktoś zobaczył nas teraz przez okno... To zobaczyłby napalonego, półnagiego kolesia i dziewczynę siedzącą mu na kolanach, a oboje wyglądają jak... - zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
- Cenna uwaga. - położył ręce na wewnętrznej stronie moich ud i przyciągnął mnie bliżej siebie.
- Gdzie z tymi łapami? - zaczęłam wojnę na "łapcie".
*Luke*
- Masz to zdjęcie? - syknąłem do Miki Mouse.
- Zaraz, nigdzie się nie pali! - odpowiedziała, po czym podała mi swój telefon.
- Ciekawe czy złapie tutaj Internet. - mruknąłem pod nosem po czym nawiązałem połączenie z Twitterem.
- O mój Boże, o mój Boże! Luke Brooks - największa gwiazda loguje się na mojej komórce na woje konto! O mój Boże, zaraz zemdleję! Złap mnie Lukey! - Charlie próbowała naśladować którąś z fanek, a potem nagle spadła na podłogę. - Miałeś mnie złapać!
Krzyczała i próbowała uderzyć mnie z liścia, ale skutecznie się zasłaniałem.
- Boisz się? Boisz? - kiedy mogła złapać wdech podsycała moje ego. Pokazałem jej język.
Śmialiśmy się, aż do momentu w którym oboje tarzaliśmy się ze śmiechu na podłodze, a Beau (który stał pod drzwiami) krzyczał, że robimy to ostro.
Sapaliśmy i dyszeliśmy. Byłem cały spocony no i ciągle bez koszulki. Włosy stały mi na wszystkie strony, ale Charlie też nie wyglądała lepiej.
Nagle chwyciła się za zagipsowaną rękę.
- Boli? - doskoczyłem do niej w jedną setną sekundy. Potwierdziła i skrzywiła się z bólu.
- Bardzo.
Głupio mi było tak stać nad biedna Lie która wiła się i zaciskała zęby byleby tylko nie krzyczeć z bólu. Jej twarz zrobiła się czerwona od wysiłku, a parę razy z jej ust wyrwało się głośne "Auć".
Po paru minutach wszystko się uspokoiło - twarz dziewczyny na powrót zrobiła się całkiem blada tak jak zwykle. Położyła się na podłodze i przez chwilę nie ruszała. Patrzyła w sufit, a przez chwilę sądziłem, że zupełnie odpłynęła.
Zaczęła miarowo oddychać tak jakby zasnęła. Jej rysy twarzy się wygładziły i na powrót stała się tym aniołkiem który zasypiał obok mnie tej nocy.
- Charlie? - poklepałem ją po policzku.
- Ciii... - uciszyła mnie po czym znów powróciła do poprzedniego stanu.
- Co robisz? - nie dawałem za wygraną. Zmarszczyła brwi i skierowała wzrok na mnie.
- Próbuję pozbyć się bólu. - wyjawia mi w końcu, a ja czegoś nie rozumiem.
- Co to było... To tutaj na podłodze?
- Nic. - machnęła na to ręką po czym powolutku - bardzo powoli wstała z podłogi. Podałem jej rękę ale ja zignorowała.
- Już lepiej. - stwierdziła i podała mi telefon. - Rób co masz robić Brooksey.
- Już się robi kapitanie!
Zacząłem wystukiwać login i hasło do Twittera.
- Charlie? - zapytałem. - Jeśli moje hasło się tutaj zapisze. - wskazałem palcem na jej telefon. - Skorzystasz z sytuacji i zalogujesz się na moje konto, prawda?
Kąciki jej ust uniosły się automatycznie w górę.
- Nie mogę niczego obiecać. - zarzekła się. To mi wystarczyło, żeby wiedzieć, że na pewno to zrobi. Ale nie zmienię hasła. Przecież ona nic mi nie może zrobić.
Udostępniłem zdjęcie jak Beau spał w jednym łóżku z nagim Skipem. On mi wybaczy... Wszyscy się z tego pośmieją i będzie ok. A to jest moja... Nasza słodka zemsta.
Wstałem przeciągając się leniwie. Chyba nigdy tak dobrze nie spałem! Zerknąłem w stronę jeszcze śpiącej Charlie. Wyglądała jak anioł tyle, że gdzieś zapodziała aureolę.
Odwróciłem się w jej stronę i opuszkami palców jeździłem po jej policzku. Nagle westchnęła i zaspanym głosem powiedziała:
- Hej. - jeszcze nie otwierała oczu więc wykorzystałem sytuację i ustami musnąłem jej policzek.
- Hej. - odpowiedziałem szeptem, a ona tak jak ja poprzednio przeciągnęła się jak leniwiec.
- Kiedy się obudziłeś? - zapytała otwierając powoli jedno oko.
- Przed chwilą. - odpowiedziałem zerkając na zegarek. - Chciałem poniekąd wykorzystać sytuację. - zachichotała.
- Właśnie widziałam. - odpowiedziała po czym wyskoczyła z łóżka i ubrała szlafrok. Nagle wybałuszyła oczy. - Brooks? Spałeś w koszulce, prawda?
- No... - pomyślałem chwilę i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że nie mam na sobie tej koszulki. - Tak.
Zaczęliśmy się oboje śmiać.
- Był tutaj Beau albo Jai? - wydukała w przerwie na oddechy.
- Możliwe. Albo jest jeszcze jedno wyjście. - poruszyłem brwiami na co ona rzuciła we mnie szlafrokiem. - Dzięki, że o mnie tak dbasz, ale to chyba nie mój kolor.
- Na żarty ci się zebrało Lukey. - i nagle zerwała się z miejsca. - Zamawiam łazienkę!
Krzyknęła i tyle ja widziałem.
*Jai*
Pokłóciłem się w nocy z Arianą. O to, że jeszcze jej się nie oświadczyłem. Ja! Jaidon Brooks! Że niby ja w wieku osiemnastu lat mam mieć żonę?! Nie ma mowy! Nawet jakbym jeszcze mocniej kochał Arianę nigdy bym się jej nie oświadczył - a przynajmniej do mojej dwudziestki.
Ale ona nalegała.
Spałem dziś na stole w kuchni. Wiem, niezbyt wygodnie, ale co zrobić? Chyba nie mógłbym wysłać dziewczyny, by spała na drewnie.
Zabrałem tylko poduszkę i kocyk. Żeby było troszkę wygodniej.
A kiedy już miałem zasypiać usłyszałem znajome skrzypnięcie drzwi prowadzących do pokoju Beau, a potem jego kroki. Co on znowu kombinuje? Chyba nie chce wyciąć jakiegoś chorego żartu Arianie? Jeszcze by pomyślała, że to ja jej wyciąłem taki numer...
Ale Beau przyszedł do mnie.
- Pomożesz mi? - spytał. Nieczęsto prosił o moja pomoc.
- Pod warunkiem, że nie jest to związane z Grande. - postanowiłem postawić na swoim.
- Nie jest. Mia i Lueky - Pookey śpią razem i myślałem, że zabawnie by było... No... Rozebrać ich trochę czy coś. Tak dla zabawy.
A kiedy rzuciłem mu spojrzenie pełne rozbawienia i zdenerwowania dodał.
- No tak, żeby sobie Wiesz - Co - Pomyśleli... Tak dla zabawy Lukeowi koszulkę czy coś... Upozorować, że oni... No wiesz... - starał się mi wyjaśnić, a ja robiłem z niego debila.
*Charlie*
Nie powiem - sytuacja była bardzo zabawna, ale oboje z Brooksem postanowiliśmy przycisnąć chłopaków do muru tak by przyznali się do żartu.
- Tylko najpierw ubierz koszulkę. - upomniałam przyjaciela na co on oparł się o ścianę i spojrzał na mnie wyzywająco.
- Czyżbym działał na ciebie... - nie dokończył, ponieważ energicznie mu zaprzeczyłam.
- Nie chcę żeby sobie pomyśleli, że żarcik się udał, albo jak był by tutaj Daniel albo James z Veronicą... - rzuciłam mu koszulkę, ale on mnie nie posłuchał.
Ech... Tak. Przyznam się przed samą sobą - Luke Anthony Brooks bez koszulki strasznie mnie rozpraszał... To nienormalne ale tak jest. Masakra.
Rzucił zwiniętą w kłębek koszulkę wprost na podłogę i prężąc swoje mięśnie poszedł do pokoju Beau.
- Ty dupku! - usłyszałam jego śmiejący się głos. - Ochrzaniam cię Beau! Zobaczysz, ja ci też taki numer wytnę! Albo... - zamilkł, a ja nasłuchiwałam. Po chwili ukazała mi się jego głowa.
- Co tam gołąbeczki ćwierkacie? - powiedział Beau, a Luke wślizgnął się do pokoju. Zamknął za sobą drzwi na klucz.
- Mam pomysł! - powiedział szeptem po czym rzucił się na niepościelone łóżko. - Ale do tego potrzebna jesteś mi ty. - wskazał na mnie palcem, a ja zrobiłam pewnie głupią minę, ponieważ chwycił mnie za ręce, przyciągnął bliżej siebie, posadził na kolanach i zaczął się śmiać.
- Luke? - spytałam beznamiętnym głosem.
- Tak kochanie? - włożył w te słowa dużo namiętności i pożądania (?). Przygryzłam wargę.
- Jeśli powiem, że zgodzę się jeśli to nie ma nic wspólnego z seksem to uznasz to za zboczony tekst?
- Nie. - zaśmiał się gardłowo po czym przeniósł się do pozycji leżącej patrząc na mnie z ukosa.
- Więc? - uniosłam jedną brew do góry. Wciąż siedziałam Brooksowi na kolanach...
Jakie to było dziwne! Półnagi Lukey przypominający gościa który właśnie bardzo się czymś podnieca oraz dziewczyna siedząca mu na kolanach w samej pidżamie i szlafroku. Gdyby ktoś teraz zauważył nas przez okno mógłby sobie pomyśleć, ze my...
Wybuchłam śmiechem.
- Z czego masz taki ubaw? - spochmurniał. No tak, myśl sobie, że to właśnie z ciebie się śmieję.
- Pomyślałam sobie... - niegrzecznie mi przerwał.
- Że chciałabym... - pacnęłam go w udo.
- Nie! - krzyknęłam oburzona. - Pomyślałam sobie, że gdyby ktoś zobaczył nas teraz przez okno... To zobaczyłby napalonego, półnagiego kolesia i dziewczynę siedzącą mu na kolanach, a oboje wyglądają jak... - zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
- Cenna uwaga. - położył ręce na wewnętrznej stronie moich ud i przyciągnął mnie bliżej siebie.
- Gdzie z tymi łapami? - zaczęłam wojnę na "łapcie".
*Luke*
- Masz to zdjęcie? - syknąłem do Miki Mouse.
- Zaraz, nigdzie się nie pali! - odpowiedziała, po czym podała mi swój telefon.
- Ciekawe czy złapie tutaj Internet. - mruknąłem pod nosem po czym nawiązałem połączenie z Twitterem.
- O mój Boże, o mój Boże! Luke Brooks - największa gwiazda loguje się na mojej komórce na woje konto! O mój Boże, zaraz zemdleję! Złap mnie Lukey! - Charlie próbowała naśladować którąś z fanek, a potem nagle spadła na podłogę. - Miałeś mnie złapać!
Krzyczała i próbowała uderzyć mnie z liścia, ale skutecznie się zasłaniałem.
- Boisz się? Boisz? - kiedy mogła złapać wdech podsycała moje ego. Pokazałem jej język.
Śmialiśmy się, aż do momentu w którym oboje tarzaliśmy się ze śmiechu na podłodze, a Beau (który stał pod drzwiami) krzyczał, że robimy to ostro.
Sapaliśmy i dyszeliśmy. Byłem cały spocony no i ciągle bez koszulki. Włosy stały mi na wszystkie strony, ale Charlie też nie wyglądała lepiej.
Nagle chwyciła się za zagipsowaną rękę.
- Boli? - doskoczyłem do niej w jedną setną sekundy. Potwierdziła i skrzywiła się z bólu.
- Bardzo.
Głupio mi było tak stać nad biedna Lie która wiła się i zaciskała zęby byleby tylko nie krzyczeć z bólu. Jej twarz zrobiła się czerwona od wysiłku, a parę razy z jej ust wyrwało się głośne "Auć".
Po paru minutach wszystko się uspokoiło - twarz dziewczyny na powrót zrobiła się całkiem blada tak jak zwykle. Położyła się na podłodze i przez chwilę nie ruszała. Patrzyła w sufit, a przez chwilę sądziłem, że zupełnie odpłynęła.
Zaczęła miarowo oddychać tak jakby zasnęła. Jej rysy twarzy się wygładziły i na powrót stała się tym aniołkiem który zasypiał obok mnie tej nocy.
- Charlie? - poklepałem ją po policzku.
- Ciii... - uciszyła mnie po czym znów powróciła do poprzedniego stanu.
- Co robisz? - nie dawałem za wygraną. Zmarszczyła brwi i skierowała wzrok na mnie.
- Próbuję pozbyć się bólu. - wyjawia mi w końcu, a ja czegoś nie rozumiem.
- Co to było... To tutaj na podłodze?
- Nic. - machnęła na to ręką po czym powolutku - bardzo powoli wstała z podłogi. Podałem jej rękę ale ja zignorowała.
- Już lepiej. - stwierdziła i podała mi telefon. - Rób co masz robić Brooksey.
- Już się robi kapitanie!
Zacząłem wystukiwać login i hasło do Twittera.
- Charlie? - zapytałem. - Jeśli moje hasło się tutaj zapisze. - wskazałem palcem na jej telefon. - Skorzystasz z sytuacji i zalogujesz się na moje konto, prawda?
Kąciki jej ust uniosły się automatycznie w górę.
- Nie mogę niczego obiecać. - zarzekła się. To mi wystarczyło, żeby wiedzieć, że na pewno to zrobi. Ale nie zmienię hasła. Przecież ona nic mi nie może zrobić.
Udostępniłem zdjęcie jak Beau spał w jednym łóżku z nagim Skipem. On mi wybaczy... Wszyscy się z tego pośmieją i będzie ok. A to jest moja... Nasza słodka zemsta.
środa, 21 sierpnia 2013
IX - Bajka
- Za górami. - zaczęła. - Za lasami i za olbrzymimi butami mieszkała pewna...
- Suczka. - przerwałem jej.
- Pewien piesek. - dołożyła z naciskiem. - Piesek ,Lukey, nie suczka.
- Za górami, za lasami i za olbrzymimi butami mieszkał pewien piesek...
Wpatrywałem się w jej nieskazitelną twarz. Słuchałem jej płynnego, miękkiego głosu, który opowiadał bajkę. Od czasu do czasu żeby nie było nudno wtrącałem swoje dwa grosze.
- Mieszkał on w domku. - JJ uważnie jej słuchał.
- Psy mieszkają w budzie, Mia. - powiedziałem sarkastycznym tonem, a ona posłała mi lodowate spojrzenie.
- To moja bajka, Brooks.
Leżeliśmy tak we trójkę na łóżku JJa. Mały chłopiec przykryty był kołdrą którą podciągnął pod brodę. Charlie leżała obok mnie z książką w rękach.
- No już. Czytaj dalej. - zachęciłem ją, a ta znowu zaczęła swoją bajkę.
- A ten domek był cały z piernika.
- Psy nie lubią pierników. - znów się wtrąciłem, a ona zrzuciła mnie z łóżka. - Okej, już naprawdę nie będę.
JJ ziewnął przeciągle po czym jego głowa bezwładnie opadła na poduszkę. Lie nasłuchiwała chwilę (wyglądała przy tym jak fretka wyciągająca w górę swoją główkę), a potem wypuściła powietrze z głośnym świstem.
- Zasnął. - zaalarmowała mnie po czym odłożyła książkę.
- I to zanim dotarliśmy do najciekawszego momentu.
- A jaki był najciekawszy moment?
- Piesek znalazł suczkę i trochę ją... No... Tego. Posunął ją. - zachichotała.
- Jesteś zboczony Luke. - tym razem to ona mnie rozbawiła.
- A kto by nie był?
- Ja. - odpowiedziała z dumą.
- Założę się, że w ciągu tych dwóch miesięcy zrobisz coś zboczonego. - wyciągnąłem ku niej rękę.
- Okej. A o co się zakładamy?
- A o co chcesz?
- Hmmm... Ten kto przegra... - wskazała palcem na mnie. - Wejdzie w samej bieliźnie na miasto, podbiegnie do czynnej fontanny, wskoczy i pójdzie do Centrum. - oznajmiła.
- Okej. Ostro grasz, siostro. Ale wiedz, że ja nie przegram.
- Jeszcze zobaczymy. - i udaliśmy się w stronę wyjścia.
*Jai*
- Nie jestem pewna czy Charlie się zgodzi, Jai. - powiedziała mama.
- Na co mam się zgodzić? - do kuchni wtargnęła Mia w swetrze.
- Ech... - westchnęła mama. - Przyjechała Ariana, dziewczyna Jaia. On dzieli pokój z Lukiem i... Och! - wyrwało jej się. - Mam świetny pomysł! Charlie, Luke, Jai, Ariana! Chodźcie tutaj!
Do pokoju wtargnęła pozostała dwójka.
- Mam propozycję nie do odrzucenia. Chociaż... Trochę to może być krępujące...
- Niech pani mówi. - rzekła Charlie.
- No dobra. - mama machnęła ręką. - Jai i Ariana mogą spać razem w pokoju bliźniaków.
- A ja na podłodze? - spytał oburzony Luke.
- Broń Boże! - krzyknęła podbiegając do niego i mocno go obściskując. - Ty będziesz spał z Charlie.
Zapadła cisza. Nikt nawet nie śmiał wziąć oddechu. Staliśmy tam jak żywe posągi z kamienia nie ruszając się ani o milimetr.
- No... To tylko propozycja. - wyszeptała zlękniona Ginna. - Nie. Nie. Co ja w ogóle sobie myślę. Nie. To głupi pomysł. Wybaczcie mi.
*Charlie*
Kątem oka zerknęłam na Lukea. On też patrzał w moim kierunku. Posłałam mu spojrzenie "Czy jeśli dla dobra Jaia i Ariany zgodzę się to czy to będzie przejaw zboczeństwa?", a on w odpowiedzi pokręcił przecząco głową.
Tak, nie, tak, nie, tak, nie, tak, nie, tak, nie, tak, nie... Myślałam o tym coraz szybciej.
- Zaraz! - krzyknęłam kiedy wszyscy już zamierzali odejść. - Luke śpi ze mną!
Spaliłam buraka. I po co to robiłaś głupia? Teraz nie wiadomo co sobie pomyślą.
A nich myślą co chcą. Chcę żeby Jai i Ariana (tej drugiej jeszcze nie zdążyłam się przyjrzeć.) mogli się nacieszyć swoją obecnością.
- Charlie, nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. - po raz pierwszy usłyszałam głos Ariany. Był wysoki i niezbyt przyjemny dla uszu.
- Ach tam, ach tam! - machnęłam na tę sprawę ręką. - Przecież nie umrę, prawda?
Zaśmiała się. Śmiech też miała wysoki jeśli tak można powiedzieć.
Dopiero teraz zobaczyłam jej twarz. Miała czerwone... No nie, czerwony to chyba nie był. Miała wiśniowe... (?) włosy, brązowe oczy i taką... Jakby przesłodzoną twarz. Uśmiechała się do mnie przyjaźnie.
- A tak w ogóle i w szczególe to jestem Ariana jak pewnie podejrzewasz.
- Tak. Jai dużo o tobie opowiadał. - no co? Pomyślałam, zawsze robi się miło kiedy powiesz, ze twój chłopak dużo o tobie mówi.
- Jesteś taka urocza! - poczułam się urażona. Naprawdę. Jak malutkie dziecko...
- A ty jesteś śliczna! - postanowiłam się nie obrażać.
- Och, obie jesteśmy śliczne! - uściskała mnie. - Coś czuję, że się jeszcze zaprzyjaźnimy. - powiedziała.
- Byłoby super. - bez większego entuzjazmu zgodziłam się z nią. A co mi tam!
*Luke*
- Wyjdziesz w końcu z tej łazienki czy nie? - strasznie się niecierpliwiłem czekając, aż będę mógł zasnąć. Nie ukryję - byłem podekscytowany tym, że śpię w jednym łóżku z pięknością nad pięknościami, ale to już się robi męczące!
- Luke, daj mi pięć minutek! - dobiegł mnie jej głos z łazienki. - Właśnie rozczesuję włosy!
A po tych zdaniach nastąpiła seria "Auć" i "Och".
- Chodź tu! - rozkazałem jej. Przekręciła klucz w drzwiach i w paru susach znalazła się przy mnie.
- Siad. - usiadła, a ja odebrałem jej szczotkę.
Powoli, dokładnie czesałem jej mokre włosy. Starałem się być bardzo delikatny.
- Wiesz, że to nawet przyjemne... - musnąłem wargami jej skroń i powróciłem do rozczesywania jej włosów. - I miłe.
- No, a teraz gaś światło. - odłożyła szczotkę do łazienki i na moją prośbę zgasiła światło.
Ułożyłem się wygodnie i przykryłem ko... No właśnie. Kocykiem, który był za mały.
- Zimno ci będzie. - stwierdziła dziewczyna. - Chodź tutaj.
Razem w jednym łóżku pod jedną kołdrą przytuliliśmy się do siebie, a ja ucałowałem ją na dobranoc w czółko.
- Sweet dreams! - powiedziałem po czym oboje pochłonął nas sen.
- Suczka. - przerwałem jej.
- Pewien piesek. - dołożyła z naciskiem. - Piesek ,Lukey, nie suczka.
- Za górami, za lasami i za olbrzymimi butami mieszkał pewien piesek...
Wpatrywałem się w jej nieskazitelną twarz. Słuchałem jej płynnego, miękkiego głosu, który opowiadał bajkę. Od czasu do czasu żeby nie było nudno wtrącałem swoje dwa grosze.
- Mieszkał on w domku. - JJ uważnie jej słuchał.
- Psy mieszkają w budzie, Mia. - powiedziałem sarkastycznym tonem, a ona posłała mi lodowate spojrzenie.
- To moja bajka, Brooks.
Leżeliśmy tak we trójkę na łóżku JJa. Mały chłopiec przykryty był kołdrą którą podciągnął pod brodę. Charlie leżała obok mnie z książką w rękach.
- No już. Czytaj dalej. - zachęciłem ją, a ta znowu zaczęła swoją bajkę.
- A ten domek był cały z piernika.
- Psy nie lubią pierników. - znów się wtrąciłem, a ona zrzuciła mnie z łóżka. - Okej, już naprawdę nie będę.
JJ ziewnął przeciągle po czym jego głowa bezwładnie opadła na poduszkę. Lie nasłuchiwała chwilę (wyglądała przy tym jak fretka wyciągająca w górę swoją główkę), a potem wypuściła powietrze z głośnym świstem.
- Zasnął. - zaalarmowała mnie po czym odłożyła książkę.
- I to zanim dotarliśmy do najciekawszego momentu.
- A jaki był najciekawszy moment?
- Piesek znalazł suczkę i trochę ją... No... Tego. Posunął ją. - zachichotała.
- Jesteś zboczony Luke. - tym razem to ona mnie rozbawiła.
- A kto by nie był?
- Ja. - odpowiedziała z dumą.
- Założę się, że w ciągu tych dwóch miesięcy zrobisz coś zboczonego. - wyciągnąłem ku niej rękę.
- Okej. A o co się zakładamy?
- A o co chcesz?
- Hmmm... Ten kto przegra... - wskazała palcem na mnie. - Wejdzie w samej bieliźnie na miasto, podbiegnie do czynnej fontanny, wskoczy i pójdzie do Centrum. - oznajmiła.
- Okej. Ostro grasz, siostro. Ale wiedz, że ja nie przegram.
- Jeszcze zobaczymy. - i udaliśmy się w stronę wyjścia.
*Jai*
- Nie jestem pewna czy Charlie się zgodzi, Jai. - powiedziała mama.
- Na co mam się zgodzić? - do kuchni wtargnęła Mia w swetrze.
- Ech... - westchnęła mama. - Przyjechała Ariana, dziewczyna Jaia. On dzieli pokój z Lukiem i... Och! - wyrwało jej się. - Mam świetny pomysł! Charlie, Luke, Jai, Ariana! Chodźcie tutaj!
Do pokoju wtargnęła pozostała dwójka.
- Mam propozycję nie do odrzucenia. Chociaż... Trochę to może być krępujące...
- Niech pani mówi. - rzekła Charlie.
- No dobra. - mama machnęła ręką. - Jai i Ariana mogą spać razem w pokoju bliźniaków.
- A ja na podłodze? - spytał oburzony Luke.
- Broń Boże! - krzyknęła podbiegając do niego i mocno go obściskując. - Ty będziesz spał z Charlie.
Zapadła cisza. Nikt nawet nie śmiał wziąć oddechu. Staliśmy tam jak żywe posągi z kamienia nie ruszając się ani o milimetr.
- No... To tylko propozycja. - wyszeptała zlękniona Ginna. - Nie. Nie. Co ja w ogóle sobie myślę. Nie. To głupi pomysł. Wybaczcie mi.
*Charlie*
Kątem oka zerknęłam na Lukea. On też patrzał w moim kierunku. Posłałam mu spojrzenie "Czy jeśli dla dobra Jaia i Ariany zgodzę się to czy to będzie przejaw zboczeństwa?", a on w odpowiedzi pokręcił przecząco głową.
Tak, nie, tak, nie, tak, nie, tak, nie, tak, nie, tak, nie... Myślałam o tym coraz szybciej.
- Zaraz! - krzyknęłam kiedy wszyscy już zamierzali odejść. - Luke śpi ze mną!
Spaliłam buraka. I po co to robiłaś głupia? Teraz nie wiadomo co sobie pomyślą.
A nich myślą co chcą. Chcę żeby Jai i Ariana (tej drugiej jeszcze nie zdążyłam się przyjrzeć.) mogli się nacieszyć swoją obecnością.
- Charlie, nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. - po raz pierwszy usłyszałam głos Ariany. Był wysoki i niezbyt przyjemny dla uszu.
- Ach tam, ach tam! - machnęłam na tę sprawę ręką. - Przecież nie umrę, prawda?
Zaśmiała się. Śmiech też miała wysoki jeśli tak można powiedzieć.
Dopiero teraz zobaczyłam jej twarz. Miała czerwone... No nie, czerwony to chyba nie był. Miała wiśniowe... (?) włosy, brązowe oczy i taką... Jakby przesłodzoną twarz. Uśmiechała się do mnie przyjaźnie.
- A tak w ogóle i w szczególe to jestem Ariana jak pewnie podejrzewasz.
- Tak. Jai dużo o tobie opowiadał. - no co? Pomyślałam, zawsze robi się miło kiedy powiesz, ze twój chłopak dużo o tobie mówi.
- Jesteś taka urocza! - poczułam się urażona. Naprawdę. Jak malutkie dziecko...
- A ty jesteś śliczna! - postanowiłam się nie obrażać.
- Och, obie jesteśmy śliczne! - uściskała mnie. - Coś czuję, że się jeszcze zaprzyjaźnimy. - powiedziała.
- Byłoby super. - bez większego entuzjazmu zgodziłam się z nią. A co mi tam!
*Luke*
- Wyjdziesz w końcu z tej łazienki czy nie? - strasznie się niecierpliwiłem czekając, aż będę mógł zasnąć. Nie ukryję - byłem podekscytowany tym, że śpię w jednym łóżku z pięknością nad pięknościami, ale to już się robi męczące!
- Luke, daj mi pięć minutek! - dobiegł mnie jej głos z łazienki. - Właśnie rozczesuję włosy!
A po tych zdaniach nastąpiła seria "Auć" i "Och".
- Chodź tu! - rozkazałem jej. Przekręciła klucz w drzwiach i w paru susach znalazła się przy mnie.
- Siad. - usiadła, a ja odebrałem jej szczotkę.
Powoli, dokładnie czesałem jej mokre włosy. Starałem się być bardzo delikatny.
- Wiesz, że to nawet przyjemne... - musnąłem wargami jej skroń i powróciłem do rozczesywania jej włosów. - I miłe.
- No, a teraz gaś światło. - odłożyła szczotkę do łazienki i na moją prośbę zgasiła światło.
Ułożyłem się wygodnie i przykryłem ko... No właśnie. Kocykiem, który był za mały.
- Zimno ci będzie. - stwierdziła dziewczyna. - Chodź tutaj.
Razem w jednym łóżku pod jedną kołdrą przytuliliśmy się do siebie, a ja ucałowałem ją na dobranoc w czółko.
- Sweet dreams! - powiedziałem po czym oboje pochłonął nas sen.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
VIII - Niespodzianka!
*Charlie*
Byliśmy w małej kawiarence na przedmieściach. Niestety do Daniela zadzwoniła pewna osoba (czyt. dziewczyna) i natychmiast się zmył.
Tym razem nie pozwoliłam Lukeowi zamawiać za siebie.
- Jakiego smaku lody mali? - zwrócił się do mnie i do JJ - Justina.
- Gogurtowe, gogurtowe! - piszczał mały.
- A ta mała księżniczka? - niewiarygodne co Luke może wyczyniać z głosem i co się wtedy ze mną dzieje.
- Niech będzie. - mówię i odchodzimy z moim podopiecznym do wolnego stolika.
Kawiarnia nie jest zapełniona po brzegi - widzę tu tylko jakąś parę, staruszkę z siatkami oraz kobietę z biura. Skąd wiem, że pracuje w biurze? Ma przy sobie całą masę papierów, laptopa i jest tak charakterystycznie ubrana...
- Proszę bardzo. Zamówienie gotowe. - podchodzi do nas Brooks z trzema odami o smaku jogurtowym. Na jednym z nich lukrowymi kuleczkami ułożono moje inicjały w serduszku z tych małych, kolorowych kuleczek do jedzenia.
- Ja stawiam. - dodaje pośpiesznie, a ja znowu mam wyrzuty sumienia, że zawsze musi za mnie płacić. Luke widząc moją minę dodaje. - Nie nękaj się. Będziesz miała dużo czasu, żeby postawić mi jakiś obiadek czy coś. - i puszcza do mnie oczko.
Zabieram się do jedzenia loda. Rzeczywiście ma smak jogurtu, a kuleczki są przepyszne. Kiedy przypadkowo brudzę się lodem Lukey Pookey sięga po serwetkę i delikatnie ściera mi jogurtową masę z kącików ust.
- Smakuje. - stwierdza, a to co później zrobił przekracza wszelkie granice ludzkości.
Sięgnął po mojego loda i... Rozmazał mi go na policzku. Zamiast się złościć zaczęłam się śmiać.
- Teraz to ci się dostanie Brooks! - i ja też wysmarowuję go lodem jogurtowym. Na szczęście JJ - Justin nie idzie w nasze ślady.
Zostajemy wyrzuceni z kawiarni za hałasy. Cała nasza trójka śmieje się, a ja i Luke wciąż mamy lody na twarzy. Postanawiamy znaleźć jakąś ławkę (czyt. ławkę i serwetki). W pobliżu nigdzie nie ma żadnej lodziarni która służyłaby nam serwetką. Luke podchodzi do pewnego staruszka, a kiedy klepie go w ramię ten uśmiecha się od ucha do ucha i pyta czy właśnie skończyliśmy wojnę na lody.
Odpowiadamy, że tak. Facet daje nam całą paczkę chusteczek higienicznych i mówi, że jak był w naszym wieku to robili to samo z mlekiem.
- Musimy kiedyś spróbować. - żartuje Lukey.
Biorę od niego chusteczkę i już chcę ścierać mać ze swojej twarzy kiedy niespodziewanie dostaję buziaka prosto w policzek. Przy okazji mój przyjaciel zgarnął trochę jogurtowego loda.
- Ale ty słodko smakujesz! - śmieje się, ale zaraz zaskoczony przerywa. Też dostał ode mnie buziaka.
Całe to czyszczenie zeszło nam całkiem sprawnie - parę buziaków. Lukey nawet wpadł na pomysł żeby zlizać ze mnie trochę jogurtu i oczywiście od razu przystąpił do działania. Było strasznie dużo śmiechu!
Dostałam też buziaka czy dwa od Justina - JJ. To było takie słodkie!
Kiedy już się nawzajem oczyściliśmy i zmyliśmy z siebie "maseczkę upiększającą" dostałam na raz dwa buziaki - w prawy policzek od JJ, a w lewy od jednego z bliźniaków.
- Słodko się rumienisz. - szepnął mi do ucha Luke, a JJ wskoczył mi na kolana.
- Jeśtem zazdrośny! - oznajmił po czym pobiegł na huśtawki.
- I jak tam pierwszy dzień w pracy? - spytał Lukey.
- A widzisz żebym przewijała pieluchy? - na pytanie odpowiedziałam pytaniem.
- Och, jaka szkoda! Chętnie zobaczyłbym jak przewijasz tego małego. - wskazał palcem na JJ który teraz bawił się w piaskownicy.
- Ma na imię JJ. To znaczy Justin.
- Wiem jak ma na imię Charlie. - mówi sarkastycznym tonem. - Czasami chodzi do nas popatrzeć jak jeździmy.
Właśnie coś sobie uświadamiam.
- Jeśli ty go znasz, to znasz też Iwanów! - pacnęłam go w ramię. - Luke, to było wszystko ustalone?! - zmierzwił sobie włosy. - Wiedziałeś, że JJ nie sprawia większych kłopotów i dlatego załatwiłeś mi pracę u nich?!
- Poprawka, sama sobie załatwiłaś. Ja tylko podsunąłem pomysł. - wstał z ławki i zaczął się niepewnie oddalać tak jakby wiedział, że właśnie zaraz zamierzam zacząć za nim biec.
Uciekał wokół drzew, tak żebyśmy byli blisko chłopczyka. Cha! Jestem szybsza Lukey!
Złapałam go za kurtkę, a on "przewrócił" się na ziemię. Ja razem z nim.
- Jesteś świnią Brooks! - wołam, a on zalewa się łzami śmiechu. - Czy to, że mieliście się spotkać z JJ na rampie było ustalone?
- Nie no, co ty! Nawet nie wiedziałem, że chcieliście dzisiaj wyjść na dwór! - złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. - Ale jesteś szczęśliwa, że nie spędziłaś całego dnia na tamtej ławce, prawda?
- Jesteś dupkiem Brooks. - nie mówiłam tego bo byłam na niego zła.
- Jesteś szczęśliwa? - spytał poważnym tonem. Nawet nie zauważyłam kiedy przenieśliśmy się do pozycji siedzącej.
Zastanowiłam się chwilę.
- Jestem. - odpowiedziałam niepewnie.
- Ale to nie jest stuprocentowe szczęście, prawda?
- Nie jest. - potwierdziłam.
- Czego ci potrzeba do pełni szczęścia? - zdziwiło mnie jego pytanie, ale odpowiedziałam.
- Chciałabym... - czekał cierpliwie. - Chciałabym mieć lepsze stosunki z moją mamą...
- Coś jeszcze?
- Tak. Chciałabym już nie być tą starą Charlie. - nie zrozumiał, zmarszczył czoło.
- Jak to?
- Widzisz... Od zawsze jestem taka... - nie umiałam dobrać odpowiednich słów.
- Taka jak teraz? - podsunął.
- Może być. Od zawsze jestem taka jak teraz.
- Czyli chcesz zmienić swój charakter? - spytał.
- Nie. No, niezupełnie. Nie chcę być z zewnątrz już tą samą, nudną dziewczyną. Bo odkąd tutaj jestem ciągle coś się dzieje. A to złamałam nos. - dotknęłam swojego nosa. - A to mam rękę skręconą, albo mam pracę... Ciągle coś się dzieje. U mnie zawsze było nudno. - posmutniałam.
- Czyli chcesz zmienić swój wygląd? - upewnił się.
- Tak. Chyba tak. Jeśli to mi pomoże to tak.
*Luke*
- Nie martw się. - pogłaskałem ją czule po włosach, a ona oparła się czołem o moje ramię. - Nie pozwolę, żebyś kiedykolwiek już się nudziła.
Uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś kochany. - wyszeptała. Jestem kochany, jestem kochany... Muszę jej kiedyś przypomnieć jak będzie na mnie zła, że przecież ja JESTEM KOCHANY!
- Co się tak śmiejesz? - spytała. No tak, ja i ten mój głupi uśmiech.
- Nic, nic. Myślałem o tym, że jak znowu zrobię coś za co będziesz zła to powiem ci, że jestem kochany. - ostatnie dwa słowa wykrzyczałem. Zatkała mi buzię dłonią.
- Przestań się wydzierać. - upomniała mnie.
- To mnie pocałuj. - wypaliłem bez namysłu. Ale wtopa!
Charlie zerknęła na mnie podejrzliwie po czym wstała. Poszedłem w jej ślady.
- Hej, Charlie! - zatrzymałem ją. Nie odkryłem czy była zła, czy się obraziła, ponieważ cały czas stała tyłem do mnie. - Nie chciałem... Ech... - zmierzwiłem sobie włosy. - Wiesz jaki jestem... Coś powiem zanim przemyślę...
Odwróciła się. Miała rozbawioną minę. Wszystko tylko nie to, pomyślałem. Wszystko!
- No chodź już! - pociągnęła mnie za rękaw mojej bluzy z "Obey".
*Jai*
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Już idę! - zawołałem i odłożyłem swojego laptopa.
Pierwszą osobą która wpadła mi do głowy był Luke. Jeździł gdzieś na desce czy coś... Więc krzyknąłem:
- Luke, ty dupku! Kluczy nie umiesz ze sobą zabrać?! - ale odpowiedział mi cichy chichot zza drzwi.
Otworzyłem, a na moją szyję rzuciła się... Ariana!
- Co ty tutaj robisz? - spytałem. Nigdy nie mogę uwierzyć, że właśnie to ONA przylatuje do mnie.
- No jak to co? Mówiłam ci, że przylecę was odwiedzić! - odpowiedziała, a w jej oczach pojawiły się iskierki. Pocałowałem ją w usta.
- Mogłaś zadzwonić! Przyjechałbym na lotnisko!
- Jai, chciałam żeby to była niespodzianka. - powiedziała poważnym tonem.
- W pełni się udała. - rozpromieniła się. Zabrałem jej walizki i zaniosłem na górę.
- Ari... - odchrząknąłem. - Gdzie będziesz spała?
- Och... Mogę spać nawet i na podłodze!
Czy wspominałem kiedyś, że moja dziewczyna jest nienormalna? Ach, tak. Chyba z parę razy.
- Zaniosę twoje walizki do mojego pokoju. - powiedziałem, a Ariana zaproponowała, że zrobi mi kakao.
- Cudownie, że u was prawie nic się nie zmienia! - powiedziała podając mi kubek z gorącą cieczą. - A gdzie reszta? Twoja mama, Beau, Luke... Charlie?
- Mama jest u koleżanek o ile dobrze wiem, Beau jeździ gdzieś samochodem (czyt. możliwe, że śledzi Charlie), Luke wziął deskę i wyruszył na podbój świata, a Lie znalazła pracę...
- Och, pracę? - była zainteresowana dziewczyną. - Co robi?
- Opiekuje się dzieckiem... Takiego jednego bogatego gościa. Tutaj o okolicy.
- Nie przeszkadza jej to?
- Ani trochę... Chyba. Dzisiaj ma pierwszy dzień.
- Okey. Więc oglądamy filmy! - włączyła telewizor i rzuciła się na kanapę. Objąłem ją ramieniem, a ona nastawiła jakąś komedię romantyczną.
*Beau*
Nie. Wcale nie śledziłem Charlie! Co wy sobie o mnie myślicie! Byłem na przejażdżce. Autem.
Jeździłem po okolicy... Po co? Chciałem się oderwać. Może też szukałem kogoś kto w moim sercu mógłby zastąpić miejsce Charlie?
Przecież nie byłem głupi, wiedziałem co się święci.
Charlie + Lukey Pookey = ♥♥♥
A ja miałem zostać poszkodowany.
Dobra, muszę się przyznać. Zakochałem się... Ale czy idzie tak od razu? Tak, że po paru dniach znajomości czujesz, że to właśnie ją kochasz? Najwyraźniej tak. Jestem tego przykładem.
Próbowałem się skupić na dziewczynach które szły ulicami miasta. Trudno jest się skoncentrować na czymś innym wiedząc co się ma stać. Przecież to widać na pierwszy rzut oka. On się do niej klei, a ona do niego...
Westchnąłem. Chyba to nie ja miałem się zakochać w naszym gościu...
Widziałem różne, śliczne dziewczyny, ale żadna nie była w stanie urodą dorównać Lie. Spróbowałem skupić się na tym co każdą od siebie różni...
Ta miała zgrabny, mały nosek. O, a tamta kasztanowe włosy. A jeszcze inna miała tatuaż na nadgarstku...
Ale po pewnym czasie obserwowania zauważałem tylko to co tamte dziewczyny miały wspólnego z Miki Mouse.
Tamta miała taki sam uśmiech, a tamta podobny kolor oczu... Tamta miała taką samą bluzkę co Charlie!
To mnie kiedyś wykończy, powiedziałem sam do siebie i zawróciłem w stronę domu.
*Charlie*
Szliśmy w kierunku domu Justina - JJ. Właściwie to ja i JJ szliśmy - Brooks jechał na deskorolce po ulicy... Nagle wydało mi się to szokujące - on jeździł po lewej stronie!
- Luke! - krzyknęłam. - Luke, zjedź na prawą stronę!
Wołałam jak wariatka, a ten dalej jechał po lewej stronie śmiejąc się ze mnie.
- No co? - pisnęłam i złapałam za rękę chłopczyka który szedł u mojego boku.
- Jeszcze nie zauważyłaś? - uśmiechnął się.
- Ale co miałam zauważyć? - byłam w kropce. Luke zaśmiał się nerwowo po czym zeskoczył z deskorolki i zjawił się tuż obok mnie.
- Dziecinko. - zaczął, a ja już wiedziałam... W Australii jeździ się po lewej stronie! Spaliłam buraka.
- Miałam prawo nie wiedzieć. - burknęłam urażona, że nie powiedział mi wcześniej.
Spontanicznie złapał moją rękę i chociaż próbowałam wyrwać mu ją nie ustępował. Zerknęłam na niego kątem oka i poddałam się - nie miałam ochoty walczyć.
- Tso byl supra dzin. - powiedział z powagą Justin po czym zaczął skakać z nogi na nogę. Uśmiechnęłam się pod nosem, tak słodko seplenił!
A Lukey widząc to zrobił obrażoną minkę po czym powiedział:
- A mną byś się też tak zajmowała gdybym slotko sepenił? - dwa ostatnie słowa próbował wymówić w charakterystyczny dla JJ sposób. Pacnęłam go w ramię. - Za co?! - oburzył się.
- Zazdrośnik. - stwierdziłam po czym wzięłam Justina - JJ na ręce.
- Nie cem bebyś śiobie posła! - powiedział ze smutkiem po czym przytulił się do mnie. Stanęły mi łzy w oczach.
- Ja też nie chcę. - wyszeptałam odrywając jego małe, chude łapki od swojej szyi. - Ale musisz już grzecznie pójść umyć ząbki i zasnąć.
- Poćytaś mi? - zapytał błagalnym tonem. Spojrzałam na Lukeya, ale ten wyraźnie udawał, że nie interesuje go nasza wymiana zdań.
- Ale tylko chwilkę. - odpowiedziałam po czym otworzyłam przed dzieciakiem drzwi. Mały popędził do swojego pokoju.
- Tylko dokładnie umyj zęby! - krzyknęłam za nim, a on zbiegł po schodach i korzystając z tego, że przykucnęłam pocałował mnie w policzek. Był to bardzo miły całus. A potem wrócił do pokoju.
- Bo zacznę być zazdrosny! - Luke wzniósł oczy do nieba.
- Nie wiem czegoś? - zapytałam. - Wiesz... Zawsze mile przyjmę, że mam jakiegoś adoratora. - zaśmiał się.
- Jednego już masz. Mogę być drugim. - przeszyły mnie zimne dreszcze. - To co? Śniadanie do łóżka?
Zażartował.
- Mógłbyś być bardziej pomysłowy. - znowu śmiech.
- Lepiej już idź. Zaraz pewnie wskoczy ci do łóżka. - walnęłam go w ramię. - No co?
- Idziesz ze mną. - zadecydowałam za niego, a widząc jego wzrok dodałam. - Jak za długo czytam to mam chrypkę.
- O, o, o...! - wykrzyknął mój przyjaciel. - W końcu się czegoś o tobie dowiaduję!
- Ciekawostka numer jeden.
- A jaka jest numer dwa? - zamyśliłam się.
- Panicznie boję się pająków. Mam na tym punkcie obsesję. No i kaczki.
- Co kaczki? - zdziwił się.
- Boję się kaczek. - wyjaśniłam, a on zrobił duże oczy.
- Więc nigdy nie karmiłaś kaczek?
- Tak.
- Idź ciągle na przód i na przód... - zanucił i wykonał charakterystyczny ruch rąk dla tańca hula.
- Dobra, a jaka jest ciekawostka numer trzy? - już miałam mu odpowiedzieć, ale z pokoju JJ - Justina dobiegł mnie jego głos:
- Cytamy?
- Już idę! - odkrzyknęłam i zdałam sobie sprawę, że w domu nikogo prócz gosposi nie ma. Złapałam Lukeya za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Dobry wieczór! - powiedziałam kiedy ją zobaczyłam.
- Dobry, dobry... - zerknęła na nasze splecione ręce. - To twój... Chłopak? - zaczerpnęłam powietrza by jej zaprzeczyć, ale wyprzedził mnie Luke.
- Tak. Jesteśmy razem. - przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował w policzek.
I co ja mam teraz zrobić? Powiedzieć "Luke, co ty bredzisz?", a wtedy gosposia postrzegłaby go jako kłamce. Nie miałam wyjścia - musiałam udawać, że jesteśmy parą.
- Słodko razem wyglądacie! - klasnęła w dłonie po czym ulotniła się.
- Luke! - chciałam na niego nakrzyczeć, ale w porę przypomniałam sobie o JJ.
- No co? - przekomarzał się ze mną. - Kochanie.
- Chodź już. - zrezygnowana pociągnęłam go do pokoju malucha.
- Czyżby zapowiadała się noc pełna wrażeń?
- Tak, z książką i kocykiem.
__________________________________________________________________________________
Małe ogłoszenie o którym zapewne wiecie - Jai i Ariana zerwali ;_________; Ale w moim opowiadaniu nadal będą razem <3
Byliśmy w małej kawiarence na przedmieściach. Niestety do Daniela zadzwoniła pewna osoba (czyt. dziewczyna) i natychmiast się zmył.
Tym razem nie pozwoliłam Lukeowi zamawiać za siebie.
- Jakiego smaku lody mali? - zwrócił się do mnie i do JJ - Justina.
- Gogurtowe, gogurtowe! - piszczał mały.
- A ta mała księżniczka? - niewiarygodne co Luke może wyczyniać z głosem i co się wtedy ze mną dzieje.
- Niech będzie. - mówię i odchodzimy z moim podopiecznym do wolnego stolika.
Kawiarnia nie jest zapełniona po brzegi - widzę tu tylko jakąś parę, staruszkę z siatkami oraz kobietę z biura. Skąd wiem, że pracuje w biurze? Ma przy sobie całą masę papierów, laptopa i jest tak charakterystycznie ubrana...
- Proszę bardzo. Zamówienie gotowe. - podchodzi do nas Brooks z trzema odami o smaku jogurtowym. Na jednym z nich lukrowymi kuleczkami ułożono moje inicjały w serduszku z tych małych, kolorowych kuleczek do jedzenia.
- Ja stawiam. - dodaje pośpiesznie, a ja znowu mam wyrzuty sumienia, że zawsze musi za mnie płacić. Luke widząc moją minę dodaje. - Nie nękaj się. Będziesz miała dużo czasu, żeby postawić mi jakiś obiadek czy coś. - i puszcza do mnie oczko.
Zabieram się do jedzenia loda. Rzeczywiście ma smak jogurtu, a kuleczki są przepyszne. Kiedy przypadkowo brudzę się lodem Lukey Pookey sięga po serwetkę i delikatnie ściera mi jogurtową masę z kącików ust.
- Smakuje. - stwierdza, a to co później zrobił przekracza wszelkie granice ludzkości.
Sięgnął po mojego loda i... Rozmazał mi go na policzku. Zamiast się złościć zaczęłam się śmiać.
- Teraz to ci się dostanie Brooks! - i ja też wysmarowuję go lodem jogurtowym. Na szczęście JJ - Justin nie idzie w nasze ślady.
Zostajemy wyrzuceni z kawiarni za hałasy. Cała nasza trójka śmieje się, a ja i Luke wciąż mamy lody na twarzy. Postanawiamy znaleźć jakąś ławkę (czyt. ławkę i serwetki). W pobliżu nigdzie nie ma żadnej lodziarni która służyłaby nam serwetką. Luke podchodzi do pewnego staruszka, a kiedy klepie go w ramię ten uśmiecha się od ucha do ucha i pyta czy właśnie skończyliśmy wojnę na lody.
Odpowiadamy, że tak. Facet daje nam całą paczkę chusteczek higienicznych i mówi, że jak był w naszym wieku to robili to samo z mlekiem.
- Musimy kiedyś spróbować. - żartuje Lukey.
Biorę od niego chusteczkę i już chcę ścierać mać ze swojej twarzy kiedy niespodziewanie dostaję buziaka prosto w policzek. Przy okazji mój przyjaciel zgarnął trochę jogurtowego loda.
- Ale ty słodko smakujesz! - śmieje się, ale zaraz zaskoczony przerywa. Też dostał ode mnie buziaka.
Całe to czyszczenie zeszło nam całkiem sprawnie - parę buziaków. Lukey nawet wpadł na pomysł żeby zlizać ze mnie trochę jogurtu i oczywiście od razu przystąpił do działania. Było strasznie dużo śmiechu!
Dostałam też buziaka czy dwa od Justina - JJ. To było takie słodkie!
Kiedy już się nawzajem oczyściliśmy i zmyliśmy z siebie "maseczkę upiększającą" dostałam na raz dwa buziaki - w prawy policzek od JJ, a w lewy od jednego z bliźniaków.
- Słodko się rumienisz. - szepnął mi do ucha Luke, a JJ wskoczył mi na kolana.
- Jeśtem zazdrośny! - oznajmił po czym pobiegł na huśtawki.
- I jak tam pierwszy dzień w pracy? - spytał Lukey.
- A widzisz żebym przewijała pieluchy? - na pytanie odpowiedziałam pytaniem.
- Och, jaka szkoda! Chętnie zobaczyłbym jak przewijasz tego małego. - wskazał palcem na JJ który teraz bawił się w piaskownicy.
- Ma na imię JJ. To znaczy Justin.
- Wiem jak ma na imię Charlie. - mówi sarkastycznym tonem. - Czasami chodzi do nas popatrzeć jak jeździmy.
Właśnie coś sobie uświadamiam.
- Jeśli ty go znasz, to znasz też Iwanów! - pacnęłam go w ramię. - Luke, to było wszystko ustalone?! - zmierzwił sobie włosy. - Wiedziałeś, że JJ nie sprawia większych kłopotów i dlatego załatwiłeś mi pracę u nich?!
- Poprawka, sama sobie załatwiłaś. Ja tylko podsunąłem pomysł. - wstał z ławki i zaczął się niepewnie oddalać tak jakby wiedział, że właśnie zaraz zamierzam zacząć za nim biec.
Uciekał wokół drzew, tak żebyśmy byli blisko chłopczyka. Cha! Jestem szybsza Lukey!
Złapałam go za kurtkę, a on "przewrócił" się na ziemię. Ja razem z nim.
- Jesteś świnią Brooks! - wołam, a on zalewa się łzami śmiechu. - Czy to, że mieliście się spotkać z JJ na rampie było ustalone?
- Nie no, co ty! Nawet nie wiedziałem, że chcieliście dzisiaj wyjść na dwór! - złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. - Ale jesteś szczęśliwa, że nie spędziłaś całego dnia na tamtej ławce, prawda?
- Jesteś dupkiem Brooks. - nie mówiłam tego bo byłam na niego zła.
- Jesteś szczęśliwa? - spytał poważnym tonem. Nawet nie zauważyłam kiedy przenieśliśmy się do pozycji siedzącej.
Zastanowiłam się chwilę.
- Jestem. - odpowiedziałam niepewnie.
- Ale to nie jest stuprocentowe szczęście, prawda?
- Nie jest. - potwierdziłam.
- Czego ci potrzeba do pełni szczęścia? - zdziwiło mnie jego pytanie, ale odpowiedziałam.
- Chciałabym... - czekał cierpliwie. - Chciałabym mieć lepsze stosunki z moją mamą...
- Coś jeszcze?
- Tak. Chciałabym już nie być tą starą Charlie. - nie zrozumiał, zmarszczył czoło.
- Jak to?
- Widzisz... Od zawsze jestem taka... - nie umiałam dobrać odpowiednich słów.
- Taka jak teraz? - podsunął.
- Może być. Od zawsze jestem taka jak teraz.
- Czyli chcesz zmienić swój charakter? - spytał.
- Nie. No, niezupełnie. Nie chcę być z zewnątrz już tą samą, nudną dziewczyną. Bo odkąd tutaj jestem ciągle coś się dzieje. A to złamałam nos. - dotknęłam swojego nosa. - A to mam rękę skręconą, albo mam pracę... Ciągle coś się dzieje. U mnie zawsze było nudno. - posmutniałam.
- Czyli chcesz zmienić swój wygląd? - upewnił się.
- Tak. Chyba tak. Jeśli to mi pomoże to tak.
*Luke*
- Nie martw się. - pogłaskałem ją czule po włosach, a ona oparła się czołem o moje ramię. - Nie pozwolę, żebyś kiedykolwiek już się nudziła.
Uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś kochany. - wyszeptała. Jestem kochany, jestem kochany... Muszę jej kiedyś przypomnieć jak będzie na mnie zła, że przecież ja JESTEM KOCHANY!
- Co się tak śmiejesz? - spytała. No tak, ja i ten mój głupi uśmiech.
- Nic, nic. Myślałem o tym, że jak znowu zrobię coś za co będziesz zła to powiem ci, że jestem kochany. - ostatnie dwa słowa wykrzyczałem. Zatkała mi buzię dłonią.
- Przestań się wydzierać. - upomniała mnie.
- To mnie pocałuj. - wypaliłem bez namysłu. Ale wtopa!
Charlie zerknęła na mnie podejrzliwie po czym wstała. Poszedłem w jej ślady.
- Hej, Charlie! - zatrzymałem ją. Nie odkryłem czy była zła, czy się obraziła, ponieważ cały czas stała tyłem do mnie. - Nie chciałem... Ech... - zmierzwiłem sobie włosy. - Wiesz jaki jestem... Coś powiem zanim przemyślę...
Odwróciła się. Miała rozbawioną minę. Wszystko tylko nie to, pomyślałem. Wszystko!
- No chodź już! - pociągnęła mnie za rękaw mojej bluzy z "Obey".
*Jai*
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Już idę! - zawołałem i odłożyłem swojego laptopa.
Pierwszą osobą która wpadła mi do głowy był Luke. Jeździł gdzieś na desce czy coś... Więc krzyknąłem:
- Luke, ty dupku! Kluczy nie umiesz ze sobą zabrać?! - ale odpowiedział mi cichy chichot zza drzwi.
Otworzyłem, a na moją szyję rzuciła się... Ariana!
- Co ty tutaj robisz? - spytałem. Nigdy nie mogę uwierzyć, że właśnie to ONA przylatuje do mnie.
- No jak to co? Mówiłam ci, że przylecę was odwiedzić! - odpowiedziała, a w jej oczach pojawiły się iskierki. Pocałowałem ją w usta.
- Mogłaś zadzwonić! Przyjechałbym na lotnisko!
- Jai, chciałam żeby to była niespodzianka. - powiedziała poważnym tonem.
- W pełni się udała. - rozpromieniła się. Zabrałem jej walizki i zaniosłem na górę.
- Ari... - odchrząknąłem. - Gdzie będziesz spała?
- Och... Mogę spać nawet i na podłodze!
Czy wspominałem kiedyś, że moja dziewczyna jest nienormalna? Ach, tak. Chyba z parę razy.
- Zaniosę twoje walizki do mojego pokoju. - powiedziałem, a Ariana zaproponowała, że zrobi mi kakao.
- Cudownie, że u was prawie nic się nie zmienia! - powiedziała podając mi kubek z gorącą cieczą. - A gdzie reszta? Twoja mama, Beau, Luke... Charlie?
- Mama jest u koleżanek o ile dobrze wiem, Beau jeździ gdzieś samochodem (czyt. możliwe, że śledzi Charlie), Luke wziął deskę i wyruszył na podbój świata, a Lie znalazła pracę...
- Och, pracę? - była zainteresowana dziewczyną. - Co robi?
- Opiekuje się dzieckiem... Takiego jednego bogatego gościa. Tutaj o okolicy.
- Nie przeszkadza jej to?
- Ani trochę... Chyba. Dzisiaj ma pierwszy dzień.
- Okey. Więc oglądamy filmy! - włączyła telewizor i rzuciła się na kanapę. Objąłem ją ramieniem, a ona nastawiła jakąś komedię romantyczną.
*Beau*
Nie. Wcale nie śledziłem Charlie! Co wy sobie o mnie myślicie! Byłem na przejażdżce. Autem.
Jeździłem po okolicy... Po co? Chciałem się oderwać. Może też szukałem kogoś kto w moim sercu mógłby zastąpić miejsce Charlie?
Przecież nie byłem głupi, wiedziałem co się święci.
Charlie + Lukey Pookey = ♥♥♥
A ja miałem zostać poszkodowany.
Dobra, muszę się przyznać. Zakochałem się... Ale czy idzie tak od razu? Tak, że po paru dniach znajomości czujesz, że to właśnie ją kochasz? Najwyraźniej tak. Jestem tego przykładem.
Próbowałem się skupić na dziewczynach które szły ulicami miasta. Trudno jest się skoncentrować na czymś innym wiedząc co się ma stać. Przecież to widać na pierwszy rzut oka. On się do niej klei, a ona do niego...
Westchnąłem. Chyba to nie ja miałem się zakochać w naszym gościu...
Widziałem różne, śliczne dziewczyny, ale żadna nie była w stanie urodą dorównać Lie. Spróbowałem skupić się na tym co każdą od siebie różni...
Ta miała zgrabny, mały nosek. O, a tamta kasztanowe włosy. A jeszcze inna miała tatuaż na nadgarstku...
Ale po pewnym czasie obserwowania zauważałem tylko to co tamte dziewczyny miały wspólnego z Miki Mouse.
Tamta miała taki sam uśmiech, a tamta podobny kolor oczu... Tamta miała taką samą bluzkę co Charlie!
To mnie kiedyś wykończy, powiedziałem sam do siebie i zawróciłem w stronę domu.
*Charlie*
Szliśmy w kierunku domu Justina - JJ. Właściwie to ja i JJ szliśmy - Brooks jechał na deskorolce po ulicy... Nagle wydało mi się to szokujące - on jeździł po lewej stronie!
- Luke! - krzyknęłam. - Luke, zjedź na prawą stronę!
Wołałam jak wariatka, a ten dalej jechał po lewej stronie śmiejąc się ze mnie.
- No co? - pisnęłam i złapałam za rękę chłopczyka który szedł u mojego boku.
- Jeszcze nie zauważyłaś? - uśmiechnął się.
- Ale co miałam zauważyć? - byłam w kropce. Luke zaśmiał się nerwowo po czym zeskoczył z deskorolki i zjawił się tuż obok mnie.
- Dziecinko. - zaczął, a ja już wiedziałam... W Australii jeździ się po lewej stronie! Spaliłam buraka.
- Miałam prawo nie wiedzieć. - burknęłam urażona, że nie powiedział mi wcześniej.
Spontanicznie złapał moją rękę i chociaż próbowałam wyrwać mu ją nie ustępował. Zerknęłam na niego kątem oka i poddałam się - nie miałam ochoty walczyć.
- Tso byl supra dzin. - powiedział z powagą Justin po czym zaczął skakać z nogi na nogę. Uśmiechnęłam się pod nosem, tak słodko seplenił!
A Lukey widząc to zrobił obrażoną minkę po czym powiedział:
- A mną byś się też tak zajmowała gdybym slotko sepenił? - dwa ostatnie słowa próbował wymówić w charakterystyczny dla JJ sposób. Pacnęłam go w ramię. - Za co?! - oburzył się.
- Zazdrośnik. - stwierdziłam po czym wzięłam Justina - JJ na ręce.
- Nie cem bebyś śiobie posła! - powiedział ze smutkiem po czym przytulił się do mnie. Stanęły mi łzy w oczach.
- Ja też nie chcę. - wyszeptałam odrywając jego małe, chude łapki od swojej szyi. - Ale musisz już grzecznie pójść umyć ząbki i zasnąć.
- Poćytaś mi? - zapytał błagalnym tonem. Spojrzałam na Lukeya, ale ten wyraźnie udawał, że nie interesuje go nasza wymiana zdań.
- Ale tylko chwilkę. - odpowiedziałam po czym otworzyłam przed dzieciakiem drzwi. Mały popędził do swojego pokoju.
- Tylko dokładnie umyj zęby! - krzyknęłam za nim, a on zbiegł po schodach i korzystając z tego, że przykucnęłam pocałował mnie w policzek. Był to bardzo miły całus. A potem wrócił do pokoju.
- Bo zacznę być zazdrosny! - Luke wzniósł oczy do nieba.
- Nie wiem czegoś? - zapytałam. - Wiesz... Zawsze mile przyjmę, że mam jakiegoś adoratora. - zaśmiał się.
- Jednego już masz. Mogę być drugim. - przeszyły mnie zimne dreszcze. - To co? Śniadanie do łóżka?
Zażartował.
- Mógłbyś być bardziej pomysłowy. - znowu śmiech.
- Lepiej już idź. Zaraz pewnie wskoczy ci do łóżka. - walnęłam go w ramię. - No co?
- Idziesz ze mną. - zadecydowałam za niego, a widząc jego wzrok dodałam. - Jak za długo czytam to mam chrypkę.
- O, o, o...! - wykrzyknął mój przyjaciel. - W końcu się czegoś o tobie dowiaduję!
- Ciekawostka numer jeden.
- A jaka jest numer dwa? - zamyśliłam się.
- Panicznie boję się pająków. Mam na tym punkcie obsesję. No i kaczki.
- Co kaczki? - zdziwił się.
- Boję się kaczek. - wyjaśniłam, a on zrobił duże oczy.
- Więc nigdy nie karmiłaś kaczek?
- Tak.
- Idź ciągle na przód i na przód... - zanucił i wykonał charakterystyczny ruch rąk dla tańca hula.
- Dobra, a jaka jest ciekawostka numer trzy? - już miałam mu odpowiedzieć, ale z pokoju JJ - Justina dobiegł mnie jego głos:
- Cytamy?
- Już idę! - odkrzyknęłam i zdałam sobie sprawę, że w domu nikogo prócz gosposi nie ma. Złapałam Lukeya za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Dobry wieczór! - powiedziałam kiedy ją zobaczyłam.
- Dobry, dobry... - zerknęła na nasze splecione ręce. - To twój... Chłopak? - zaczerpnęłam powietrza by jej zaprzeczyć, ale wyprzedził mnie Luke.
- Tak. Jesteśmy razem. - przyciągnął mnie bliżej siebie i pocałował w policzek.
I co ja mam teraz zrobić? Powiedzieć "Luke, co ty bredzisz?", a wtedy gosposia postrzegłaby go jako kłamce. Nie miałam wyjścia - musiałam udawać, że jesteśmy parą.
- Słodko razem wyglądacie! - klasnęła w dłonie po czym ulotniła się.
- Luke! - chciałam na niego nakrzyczeć, ale w porę przypomniałam sobie o JJ.
- No co? - przekomarzał się ze mną. - Kochanie.
- Chodź już. - zrezygnowana pociągnęłam go do pokoju malucha.
- Czyżby zapowiadała się noc pełna wrażeń?
- Tak, z książką i kocykiem.
__________________________________________________________________________________
Małe ogłoszenie o którym zapewne wiecie - Jai i Ariana zerwali ;_________; Ale w moim opowiadaniu nadal będą razem <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)






