poniedziałek, 24 lutego 2014

XXXV - Zamknij się!

*Jai*
Znalazłszy się w parku rozładowałem swoją złość na koszu na śmieci, który stał nieopodal. Bolała mnie potem noga, ale nic sobie z tego nie robiłem.
Parę razy ktoś próbował odciągnąć mnie na bok, ale po paru razach ten ktoś dał za wygraną i odszedł.
I dobrze, pomyślałem, ale zaraz zrobiło mi się smutniej.
Byłem sam.
I znowu ktoś odciągał mnie od kosza. Tym razem silne ramiona jakiegoś grubasa zdołały przeciągnąć mnie do ławeczki. Usiadłem na niej zdyszany.
Cholera, policja! Nie żebym się bał jakiejś gliny. Miałem ostatnio trochę na pieńku z tymi skurwysynami i nie chciałbym wpaść kolejny raz.
- To będzie stawianie oporu i niszczenie mienia. - usłyszałem. - I napaść na policjanta.
Wyjął chusteczkę i przyłożył sobie do nosa. Upierdliwy typek.
Postanowiłem nie zwracać na niego uwagi i chciałem odejść, kiedy kobieca dłoń chwyciła mnie za rękę i wykręciła ją do tyłu.
- Niezły chwyt maleńka. - powiedziałem i próbowałem wyplątać się w uścisku.
- Słuchaj grzecznie... Pana Policjanta. - ton jej głosu był szorstki. Oczy błyszczały, wręcz iskrzyły się. Nie widziałem jej twarzy, ponieważ miała na głowie kaptur. Jedyne co mogłem wyczuć po głosie, że jest to jeszcze młoda dziewczyna.
Puściła mnie lecz nie odeszła. Niechętnie zwróciłem wzrok na policjanta.
Był gruby, na pewno miał nadwagę. Co ja mówię - był otyły. Coraz częściej będziemy spotykali grubasów, pomyślałem. Hamburgery, frytki...
Nie wyróżniał się jakoś bardzo. Nie był ani silny, ani sprawny. Ok, no... Może miał wystarczająco dużo siły, żeby odciągnąć takiego gościa jak ja. Widziałem jednak jak ciężko dyszy.
Gdyby udało mi się teraz uciec...
Zerwałem się na nogi i ruszyłem w stronę bramy. Miałem co najmniej trzy sekundy przewagi. Jeśli oczywiście zaczęli mnie gonić.
Tak, pościg ruszył za mną. Ciężkie kroki grubasa odbijały się echem w mojej głowie. Schudnij, pomyślałem zirytowany, że tacy ludzie w ogóle mogą chodzić po ziemi.
Dziewczyna niewątpliwie też udała się za mną w pościg. Ciekaw byłem, czy biega równie szybko jak ja.
Usłyszałem wystrzał z broni i padłem na ziemię. W tej samej chwili rozwścieczona dziewczyna schwytała mnie.
- Pieprz się. - powiedziałem raczej sam do siebie.
- Na pewno nie z tobą. - założyłam mi kajdanki. No pięknie, ale żeś mnie dziewczyno wkopała.
Przypomniałem sobie o wystrzale. Chyba to ona strzelała, bo grubasek nie dałby rady.
Zerknąłem na prawą stopę. Nic nie krwawiło. To dobrze. Jednak byłem zaskoczony wystrzałem. Celowała w moją stronę!
- Cholera, chciałaś mnie zabić?! - krzyknąłem, a ona wymierzyła mi cios w policzek.
- Jeszcze jeden raz Brooks... Jeszcze jeden. - jęknąłem z bólu. - A teraz grzecznie zapłać za szkody.
Byłem posłuszny. Ta mała diablica, brzydula, cholerny demon mnie zeżre, jeśli tego nie zrobię.
- Ile się należy, Panie Władzo? - zapytałem próbując podnieść się z ziemi.


- Strzelałaś we mnie. Idiotka. - skwitowałem. Znajdowałem się aktualnie na posterunku policji. Areszt. 24 godziny spędzone w areszcie, a ze mną ona. Albo inaczej - ona pilnująca mnie.
- Cieszyłabym się, gdybyś dostał tą kulką w łeb. - oszołomiony popatrzyłem na nią.
Na pierwszy rzut oka wyglądała jak niegroźna dziewczyna. Proste włosy związane w kucyk, brązowe oczy, długie rzęsy. Była chuda, nawet bardzo. Wydawała się krucha. To było wprost niemożliwe, żeby miała w sobie tyle siły.
Zapisywała coś na kartce - z pewnością to był raport.
- Nie gap się. - usłyszałem jej szorstki głos. Próbowała udawać, że nic ją nie obchodzi to, że przez nią człowiek mógł być już martwy. - Celowałam obok nogi.
Uśmiechnąłem się drwiąco.
- Mógłbym teraz podać cię do sądu.
- Hola, hola! Inaczej byś się nie zatrzymał. - podniosła brązowe oczy znad kartki. Miała przeciętną urodę zwykłej nastolatki. Nie rzucała się w oczy, nie była super-ładna. Arogancka, nieuprzejma.
O dziwo uśmiechnęła się do mnie.
- Posiedzisz sobie tutaj, pomyślisz trochę i zwolnisz.
- Posiedzę z tobą i będę zatruwał ci życie przez 24 godziny. Przyjemne, prawda? - zaśmiała się. Lama, pomyślałem.
- Nie będę siedziała tutaj całą noc.
- Przyjdzie grubas?
- To Eddy. Nie. Mój kumpel Shoot. On jest ostry.
- Jak chili?
- Gorzej.
- Gorszy od ciebie to chyba nikt nie może być.
- Zamknij się!

niedziela, 16 lutego 2014

XXXIV - Jesteś...

*Luke*
Obudziłem się, a jej przy mnie nie było. Druga strona łóżka jakby nie dawała znaku życia. Przestraszyłem się.
Czym prędzej zerwałem się z łóżka i pobiegłem najpierw do łazienki. Nie było jej tam.
Kolejno przeszukałem cały dom. Nie licząc moich braci, którzy siedzieli wygodnie na tarasie nic się tutaj nie
działo. Zapytałem się ich, czy nie widzieli dzisiejszego poranka Charlie, ale byli zbyt zajęci sziszą, żeby mi odpowiedzieć.
Mamy nie było, a mój niepokój narastał z każdą minutą. Co ja mówię! - z każdą sekundą, kiedy przeszukiwałem każdy zakamarek domu.
Wychodząc na balkon zobaczyłem ją w ogrodzie. Ulżyło mi. Nic jej nie jest.
Miała na sobie ogrodniczki i kalosze w kwiatki. Na głowę założyła kapelusz. Jej twarz - choć zmęczona i blada uśmiechała się, a w oczach błyskały miliony iskierek, które dodawały jej uroku.
Przy jej nogach plątała się Lala. Chyba postanowiła być strażnikiem mojej księżniczki, bo nie odstępowałą jej na krok.
Charlie plewiła ogródek i podlewała kwiatki. No tak, kiedy zachorowała nikt nie przejmował się takimi drobiazgami.
Kiedy odwróciła się w moja stronę na jej twarzy dostrzegłem determinację. Nadal była piękna - pomimo bladości jej cery i braku włosów. Przerażało mnie tylko to, że taka krucha osoba mogłaby nagle odejść z mojego życia.
- Brzydula! - zawołałem, a ona podniosła oczy w moją stronę. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i pomachała mi.
- Chodź mi pomóc idioto! - wróciła do pracy z jeszcze większym zapałem i jeszcze szerszym uśmiechem.
Pobiegłem do łazienki, ubrałem swoje stare ciuchy. Zdążyłem jeszcze zabrać parę narzędzi, które mogłyby się nam przydać w pracy nad naprawianiem ogrodu.
- Ileż można schodzić na dół! - usłyszałem jej głos, kiedy w końcu znalazłem się w ogródku. - Bierz się do pracy.
Odstawiłem narzędzia i pognałem napełnić konewkę. Kiedy wróciłem Miki Mouse właśnie zajadała się czekoladowym rogalikiem.
Przysiadłem obok niej i pozwoliłem jej dokończyć jeść zanim pocałowałem ją w usta. Kocham to robić.
- Smakujesz czekoladą. - powiedziałem wciąż nie otwierając oczu. - I pachniesz czekoladą.
Zaśmiała się. Kochałem ten jej śmiech - żaden inny nie wywoływał na mojej twarzy natychmiastowego uśmiechu.
- A ty pachniesz wodą kolońską i pastą do zębów. - powiedziała odrywając się ode mnie.
- Chwila przerwy? - zapytałem nieco zasmucony. Szczerze mówiąc miałem ochotę całować ją godzinami, tulić do siebie.
- To JA mam przerwę, nie ty. - popatrzyła na mnie łobuzersko. - Trzeba podlać jeszcze tamte kwiatki i naprawić huśtawkę. Przydałoby się jeszcze wystawić jakąś ławeczkę do ogrodu, żeby można było jeść tutaj śniadanie.
Kiedy mówiła ja wyobrażałem sobie ją i mnie w tym ogrodzie; samych, siedzących na jakieś ławce i zajadających rogaliki. W moich wyobrażeniach nie potrafiłem oderwać wzroku od twarzy Lie, a ona była nieco speszona, tak jak zawsze, kiedy przez dłuższy czas była centrum zainteresowania. Wtedy pewnie na jej twarzy pojawiłby się ten słodki rumieniec, który uwielbiałem.
Ile ja bym dał, żeby tamta chwila nie była tylko marzeniem...
- Halo, słyszysz mnie? - dziewczyna pomachała mi ręką przed nosem. - Ziemia do Luka..!
Szybkim ruchem złapałem jej rączkę (bo teraz była to rączka, a nie ręka) i przyciągnąłem do siebie dziewczynę.
Usiadła mi na kolanach i popatrzyła w oczy.
- Jesteś... - zaczęła i od razu urwała. Dałem jej trochę czasu, a ona po paru minutach milczenia i bezsensownego gapienia się w przestrzeń podjęła znowu. - Jesteś... Jesteś najlepszą, najukochańszą, najbardziej opiekuńczą istotą na tej ziemi. Jesteś jak powietrze, magnes. Przyciągasz, chociaż nie masz o tym zielonego pojęcia. Jesteś najmądrzejszym, najzabawniejszym i najromantyczniejszym chłopakiem jakiego znam. Jesteś moim powietrzem, moim światłem, moim życiem. Oświetlasz mi drogę, kiedy jest ciemno, usypiasz, kiedy boję się zasnąć. Prowadzisz za rękę przez niestabilny most, przenosisz dla mnie góry, budujesz rzeki i oceany. Codziennie zapraszasz słońce do mojego pokoju, budzisz mnie i wskrzeszasz do życia. - nieświadomie oparła swoje czółko o moje. - Pomimo tego jak wyglądam ty mnie nadal kochasz, jesteś ze mną... Przy mnie. - ujęła moją twarz w ręce. - Zawsze mnie wspierasz, pomagasz mi wstać po upadku, wyręczasz mnie w moich obowiązkach. Biegniesz za moim życiem nawet wtedy, kiedy gna ono jak szalone na rydwanie. Jesteś moim aniołem, Luke. Ktoś tam z góry zesłał mi ciebie, żebyś mnie chronił swymi skrzydłami. - na koniec pocałowała mnie długo i czule w usta. W tym pocałunku zawarte były wszystkie emocje, które kłębiły się w nas od bardzo dawna. Nasza miłość, pożądanie... Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś takiego.
- Ożeń się ze mną Charlie. - powiedziałem na wydechu, po czym wstałem, ukląkłem na jedno kolano i popatrzyłem jej prosto w oczy, tak jakbym chciał zajrzeć w jej serce. - Charlie Mia, wyjdziesz za mnie?

*Charlie*
Te magiczne słowa długo jeszcze potem wirowały w powietrzu, po mojej głowie i w sercu. Nie zastanawiałam się, czułam, że odpowiedzią musi być "tak". Luke popłakał się ze szczęścia, a po pięciu minutach tuliliśmy się nawzajem złączając nasze zły w jedną całość. Nasze serca grały wspólną melodię, ptaki jakby śpiewały głośną symfonię miłości, drzewa ucichły i płakały razem z nami. Cały świat się zatrzymał pogrążony w wszechobecnym szczęściu.
Nasze przyśpieszone oddechy świadczyły o wielkiej mocy tego słowa. Tak - jakże mogło być inaczej? Tak, tak, tak, tak...! Tak, wyjdę za ciebie Luke. Kocham cię, idioto. Ty impulsywny idioto. Szalony idioto. Kochany idioto. Mój przyszły mężu. Kocham cię do cholery.
On chyba chce, żebym zmarła wcześniej niż jest mi to wyznaczone. On chyba chce mnie zabić swoją miłością. On jest niemożliwy.
Jeszcze potem długo siedzieliśmy w ogrodzie, w oku kręciły się łzy szczęścia. Trzymając się za ręce oglądaliśmy niebo przez cały dzień aż do zachodu słońca. W ciszy, otuleni grubą kołdrą podziwialiśmy nocne niebo, aż w końcu Luke wziął mnie na ręce oznajmiając, że pora iść spać. Faktycznie, dochodziła już północ.

Dziś spaliśmy razem. Ja, Luke i Lala. Obudziłam się, obok mnie Luke. Przytuleni do siebie. Uśmiechnęłam się sama do siebie na widok jego czystej twarzy; nie spowitej żadnymi zmartwieniami.
Uśmiechał się przez sen, a co jakiś czas pomrukiwał niczym młody kociak zadowolony z pieszczot swojego pana.
Odwróciłam się do niego i pogłaskałam go po policzku. Taką właśnie mnie zastał, gdy otwierał oczy. Radosne, błyszczące oczy, uśmiech na twarzy.
- Cześć. - wyszeptał. Cholera, takie zwykłe cześć, a ja już unoszę się w powietrzu.
Jego ręka czule głaskała mnie po ramieniu, po policzku. Jak zwykle lekki dreszczyk wziął nade mną władzę, a ja oddałam się w pełni pieszczotom mojego chłopaka. Właściwie to narzeczonego.
Przymknęłam oczy. W objęciach Luke czułam się bezpieczna. Niczym balonik unosiłam się w powietrzu, kiedy on mnie dotykał.

*Beau*
Właśnie jedliśmy razem śniadanie, kiedy do kuchni zeszła para gołąbków. Trzymali się za ręce. Na ich widok od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.
Mama uśmiechnęła się do nich ciepło i podała im miski z płatkami.
- Mamo... - Luke uśmiechnął się do niej promiennie. - Miałabyś coś przeciwko, gdybyśmy z Charlie... - zerknął na Jaia. - Gdybyśmy wzięli ślub?
Moja oszołomiona rodzicielka właśnie wylała sok pomarańczowy na podłogę. Zamrugała parę razy oczami, po czym przytuliła mojego brata. Miałem wrażenie, że mama nigdy nie miała tyle siły.
- Oczywiście, że nie. - mówiła łamiącym się głosem. Wiedziałem, że jest teraz szczęśliwa. Szczęśliwsza niż zwykle. - Macie moje błogosławieństwo.
Otarła łzy i przytuliła Charlie. Na szczęście nie połamała jej kości tym swoim morderczo szczęśliwym uściskiem.
- A ty Beau? - Luke podszedł do mnie.
- No wiesz... Nigdy nie myślałem, że weźmiesz ślub szybciej niż twój stary braciszek. - poklepałem go po ramieniu. - Jesteście sobie przeznaczeni.
- A ty Jai? - spojrzałem na brata. Wyraz jego twarzy mówił wszystko. Nie.
- Jasne. - wyszedł nie dokończywszy śniadania.

piątek, 14 lutego 2014

Hello (:

Szczęśliwie ogłaszam, że odzyskałam laptopa wraz z ładowarką (parę dni temu) jednak musiałam instalować system od nowa. Mam nadzieję, że mnie nie opuściliście. Dziękuję za miłe słówka pod postami. To naprawdę urocze ♥
Niestety dostąpił mnie całkowity brak weny i chociaż pracuję nad nowym rozdziałem i czytam o różnych chorobach, zabiegach, miejscach itd. to i tak to nic nie pomaga.
Ale co obiecałam to będzie!
Niestety nie mam pojęcia, kiedy dodam nowy rozdział. Chciałabym go zakończyć w ten weekend. Może jakiś mały doping?

sobota, 1 lutego 2014

I'm sorry - Dwutygodniowe zawieszenie bloga

Nie mam pojęcia, czy mam nazwać tę niedyspozycję bloga jako zawieszenie. Oczywiście potem nadal będę pisała.
Powodem tej niedyspozycji jest chwilowy uszczerbek na zdrowiu mojego laptopa, a raczej ładowarki, którą mój laptop tak kocha, że niestety musiałam oddać ich oboje do naprawy.
Otóż moja ładowarka się zepsuła i teraz muszę czekać 14 dni na pomyślne rozpatrzenie, czy naprawią to czy nie.
Ogromnie przepraszam Was. Wiem jak czekacie na kolejne rozdziały. Chciałabym dodawać kolejne przez te dwa tygodnie, niestety nie pozwala na to komputer moich rodziców. Kiedy z niego korzystam strasznie boli mnie głowa.
Mam nadzieję, że zrozumiecie to i mnie nie opuścicie. Kiedy mój laptop i ładowarka wrócą naprawieni obiecuję, że dodam bardzo długi rozdział i w miarę ciekawy :)
Jeszcze raz przepraszam i proszę o wyrozumiałość.
P.S. Nawet nie wiecie jak bardzo mi się nudzi! :(

czwartek, 23 stycznia 2014

XXXIII - Jeśli ty skoczysz, ja skoczę za tobą.

*Charlie*
Nie mogłam myśleć. Nie mogłam nic zrobić.
Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Chyba... Chyba nikomu nie przyszło to na myśl.
Chciałabym teraz zostać sama. Przemyśleć co znaczy "Zabieramy cię". Co to do cholery oznacza?
Myśli na autostradzie, która znajdowała się w mojej głowie chyba miały jakąś stłuczkę, albo policja ścigała jedną z nich, bo strasznie trudno było mi myśleć.
Luke ujął moją zdziwioną, wymizerowaną twarz w swoje dłonie. Próbowałam spojrzeć mu w oczy, ale skutecznie unikał spotkania naszych spojrzeń.
Ktoś odchrząknął zza pleców chłopaka, ale on nie zważał na to.
- Kocham cię. - wyszeptał. Byłam przygotowana na to, że po tych słowach mnie pocałuje, ale on poprawił mi tylko poduszkę pod głową i wyszedł z sali.
Teraz widziałam, kto przyszedł. Jai.

Jak na zawołanie wszyscy wyszli z sali, a ja i bliźniak chłopaka, który przed chwilą wyznał mi miłość zostaliśmy sami.
Co go tu sprowadziło?
Jai zrobił krok w stronę krzesła stojącego obok mojego łóżka, ale nagle uchylił się i stanął u jego stóp. Niespodziewanie wyszczerzył się do mnie.
Zawiasy, które miały na celu powstrzymywanie łóżka przed ewentualną ucieczką chodziły bezszelestnie.
Gdzie mnie zabierają?
- Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Za bardzo cię kocham, żeby cię skrzywdzić. - usłyszałam tylko cichy, stonowany głos Brooksa.
Więc Luke nie kochałeś?, chciałam zapytać, ale zabrakło mi czasu i pogrążyłam się w ciemności.

Obudziłam się i od razu zatonęłam w miękkiej pościeli. Pachniała domem, perfumami Luke i wanilią.
Najpierw otwarłam jedno oko.
Nie, to niemożliwe.
Znajdowałam się w Niebieskim Pokoju. Pokoju, który podarował mi Luke. Pokoju, który najpierw należał do Ariany, a przez wakacje pomieszkiwałam tu ja.
Przeciągając się uderzyłam pięścią w... Nos?
- Nie chcę mieć złamanego noska tak jak ty. - usłyszałam Luke i uśmiechnęłam się sama do siebie. Chwycił mnie za rękę i przyłożył do swojego policzka.
Ponownie zamknęłam oczy i rozkoszowałam się ciepłem bijącym od mojego byłego chłopaka, który... Był teraz na powrót moim chłopakiem?
Jeśli nawet teraz znów jesteśmy parą określenie "chłopak" raczej mało pasuje do Luke Anthony Mark Brooksa. Jest dla mnie czymś więcej.
Przysunął się bliżej mnie, a ja poczułam jak kładzie swoją głowę na moich brzuchu nie puszczając mojej ręki.
- Czy może być już tak zawsze Luke? - pytam cichutko. - Nie chcę się znów kłócić.
- Nie będziemy. - zapewnia mnie równie cicho muskając opuszkami palców zewnętrzną stronę mojej dłoni. - Bardzo cię przepraszam. Jestem największym idiotą na świecie skoro pozwoliłem odejść osobie, która jest dla mnie najważniejsza.
Jego słowa z trudem przedzierały się przez szum jaki powstał w mojej głowie.
- Dostaliśmy propozycję. - mówi po kilkunastu minutach milczenia, a ja nie mam pomysłu jak skłonić go do opowiedzenia szczegółów, więc tylko palnęłam:
- Luke, nie rozumiem dlaczego jeszcze nie zwiałeś. Jestem nieuleczalnie chora, nie mam włosów, strasznie schudłam i staję się nieznośna. A ty sobie od tak... - nie potrzebował słów żeby wyrazić swoje emocje. Widziałam to co on czuje w jego błagalnym spojrzeniu - spojrzeniu, które wyrażało cały jego ból. - Przepraszam, ale naprawdę tego nie rozumiem.
Na sekundę jego oddech zwolnił. Luke z trudem panował nad swoim atakiem.
- Nie oczekuję odpowiedzi Luke. - dodaję mając nadzieję, że chłopak się uspokoi, ale na nic się to nie zdało.
Podnosi głowę i patrzy mi głęboko w oczy. Jego niebieska grzywka opadła mi na czoło. Zaciska wargi, a ja mogę obserwować jak przybierają cielisty kolor.
Nagle robi coś niespodziewanego i zarówno dziwnego. Kładzie mi swoją głowę na ramieniu, a ja nie mam pojęcia czy Brooks zacznie płakać. Ale on robi zupełnie coś innego. Głośno wciąga do płuc powietrze. Posyłam ku niemu pytające spojrzenie, a on próbuje zamaskować uśmieszek.
- Pachniesz tak jak w dniu kiedy cię poznałem. - wyznaje mi. - Przyjemna woń słodkiej wanilii. To chyba mój ulubiony zapach.
- Jeśli chcesz zostawię ci w prezencie buteleczkę, żebyś mógł mieć kawałek mnie przy sobie. - zupełnie nieświadomie mówię o swojej śmierci.
- Charlie, próbuję być silny dla ciebie, ale jeśli tak dalej podąży nasza pogawędka to nie mogę obiecać, że nie rozpłaczę się na miejscu. - mówi wstając. Przytakuję.
- Luke... - mój mózg pracuje dużo wolniej, niż się spodziewałam. Nieudolne próby zatrzymania przy sobie chłopaka kończą się bolesnym upadkiem na zimną podłogę.
Czuję się jak sparaliżowana. Kiedy jednak na powrót otulona zostaję miękką kołderką wyciągam do Lukeya rękę.
- Ja nie chcę żebyście byli silni. Płaczcie ze mną. - mówię i zapadam w głęboki sen.
_________________________________________________________________________________

Ogromne podziękowania dla Was wszystkich, którzy czytacie mojego bloga. Czuję się wspaniale wiedząc, że doceniacie mnie. Te wszystkie miłe komentarze wcale nie wydaja mi się oklepane i dziękuję każdemu z Was za miłe słowo ♥ Blog jest częścią mnie i jest gdzieś głęboko w moim serduchu. Ogłaszam, że nie zrezygnuję z pisania bloga, ponieważ... Zbyt bardzo kocham tę robotę :)
Dzięki za ponad 10.000 wejść!

Chciałabym prosić Was o modlitwę za mojego pierwszego idola, który pogubił się w życiu, ale jest dobrym dzieciakiem. Jak wiecie Justin dzisiaj ok. 4 rano został zatrzymany za jazdę po pijaku. Proszę Was jako ludzi o niewygłaszanie swojego zdania na temat jego zachowania. Po prostu bądźmy ludźmi. 

wtorek, 21 stycznia 2014

Nominacja do Liebster Blog Awards ♥

Jeeeju - to już moja trzecia nominacja. Bardzo dziękuję Daed Angel za nominację ♥ 
Zapraszam na boga Anioła

PIERWSZA NOMINACJA
DRUGA NOMINACJA

Nominacja do Liebster Awards to nominacja otrzymywana od innego bloggera, który docenia naszą pracę. Przyznaje się ją osobie o mniejszej liczbie obserwatorów - daje możliwość rozpowszechnienia i zapoznania się z nominowanym blogiem. Po otrzymaniu wiadomości z nominacją należy odpowiedzieć na 11 pytań, które zadała nam osoba nominująca po czym nominować swoje 11 blogów i zadać im również 11 pytań.

Moje odpowiedzi:
1. Co sprawia ci w życiu największą przyjemność?

Szczerze powiedziawszy jest mało takich rzeczy, które po prostu dawałyby mi pełnię szczęścia. Myślę jednak, że na pewno jest to pisanie - bloga, opowiadań. Poniekąd też rysowanie sprawia mi przyjemność (jeśli mam dobry humor). Zapominam wtedy o tym co otacza mnie wokoło i zamykam się w swoim świecie. 
O! Lubię też robić zakupy, ale bez osoby towarzyszącej. Dlaczego? Mogę wtedy w spokoju pomyśleć i nie zwracać na nic uwagi. 

2. Jaką sławną osobę chciałabyś poznać?

Jestem ogromną wielbicielką O2L i Janoskians, więc to na pewno oni są na pierwszym miejscu. Poznać chciałabym jeszcze... Arianę Grande :)

3. Czy jesteś adminką na jakiejś stronie na Facebooku? Jeśli tak podaj link :)

Niestety chyba to pytanie jest spóźnione, ponieważ byłam przez parę miesięcy adminką, lecz złożyłam wymówienie :) Powodów tu nie będę pisała, zostawię je dla siebie. 

4. Jak masz na drugie imię?

Jeśli ktoś pyta mnie o moje drugie imię zazwyczaj nie mówię mu go, ponieważ... No cóż, przykro mi to powiedzieć, ale nie podoba mi się ono. No nic, moim rodzicom się podobało i dali mi imię Klarysa. Więc jeśli ktoś pyta się koniecznie o moje drugie imię najczęściej mówię mu, że Klara, a nie Klarysa ;)

5. Jak wpadłaś na pomysł na swoją opowieść?

Prosto, tanio i łatwo czyli przez YouTube :) Natknęłam się na filmik Janoskians, kiedy na koncercie 'śpiewali' One Less Lonley Boy i popłakałam się ze śmiechu. Zaczęłam oglądać więcej filmików z ich udziałem, potem natrafiłam na blog Janoskians Poland i do zakładki FanFiction. Poczytałam trochę tego co tam było i stwierdziłam, że fajnie byłoby spróbować. 
Ostrzegam: to jest blog którego prowadzę NAJDŁUŻEJ ze wszystkich :D

6. Czym jest dla ciebie przyjaźń?

Czymś niepowtarzalnym, takim jak powietrze. Jeśli nie ma się przyjaciela jest w życiu trudniej. Zatrzymujemy wszystkie swoje myśli, a dzięki przyjaciel wysłucha, pocieszy i doradzi. Można się z nimi świetnie bawić. Są po prostu jak rodzina. 

7. W jakim stylu się ubierasz?

Trudno tu chyba mówić o jakimkolwiek stylu. Jeszcze go nie mam - ubieram się w to, co mi się podoba. Raz jest to zwiewna sukieneczka, a raz spodnie. Ale myślę, że tak naprawdę dziewczęca to ja nie jestem xD

8. Wolałabyś być sławną aktorką czy piosenkarką? 

Zdecydowanie aktorką. Sądzę, że nie potrafię śpiewać, a lepiej gram. Ale jeśli miałabym jeszcze opcję 'pisarka' to wybrałabym tę opcję z dodatkiem malarstwa :)

9. Lubisz straszne historie?

Zależy czy chodzi tutaj o straszną historię w filmie czy straszną historię, którą opowiadamy sobie przed snem w namiocie. Jeśli chodzi o straszne filmy - podaję wczorajszy przykład.
Chciałyśmy razem z moją przyjaciółką obejrzeć jakiś horror. Włączyłyśmy najpierw "Obecność" a potem "Carrie". Wyobraźcie sobie, że przy Obecności poległyśmy już... Na 3 sekundzie, a na Carrie przy minucie przy czym Ania żeby się nie bać musiała wyłączyć ekran i głos i chowając się za poduszką na ślepo wyłączała wszystko.

10. Co myślisz o karze śmierci?

Wiem jak to zabrzmi, ale nic o tym nie myślę. Ale wiem, że ludzie nie zasługują nawet na taką karę.

11. Masz aska? Daj link jak możesz.


Blogi, które nominuję:

1. http://the-janoskians-fanfiction.blogspot.com/
2. http://my-story-with-janoskians.blogspot.com/
3. http://www.make-this-last.blogspot.com/
4. http://beautifullifewithjanoskians.blogspot.com/?m=1
5. http://staythenight-fanfic.blogspot.com/p/opis.html
6. http://peril-life.blogspot.com/
7. http://igrzyskasmierciciagdalszy.blogspot.com/
8. http://ofiara-wrozek.blogspot.com/
9. http://anioly-nie-gryza.blogspot.co.uk/
10. http://lost---kingdom.blogspot.com/
11. http://light-of-dreams.blogspot.com/

Pytania:

1. Skąd czerpiecie inspirację do waszych opowiadań?
2. Jaki jest wasz ulubiony cytat z waszej ulubionej książki?
3. Jakie macie plany na przyszłość?
4. Czy istnieje taka książka w której chętnie wzięlibyście udział? 
5. Kto jest waszym ulubionym autorem/ autorką powieści?
6. Jakie jest wasze imię?
7. Skąd pomysł na pisanie takiego właśnie bloga, a nie innego? 
8. Dlaczego właśnie waszego bloga warto czytać? Jakie posiada on wartości?
9. Najważniejsza wartość w życiu dla was to? 
10. Od jakiego czasu prowadzicie bloga?
11. Co was interesuje? (w skrócie o samym sobie) ;) 


poniedziałek, 20 stycznia 2014

XXXII - Wielkie Znaczenie Życia

*Charlie*
Kiedy całymi dniami nie ma się nic co warto byłoby zrobić (oprócz bezsensowego chodzenia po

korytarzach i przyjmowania gości) pozostaje tylko zwiedzanie szpitala, którego i tak znam na wylot.
Dziwne, nigdy nie myślałam, że moim stałym domem okaże się pokój z zielonymi firankami w którym czuję się zamknięta na klucz.
Kiedy spaceruję po korytarzu nie widzę już tych uśmiechniętych gęb, które zawsze się do mnie wykrzywiały. Nawet pielęgniarki omijają mnie szerokim łukiem.
Z początku myślałam, że wszyscy są na mnie źli, że coś robię źle...
Ale to nie było to.
Dokładnie dwa i pół tygodnia. Tyle mi zostało życia. Moja choroba jest bardzo ciężka i też uparta. Nie chce dać za wygraną, nie opuszcza mnie, bo jest częścią mnie...
Nikt nie powiedział mi to prosto w twarz - nie licząc Mac, która często mówi to co jej ślina na język przyniesie. Nie mam jej tego za złe - wolę wiedzieć, kiedy umrę niż czekać na śmierć w świadomości, że nikt nie miał tyle odwagi, by powiedzieć jedno, jedyne słowo - umrzesz.
Od tamtej chwili staram się nie myśleć o życiu poza tym co mnie otacza. Staram się, ale to chyba nie wystarcza, bo w nocy zawsze krzyczę i szamotam się na wszystkie strony, aż nie dostanę leku na uspokojenie. Przeraża mnie wizja życia bez moich bliskich, bez tęczy, bez chmur. Ale nie chciałabym, żeby Luke, Jai Gina czy chociaż moja mama przeżywali to samo co ja. Nawet nie życzyłabym tego tacie.
Mam świadomość tego, że wraz z upływem czasu staję się niewidoczna dla większości ludzi. Nie mam już włosów, jestem strasznie chuda i blada. Pomimo tych zewnętrznych dolegliwości czuję się świetnie - często biegam, skaczę, śmieję się.
Chciałabym zrobić tak wiele rzeczy przed swoją śmiercią... Tak wiele może mnie ominęło przez te lata - mam tego pełną świadomość, ale chciałabym, żeby chociaż na skraju urwiska zwanego życiem... Po prostu zanim potrafię jeszcze trzymać się liny obiema rękami i nie spaść w ciemność chcę żeby moje życie było barwne. Przynajmniej teraz.

*Luke*
Wszyscy siedzieliśmy w kaplicy. Postanowiłem poprosić Boga w którego wierzenie chyba niezbyt dobrze mi idzie o zdrowie dla Charlie. Ja, Beau, jego chłopak, mama, mama Charlie - wszyscy.
Myślałem, że kiedy tu wejdziemy będzie bił jakiś blask od ludzi, którzy przychodzą tutaj czy coś. Spodziewałem się, że zerkną na nas.
Ale oni spokojnie siedzieli w ciszy. Zrozumiałem w końcu o co chodzi - nawiązali połączenie z Bogiem, rozmawiają z nim.
Prawdę mówiąc jeszcze nigdy nie doświadczyłem rozmowy z Bogiem. Chyba wstyd przyznać, że jako chrześcijanin nie modliłem się za swoich bliskich. A może jednak? Sam już nie wiem, pewnie robiłem to codziennie, gdy byłem jeszcze mały.
O.K. czas odnowić relacje z Bogiem, pomyślałem i ukląkłem. Dziwnie było tak klęczeć przed figurką, która ukazywała Jezusa umierającego na krzyżu i błagać o pomoc dla dziewczyny podczas, gdy on chyba cierpiał bardziej od niej...
Nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia o niczym Panie Boże, zacząłem, a słowa same mi się układały. Nie znam twojej historii, nie wiem przez co musiałeś przejść. Nie wiem przez co przechodzi Charlie, ale chcę błagać tylko o jedno. Panie Boże, z całego mojego serca proszę Cię, by Charlie nie umarła. By jakimś cudem wyzdrowiała i była moją dawną Miki Mouse. Amen.
Wstałem i bez słowa wyszedłem na korytarz. Co jeszcze mogę zrobić, prócz czekania na ostateczność?

*Patrice*
Wyszliśmy z kaplicy. Chłopcy szukali Luke ale nigdzie go nie było. Wiem, że to dziwne, ale czuję niepowtarzalną więź między naszą rodziną a rodziną Brooksów. Szczególnie teraz stali się bliżsi mojemu sercu.
Nie potrafię myśleć o niczym innym. Zadręczam się koszmarami o śmierci mojej malutkiej córeczki. Może gdybym nie kazała jej jechać...?
Szybko jednak odrzucam od siebie tę myśl. Gdyby Charlie nie przyjechała do Melbourne nie poznałaby tylu wspaniałych ludzi, a umierając byłaby samotna jak palec, bo ja nie potrafiłabym jej uszczęśliwić.
Gdy wychodzimy na świeże powietrze Gina łapie mnie za rękę i zatrzymuje chwilkę. Chłopcy jak na zawołanie wracają do środka. Teraz całe nasze życie kręci się wokół szpitala.
- Dobrze się czujesz? - pyta mnie, a ja przytakuję, ale po chwili wybucham płaczem.
Mama braci Brooks przytula mnie do siebie niczym małe dziecko i powtarza słowa ukojenia.
- Wiesz, że Charlie jest silna. Luke jest silny, Jai i reszta. My też musimy być silne. Dla nich, dla niej. - zrozumiałam.
- Dobrze, dobrze. - mój głos był roztrzęsiony. - Chodźmy do niej.

*Tom*
Wziąłem Daniela za rękę i weszliśmy na piętro. Chciałbym jechać windą, ale boję się, że wtedy potraktują mnie jak dzieciaka. Czasami mam wrażenie, że oni przede mną wszystko zatajają. Jedyne źródełko informacji to lekarze, którzy wyglądają tak jakby mieli mnie zabić już za to, że tutaj przychodzę.
Spojrzałem za siebie - mama i ciocia zatrzymały się przy schodach.
Spojrzałem na Daniela. Miał czerwony nos i mokre policzki - od razu wiedziałem, że płakał.
Podbiegł do nas Luke i schwycił mnie za rękę uśmiechając się gasnąco. On TEŻ płakał.
Przez sekundę zastanawiałem się gdzie podziewa się James i Jai, ale stwierdziłem, że lepiej nie zaprzątać sobie tym głowy zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy o krok od drzwi prowadzących do pomieszczenia w którym znajduje się moja siostra.
Może i nie uwierzycie, ale teraz to ja czuję się bardziej odpowiedzialny i starszy od niej, chociaż Charlie ma prawie osiemnaście lat.
Łóżko było puste. Nie wiedziałem co to oznacza - czy Charlie wróciła do domu?
Mama głośno wciągnęła powietrze do płuc, a ciocia G. podtrzymywała ją, by nie upadła.
Po policzkach Luke popłynęły łzy.
Wyrwałem rękę z uścisku Skipa. Chyba nikt nie zwrócił uwagi, że wybiegłem z sali. Dopiero teraz mój umysł zarejestrował to, że prawdopodobnie Lie odwiedził Pan Bóg.
Biegałem od sali do sali. W sumie to nie wiem po co. Nie chciałem płakać, a musiałem coś zrobić, bo ból który towarzyszył mi przy stracie siostry był nieznośny - tak jakby od środka dziurkowano mi wnętrzności.
Jak wryty zatrzymałem się w drzwiach pokoju nr 1104. Na idealnie białym łóżku siedziała... Moja siostra! Czytała jakąś książkę i nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
Rozbeczałem się w progu i powłócząc nogami wspiąłem się na krzesło, a potem na łóżko. Uśmiechnęła się promiennie na mój widok i objęła mnie ramieniem.
- Co tam młody? - zapytała, a ja jeszcze bardziej się rozbeczałem tak, że już nic nie widziałem. - Widzę, że smarki lecą ci aż uszami. Masz.
Podała mi paczkę chusteczek do nosa. Otarłem łzy i przytuliłem się do Miki Mouse. Przyjemnie było znów poczuć jak głaszcze mnie po plecach i lekko się śmieje podczas gdy ja ni potrafię się uspokoić.
- Mam nadzieję, że nie przyszedłeś taki kawał drogi sam. - to było ostrzeżenie - wyraźne.
- Mama, Daniel, ciocia i Luke są w twojej dawnej sali. - powiedziałem. - Myśleliśmy, że ty...
- Luke? - zdziwiła się marszcząc brwi. - Co on tu robi?
- Przyszedł razem z nami. - powiedziałem w biegu i pobiegłem po resztę, która zalewała się łzami.

- Ona żyje! - wykrzyknąłem, a wszyscy pobiegli za mną do sali 1104.

*Luke*
Ja wszedłem ostatni myśląc na poczekaniu co takiego mam powiedzieć.
Wszyscy rozgościli się wygodnie na krzesłach, a mnie pozostało stanie na baczność. To chyba najbardziej niezręczna sytuacja jaka mogła mi się przytrafić.
Nie wiedziałem co mam zrobić z rękami, więc machałem nimi na prawo i lewo unikając wzroku dziewczyny.
- Obiecaj mi, że kiedy Pan Bóg do ciebie przyjdzie opowiesz nam jak było u niego w domu. - poprosił Tom. Mimowolnie uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
- Zdam was szczegółową relację. - obiecała jego siostra. - I wyślę wam pocztówkę. To będą takie moje wakacje, rozumiesz?
Rozumiał doskonale. Wszyscy rozumieliśmy. To będą jej wakacje. Wakacje, które się nie skończą.
- Czekaj, przynieśliśmy ci coś. - małe rączki powędrowały do torby trzymanej przez moją mamę. Z siatki wyjął czapkę beanie z uszami i założył ją na głowę Lie. - Teraz jesteś prawdziwą Miki Mouse!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, nawet pani Mia, a Daniel wyjął aparat i zrobił jej zdjęcie.
- Dobra. - odezwałem się. - Zabieramy cię do domu.